17496d63674debe531d609b119232717_L

POLexit, czyli jak wyjść z burdelu?

„Dość szantażu dyktatorki Europy Angeli Merkel!”

Cieszy zaangażowanie młodych patriotów i nacjonalistów w sprawę wyjścia Polski z neomarksistowskiej Unii Europejskiej. Należy je potraktować jako delikatny powiew wiatru przed burzą, która, miejmy nadzieję, już niebawem przyjdzie i odświeży narodowy klimat, a unijny burdel dla Polaków stanie się tylko niemile wspominaną przeszłością – mówi ksiądz Jarosław Gluziński, który w nowo powstałym cyklu „Prosto z mostu” będzie komentował bieżące wydarzenia z Polski i Kościoła.

Jedynie kompletny katolicki troglodyta, jak chętnie określam takich postkomunistycznych czy wręcz masońskich aparatczyków „Gazety Wyborczej” typu dominikanin Ludwik Wiśniewski, jego pyskaty współbrat Paweł Gużyński czy kompletnie nieznający się na niczym, na co dzień kompromitujący swój zakon i (wybaczcie za kolokwializm) wycierający swą gębę błogosławionym księdzem Jerzym Popiełuszką jezuita Grzegorz Kramer, nie widzi totalnej rozbieżności ideologii Unii Europejskiej z Ewangelią. Świadomie przywołuję katocelebryckich reprezentantów kleru, nie pozostawiając na nich suchej nitki (na ich temat nieco więcej w kolejnych felietonach), bo to oni, lansując się na nowoczesnych księży gitów, przyjaciół imigrantów, którym zapewne nie odstąpiliby nawet kawałka podłogi w zakonnej celi, w rzeczywistości swoimi populistycznymi zagrywkami wrzucają młode pokolenie w aksjologiczną, neomarksistowską próżnię.

W sługusach Unii Europejskiej ksiądz Jarosław dostrzega również wielu z kościelnych hierarchów.

Myślę, że stanowisko hierarchów wobec UE doskonale obrazuje wciąż będąca na topie sprawa 82. rocznicy powstania ONR. Purpuraci, zamiast hołubić nacjonalistów katolickich zaangażowanych w katolickie dzieła, siarczystym kopnięciem wyrzucają z Kościoła tych, którzy są gotowi poświęcić życie za Chrystusa i naród. Co za niedorzeczność… Wychodzi na to, że biskupi podzielają retorykę „Wyborczej”: Zawadzka „zaprotestowała” w kościele, a ONR-owcy „sprofanowali” katedrę masowym przystąpieniem do sakramentów świętych! Łatwo się domyślić, że jednym z powodów sprzeciwu hierarchii wobec narodowej młodzieży jest umiłowanie blachy, której nie dostaliby od unijnego aparatu, całym sobą nienawidzącego nacjonalizmu wszelkiej maści. Poza tym jeśli ci nacjonaliści są tacy źli, to chyba tym bardziej któryś z pasterzy winien iść do zagubionych owiec. Kto pierwszy? Migliore, Gądecki czy Polak? A może sfabrykowana legenda – kardynał Dziwisz, rzekomo przesiąknięty nauczaniem świętego Jana Pawła II? – ironicznie pyta kapłan.

Przy tym ksiądz Gluziński zadaje retoryczne pytanie: Czy pasterze mogą pozwolić sobie na poddaństwo wobec unijnych antagonistów Kościoła, tradycji i polskości; wobec promowania zboczeń i dewiacji, gender, likwidacji polskich firm i ucisku najbiedniejszych, którym (notabene) w populistycznych hasłach kłania się biskup Rzymu – Franciszek?

Celem Unii Europejskiej – totalna destrukcja nacji, a zatem również Polski, a nie budowanie Europy wolnych narodów.

Każdy będący na usługach Unii – zachodniej prostytutki – jest zdrajcą, jak niegdyś Mieczysław Moczar na usługach ZSRR. Poprzez takie służalstwo realizuje się instrukcję wyjątkowo wyuzdanej dewiantki i ladacznicy – carycy Katarzyny II, która jak głoszą przekazy, zakończyła swój żywot stosunkiem seksualnym z koniem. Jej nad wyraz bezbożne prowadzenie się koresponduje z wydawanymi dyrektywami:

Trzeba rozłożyć ten naród od wewnątrz, zabić jego moralność. Jeśli nie da się uczynić zeń trupa, należy przynajmniej sprawić, żeby był jako chory ropiejący i gnijący w łożu. Trzeba mu wszczepić zarazę, wywołać dziedziczny trąd, wieczną anarchię i niezgodę. Trzeba nauczyć brata donoszenia na brata, a syna skakania do gardła ojcu. Trzeba ich skłócić tak, aby się podzielili i szarpali, zawsze gdzieś szukając arbitra. Trzeba ogłupić i zdeprawować, zniszczyć ducha, doprowadzić do tego, by przestali wierzyć w cokolwiek oprócz mamony i pajdy chleba.

