braun-grzegorz-640x330

W postepeerelu spodziewam się wszystkiego – Pierwsza rozmowa z Grzegorzem Braunem po wyjściu z aresztu

Pierwsza rozmowa z Grzegorzem Braunem po wyjściu z aresztu!

W nowej Polsce – gdy taka powstanie – ci sędziowie i prokuratorzy, którzy posłali mnie do aresztu sami się w nim znajdą. Tworzą oni bowiem jedną z najgroźniejszych grup przestępczych – mówi PCh24.pl reżyser Grzegorz Braun w pierwszej rozmowie po odbyciu siedmiodniowej kary aresztu.

Jak się Pan czuje po siedmiu dniach spędzonych w areszcie?

Proszę Pana, mam rozległą i dogłębną wiedzę o realiach więziennictwa w Polsce w ostatnich stuleciach, nabytą dzięki doświadczeniom członków mojej najbliższej rodziny. Ta wiedza jest zbyt szeroka, bym miał teraz rozwodzić się na temat tego, jak spędziłem ostatnie dni. Bądź co bądź w końcu był to tylko tydzień. Więc proszę, nie przesadzajmy…

W jakich warunkach został Pan osadzony? Czy odczuwał Pan, że jest traktowany przez służbę więzienną i współwięźniów w jakiś gorszy sposób?

Od momentu gdy wszedłem do aresztu spotkałem się z próbami skłonienia mnie do zachowań należących zapewne do tamtejszej normy, ale mnie nie przypadających do gustu. Anonsowałem więc wszystkim spotkanym tam przeze mnie osobom, że jestem więźniem politycznym i w związku z tym nie należny oczekiwać ode mnie podporządkowywania się dyktowanym w takich miejscach regułom. Moja postawa została – jak sądzę – zaakceptowana przez większość personelu aresztu.

A co mogę powiedzieć o samym areszcie? Po tym tygodniu doświadczeń z satysfakcją stwierdzam, że zarówno zabytkowy obiekt wrocławskiego aresztu, jak i jego personel z całą pewnością znakomicie spełnią swoją rolę, kiedy w to miejsce trafiać zaczną ci prokuratorzy i sędziowie, którzy mnie tam wysłali. Mam nadzieję, że wszyscy tego w zdrowiu razem dożyjemy. Sędziowie i prokuratorzy tworzą bowiem w postpeerelu jedną z najgroźniejszych zorganizowanych grup przestępczych i z całą pewnością nowa Polska – gdy taka powstanie – nie będzie mogła tego stanu tolerować.

Rozmawiamy po raz pierwszy od Pana zatrzymania i osadzenia w areszcie. Jak przebiegało to zatrzymanie?

Po tym, jak nie zostałem przyjęty we wrocławskim areszcie przy ul. Świebodzkiej – mimo że sąd wydał decyzję o zastosowaniu wobec mnie takiej właśnie kary – pracowałem spokojnie w Warszawie przez parę dni nad filmem dokumentalnym o Mary Wagner a następnie wróciłem do Wrocławia, by pracować nad filmem o doktor Wandzie Półtawskiej. Praca ta została, delikatnie mówiąc, zdezorganizowana, ponieważ w ubiegły wtorek po godzinie 7 rano otworzyłem drzwi dwóm funkcjonariuszom policji z pobliskiej komendy, którzy – tak to ujmijmy – uruchomili cały cykl produkcyjny.

Wcześniej weszli do Pana wrocławskiego mieszkania, gdy nie było Pana w domu…

Tak, policjanci szukali mnie pod wrocławskim adresem pod moją nieobecność. Nie przeprowadzali jednak żadnej rewizji.

Nadużywali swoich kompetencji? Używali siły?

Samo ich wejście do mojego mieszkania pod moją nieobecność było działaniem z pozycji siły i bezprawnym.

Czy spodziewa się Pan podobnych działań ze strony wymiaru sprawiedliwości i policji? Kiedy rozmawialiśmy ostatnim razem, w dniu w którym zgłosił się Pan do aresztu i został odprawiony z kwitkiem, przewidywał Pan, że może dojść do sytuacji gdy prokuratura zdecyduje o zastosowaniu przymusu. To jeszcze nie koniec?

Nie chciałbym dramatyzować, ale wszystkiego można się spodziewać w państwie, którego fasadę tworzą Donald Tusk i Bronisław Komorowski. Oni, wraz ze wspólnikami, dokonują dzieła niszczenia i kompromitowania państwowości polskiej. W postpeerelu wszystkiego można się spodziewać i nic mnie naprawdę nie zdziwi.

Zaś co do mojego kalendarza: jutro w południe stawię się w sądzie apelacyjnym przy ul. Energetycznej we Wrocławiu, gdzie ma być rozpatrywane zażalenie złożone przez mojego obrońcę. Oczywiście śledź ląduje na stole po obiedzie, ponieważ zażalenie to będzie rozpatrywane już po odbyciu przez mnie kary, tym niemniej jest to dla mnie okazja, by podyktować do protokołu fakty, z którymi nie był łaskawy zapoznać się sędzia wysyłając mnie do więzienia. A te fakty są takie, że kara grzywny – to ona przecież była przyczyną aresztu – została na mnie nałożona na podstawie kontrfaktycznych ustaleń. Sędzia zarzucił mi bowiem wypowiedzenie słów, które nie padły z moich ust. Przypomnę, że gdy usłyszałem o tej karze, opuściłem salę rozpraw i dlatego sąd ukarał mnie aresztem.

Not. ged

Fot. kadr z filmu pochodzi ze strony wDolnymŚląsku.pl

Komentarze

komentarzy