2b685611888f6634ce7de21a9cfaecbb_L

Naród rozbrojony przestaje być wspólnotą ludzi wolnych, a staje się niewolniczą masą

Przyrodzone prawo do posiadania broni.

W głowę zachodzę, skąd się współcześnie bierze popularne przekonanie, że katolik powinien być pacyfistą. Nic bardziej błędnego. Pacyfizm to jest jakaś herezja. Tymczasem Kościół jest Kościołem walczącym. To jest Ecclesia Militans. Zauważmy, że w ogóle pierwsza stoczona wojna miała miejsce w niebie.

Kiedy Lucyfer zbuntował się przeciwko Panu Bogu i pociągnął za sobą część aniołów, to wierni Panu Bogu aniołowie pod wodzą św. Michała Archanioła stoczyli zwycięski bój, w wyniku którego strącili tamtych buntowników z nieba, i odtąd szatan i jego aniołowie na zawsze nie mają tam wstępu. Trudno nam sobie wyobrazić, jak walczą duchy niebieskie. Na pewno nie okładano się mieczami ani nie jeździły czołgi po niebie… Niemniej była to najprawdziwsza wojna, którą stoczyły duchy niebieskie.

My zaś dysponować powinniśmy taką bronią, jaka aktualnie jest używana. Powinniśmy tę broń posiadać oraz umieć się nią posługiwać. Zauważmy, że do pielgrzymek zbrojnych, zwanych popularnie krucjatami, wzywali papieże, czyli ziemscy namiestnicy czy wikariusze samego Chrystusa Pana. Papieże wzywali do tego, żeby chwycić za broń i podążać po to, by odbić z rąk muzułmańskich najeźdźców kolebkę chrześcijaństwa, a przynajmniej bronić tamtejszych chrześcijan przed prześladowaniami, a także pielgrzymów, żeby mogli bezpiecznie odbywać pielgrzymki do Grobu Świętego. Święty Bernard z Clairvaux – wielki święty, mistyk – wręcz opiewa walkę z bronią w ręku w słusznej, Bożej sprawie. Mówi, jak wielką chwałą okrywa się ktoś, kto ginie w takiej walce.

Każdy człowiek ma prawo bronić własnego życia z bronią w ręku, a wręcz obowiązek bronić życia innych atakowanych, zwłaszcza swoich bliskich. Wyobraźmy sobie, że na oczach zdrowego mężczyzny jakiś napastnik poniewiera jego matkę: bije ją i gwałci. Czy syn tej kobiety miałby sobie wówczas zawiesić na szyi wizerunek odcisku zdechłego żurawia, tzw. pacyfkę, i krzyczeć: „Make love not war”? Przecież to byłaby postawa absurdalna, a nadto nikczemna. Świętym obowiązkiem takiego człowieka jest stanąć w obronie matki.

A ojczyzna jest naszą matką. Naszej wspólnej matce na imię Polska. Toteż w razie zagrożenia powinniśmy być gotowi stanąć – no, może nie ja osobiście jako kapłan, ale w każdym razie jako naród – z bronią w ręku, żeby tej matki bronić przed inwazją i poniewierką. Dlatego winniśmy trwać w gotowości – uzbrojeni.

Ubolewać należy, że nasz naród został rozbrojony i wolni Polacy – jako bezbronni – sprowadzeni zostali do roli niewolników. Przecież przez tyle wieków przodkowie nasi byli uzbrojeni, mieli broń w domu, a nawet nosili ją przy sobie. Przyrodzonym prawem człowieka wolnego jest dostęp do broni i jej posiadanie. To jest prawo przyrodzone, a nie sprawa uznaniowa, że ktoś komuś pozwala, ktoś komuś wydziela. Nie! Wolny człowiek po prostu ma dostęp do broni, posiada ją i się nią posługuje. Broń, jak sama nazwa wskazuje, służy do obrony. I mamy moralny obowiązek stawać w obronie, w obronie życia atakowanych bliźnich, szczególnie tych powierzonych nam jako szczególne zadanie miłości, a nie mniej – w obronie wyższych wartości. Toteż powinniśmy być uzbrojeni.

Prawo do posiadania broni mogłoby być odebrane tylko w przypadku kryminalistów czy ludzi chorych umysłowo, gdyż posiadanie broni przez takiego człowieka narażałoby innych na niebezpieczeństwo. Ale każdy normalny, zdrowy człowiek powinien mieć broń. Osobiście uważam, że każdy zdrowy, normalny Polak i każdy Węgier, bo tego naszym braciom Węgrom również życzę, powinien mieć nie tylko prawo, ale wręcz przynajmniej moralny obowiązek posiadania broni palnej dwojakiego rodzaju – krótkiej i długiej, i przejść odpowiednie szkolenie posługiwania się nią. A każda Polka i każda Węgierka – powinna mieć analogiczny przywilej. Takiego jestem zdania i gdzie mogę, tam upominam się o prawo powszechnego dostępu do broni.

Niektórzy na to zapytają, czy to rozsądne dawać wszystkim broń, skoro są napady z bronią w ręku. Właśnie dlatego są napady, że ludzie są rozbrojeni. Zauważmy, że w tych stanach Ameryki Północnej, w których jest powszechny dostęp do broni, gdzie wszyscy są uzbrojeni, tam jest zdecydowanie mniej napadów, one się zdarzają sporadycznie. Natomiast często dochodzi do napadów w tych stanach, podobnie jak i w tych państwach Zachodu, gdzie ludzie są rozbrojeni. Przestępca broń znajdzie, natomiast człowiek uczciwy nie ma się jak bronić, bo jest bezbronny wobec przemocy. Do tej tragedii w Paryżu też by nie doszło na taką skalę, gdyby Francuzi byli uzbrojeni. Nie mogłoby dojść do tego w tak katastroficznym wymiarze np. w Teksasie czy w Arizonie, bo tam, gdyby terrorysta otworzył ogień, to pierwszy lepszy spośród obecnych wyjąłby broń, wystrzeliłby w jego kierunku i reszta by ocalała.

Zatem – nie żaden pacyfizm! Jesteśmy Kościołem walczącym, i to nie tylko w takim rozumieniu, że walczymy z naszymi słabościami, pokonujemy siebie – to jak najbardziej, oczywiście, że tak, ale również mamy, kiedy domaga się tego obrona wyższych wartości czy obrona życia bliźnich – wręcz obowiązek walki z bronią w ręku. Zatem raz jeszcze podkreślam – prawo do posiadania broni i do jej noszenia jest prawem przyrodzonym. Nie wahajmy się o tym głośno mówić i domagajmy się powszechnego dostępu do broni dla naszego narodu. To nie jest absolutnie nic sprzecznego z naszą wiarą. Przeciwnie – obrona jest naszym moralnym obowiązkiem.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Polska Niepodległa!

Komentarze

komentarzy