Jak widać, metody od wieków te same. Zmieniają się jedynie inspiratorzy i wykonawcy oraz azymut działań – dodaje narodowiec.

Kapłan nacjonalista w młodych nacjonalistach dostrzega swoisty świeży powiew, aggiornamento (inne niż to posoborowe!), które jak Bóg pozwoli, na dobre przyniesie odświeżenie narodowego klimatu. Ten powiew dostrzega w tegorocznej… majówce.

Tegoroczna majówka była wyjątkowa. W licznych polskich miastach (m.in. Katowicach, Krakowie, Olsztynie, Rzeszowie, Szczecinie, Warszawie, Wrocławiu) odbyły się manifestacje narodowców, podczas których wyrażono zdecydowaną dezaprobatę wobec ideologii marksistowskiej, polsko-niemieckiej działaczki Róży Luksemburg. Ci młodzi doskonale wiedzą, że Żydówka Rozalia miała na celu zbudowanie zachodniego aparatu na wzór kacapskiego ZSRR, na co przenigdy nie wolno wyrazić nam zgody. Przepiękny widok, gdy 3 maja, w narodowe święto, mimo oberwania chmury, warszawscy nacjonaliści symbolicznie podeptali – idąc za słowami Krystyny Pawłowicz – unijną „szmatę”, a dwa dni wcześniej we Wrocławiu spalono portret Rafała Dutkiewicza, prezydenta tegoż miasta, wyjątkowego „szmalcownika” i „konfidenta”, jak z zaangażowaniem określił go tamtejszy tłum. Dutkiewiczowi oberwało się za określenie narodowców „hołotą”, niesłuszne podanie ich do prokuratury oraz za całokształt rządów. Jedno jest pewne, z takimi jak prezydent Wrocławia (a wiemy, jak wielu jest zdrajców) w czasach II wojny światowej, w czasach powojennych czy na polskim osiedlu rozprawiono by się prędko. W najlepszym wypadku skończyłoby się na linczu czy na zgoleniu głowy (choć w przypadku Dutkiewicza nie przyniosłoby to spodziewanego efektu), co z pewnością zarówno im, jak i polskiemu społeczeństwu wyszłoby na dobre.

Po chwili ksiądz Jarosław tłumaczy, że czasami, gdy werbalne upomnienia nie przynoszą skutku, lincz w imię miłości do czyniącego zło i tych, którzy zła doświadczają, jest wręcz wskazany. Zlinczowanemu krzywda się nie stanie, a zapewne odechce się niebezpiecznych harców. Uważa, że za POLexitem przemawiają ostatnie wydarzenia z Europy…

Za wystąpieniem z Unii Europejskiej przemawia również szantaż dyktatorki Europy Angeli Merkel, która za jednego nieprzyjętego imigranta chce 250 tys. euro. Angela Merkel po raz kolejny się zagalopowała. „Uchodźcy” z Afryki i Bliskiego Wschodu to jej goście, nie nasi! O żadnej lojalności nie może być mowy. To Merkel w 2014 r., na wniosek Federalnego Urzędu ds. Migracji i Uchodźców, omamiała muzułmanów propagandowym filmem zapraszającym muzułmanów do Europy, podczas gdy jeden z nich 5 maja wygrał wybory na burmistrza Londynu, co jest absolutną nowością na arenie europejskiej! Z pewnością sami islamiści nie spodziewali się, że przeprowadzona przez nich na prośbę masońskiej UE hidżra będzie postępowała tak prędko.

Na pytanie, co sądzi o słowach Kaczyńskiego, jakoby ci, którzy domagają się referendum w sprawie wystąpienia z UE, są szkodnikami, ksiądz Jarosław odpowiada, że ma nadzieję, iż te słowa to tylko polityczna zagrywka, a prędzej czy później PiS w parze z narodowcami wyprowadzi Polskę z unijnego burdelu.

Błogosławię wszystkim myślącym inaczej. In Christo†

źródło: polskaniepodlegla.pl

Komentarze

komentarzy