0003OCNH1QN5P7VS-C116-F4

Polacy są w rodzaju śpiączki. Musimy czytać i myśleć

„Polacy są w rodzaju śpiączki. Przy wydarzeniach ukraińskich można było zaobserwować, że rzeczywistość, którą uważaliśmy za prawdziwą, okazała się iluzją” – mówi w rozmowie z RMF FM Jan Polkowski, poeta i autor zbioru felietonów „Polska moja miłość”. „Żeby nasz los dawał nam siłę, dawał nam wiedzę, dawał natchnienie, a jeszcze służył Europie, to musimy dokonać pewnego wysiłku. Musimy sami go zrozumieć, a żeby go zrozumieć, musimy go poznać” – podkreśla.

Maciej Grzyb, RMF FM: Pana książka to apel: Polacy, przebudźcie się? Czy takie ostrzeżenie: Polacy, nie jest tak kolorowo, jak się wydaje?

Jan Polkowski:

Polacy są w rodzaju śpiączki. Przy wydarzeniach ukraińskich można było zaobserwować, że rzeczywistość, którą uważaliśmy za prawdziwą, okazała się iluzją. Jeśli okazała się iluzją w sprawach bezpieczeństwa, kluczowych jednak dla narodu i państwa, okazało się że NATO bardziej pilnuje bezpieczeństwa Rosji niż Polski i nawet Polska prawdopodobnie nie ma prawa w ramach uzgodnień jakiś tajnych uzgodnień NATO-wskich przesunąć swoich niewielkich wojsk na wschodnią granicę… To znaczy że byliśmy w jakimś stopniu oszukiwani, ale w dużym stopniu sami siebie trzymaliśmy w tej iluzji i śpiączce. Oprócz tego, że te twarde fakty powinny nas obudzić, to powinniśmy się zastanowić, czy używamy odpowiedniego języka, żeby móc zrozumieć świat. Najpierw go zauważyć, dostrzec wszystkie szczegóły, dobre i złe. Zorientować się, w jakim świecie żyjemy, w jakiej Polsce żyjemy. Myślę, że Polacy mają z tym problem, a po części uciekają od tej prawdy.

Co chce pan przekazać Polakom przez tą książkę?

Chce im przypomnieć, że jesteśmy bardzo specyficznym narodem w bardzo niebezpiecznym miejscu usytuowanym przez Pana Boga – między dwoma narodami, które zawsze dążyły do hegemonii, zawsze dążyły do ekspansji. Nasza historia potwierdza, że radziliśmy sobie z tym zagrożeniem dosyć dawno. Jeszcze raz poradziliśmy sobie w 1920 roku, ale od tego czasu sobie z tym nie radzimy. Dlatego ja staram się przypomnieć, czym są dzisiaj Niemcy, czym były, czym pachnie demokracja niemiecka dla Polaków i czym jest Rosja. Wytykam różne błędy, różne przekłamania, np. w tym co polscy narodowcy mówią o Rosji. Mówią o niej, ku mojemu zaskoczeniu, językiem racji stanu rosyjskiego państwa. Wiele takich niebezpieczeństw czyha na nas z zewnątrz i czyha na nas wewnątrz – w naszym rozumieniu, postrzeganiu świata, a raczej w tym, że ten świat postrzegamy bardzo fałszywie. Chcemy go widzieć w taki życzeniowy sposób jako bardziej przyjazny, bardziej dogodny, bardziej komfortowy. Chętnie przyjmujemy propagandę, że historia się skończyła. Chętnie przyjmujemy propagandę, że jesteśmy otoczeni przyjaciółmi. Chętnie przyjmujemy propagandę, że Unia Europejska i NATO stworzyły warunki cieplarniane dla rozwoju polskiej róży. Tak nie jest. Narody, które sądzą że są bezpieczne, na ogół źle kończą.

To nas usypia? To sprawia, że jesteśmy mniej wrażliwi na to co jest wokół nas?

Wydaje się nam, że dominacja Gazpromu w Polsce i całkowite uzależnienie Polski od źródeł rosyjskich złóż ropy i gazu to się ma jakoś do wielkiej polityki, ale ma się słabo do mojego portfela. Otóż nie. Słaby rząd, czy brak silnej armii ma się bezpośrednio do portfela, z tego wynikają konsekwencje. Wojna militarna jest tylko końcem działań wojennych, które są zazwyczaj rozpisane na długie lata. Państwa sięgają do środków militarnych tylko w sytuacji, kiedy nie wygrały wojny wcześniej, innymi środkami – kulturowymi, psychologicznymi gospodarczymi, finansowymi itd. My jesteśmy w stanie takiej samej wojny, jak zawsze byliśmy. Ta wojna nigdy się nie kończy. Można ją nazywać konkurencją, można dostrzec, że czasami ona łagodnieje i na przykład odbywa się tylko na poziomie cywilizacyjnym, na poziomie sporu kulturowego, ideowego, ale on też jest ważny. Spór ideowy i kulturowy rzutuje na przykład na to, jaki model rodziny, jaki styl życia ludzie chętnie wybierają, bo on jest lansowany. Dzisiaj już otwarcie i twardo się mówi, że państwo polskie zbankrutuje za kilkanaście lat.

Ta książka to zbiór felietonów?

Ja nazywam te teksty felietonami, aczkolwiek one na ogół posługują się i cytatami, przytoczeniami, więc są to takie rozbudowane felietony. To są teksty publikowane w tygodniku ilustrowanym, więc nie mogą mieć aparatu przypisów i być zbyt długie bo żyjemy w czasach nacisku, pośpiechu. Nikt nie będzie czytał tekstu, który ma więcej niż dwanaście tysięcy znaków, a i to jest jak na tygodnik ilustrowany tekst długi. Staram się więc w formie w miarę skondensowanej użyć pięknego, wspaniałego polskiego języka, który powinien świecić i powinien przyciągać do lektury, a nie być jakimś prymitywnym narzędziem do przekazywania prostych komunikatów. Staram się właśnie zwrócić uwagę czytelników również na różne książki, różnych autorów, których cytuję, żeby wzbudzić zaciekawienie, żeby nie kończyli lektury tylko na moim tekście, ale również sięgali po na przykład wspaniałą twórczość i translatorską i pisarską Zygmunta Kubiaka, wielkiego Polaka już nieżyjącego, który był mistrzem mowy polskiej. Powinniśmy o takich ludziach pamiętać. Korzystam z tego, żeby rozmawiać z czytelnikami o tym, co mi się wydaje najważniejsze. A wydaje mi się, że Polacy powinni zacząć bardziej myśleć o sobie, sięgając pamięcią wstecz, korzystając z bogatych dobry, ale i złych doświadczeń. My tej inspiracji, tych doświadczeń potrzebujemy, żeby trochę się obudzić, trochę się wykształcić, trochę skorzystać z tego, co ja nazywam Polskim losem. Polski los jest szczególny, jest i tragiczny i wspaniały i zawstydzający, ale powiem szczerze, nie ma drugiego europejskiego narodu, który miałby tak skomplikowane dzieje i które mogłyby być, jak mówi przysłowie, naszym nauczycielem, naszym, może nie tylko naszym, może całej Europy. Żeby nasz los dawał nam siłę, dawał nam wiedzę, dawał natchnienie, a jeszcze służył Europie, to musimy dokonać pewnego wysiłku. Musimy sami go zrozumieć, a żeby go zrozumieć, musimy go poznać. Musimy więc czytać i myśleć.

Komentarze

komentarzy