inwigilacja

Ministerstwo Sprawiedliwości buduje bazę danych na potrzeby inwigilacji?

Informatyzacja sądownictwa może być środkiem do inwigilacji obywateli – taki alarmujący wniosek płynie z wywiadu z prezes stowarzyszenia sędziów „Themis” Ireną Kamińską, który ukazał się w „Dzienniku Gazecie Prawnej”.

Według Kamińskiej jeśli plany Ministerstwa Sprawiedliwości zostaną zrealizowane i powstanie jedna ogólnopolska baza danych osób mających sprawy w sądzie, to rządzący zyskają niemal nieograniczoną wiedzę na temat obywateli.

O skali zagrożenia świadczy fakt, że rocznie w polskich sądach toczy się 13-14 mln spraw. Oznacza to, że do bazy danych trafi znaczna część Polaków.

„Informatyzacja sądownictwa to ważny cel. Ale czy przy tej okazji trzeba dawać ministrowi sprawiedliwości tak szerokie kompetencje, jak w projekcie nowelizacji Prawa o ustroju sądów powszechnych?

Pewnie obie jesteśmy zwolenniczkami informatyzacji wymiaru sprawiedliwości, ale Ministerstwu Sprawiedliwości wcale nie chodzi o upowszechnianie nowych technologii w sądownictwie.

A o co?

O dostęp do wszelkich informacji o toczących się i zakończonych sprawach sądowych. A to z informatyzacją sądów nie ma nic wspólnego. Chodzi o tworzenie jakiegoś orwellowskiego systemu, w którym w jednym ręku skupione będzie prawo do dysponowania danymi wielu milionów obywateli – stron, świadków czy pełnomocników. Skoro do sądów wpływa 13–14 mln spraw rocznie, a w każdej z nich bierze udział po kilka osób, to aż nie mogę uwierzyć, że ktoś chce być administratorem tych wszystkich danych. Czysty absurd. Prawdę mówiąc mam wrażenie, że twórcom tej nowelizacji zabrakło wyobraźni. W każdym razie cele, które niby im przyświecają, zupełnie nie zostaną w ten sposób zrealizowane.

(…)

Pani sędzia orzeka w sprawach dotyczących ochrony danych osobowych w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Które z propozycji budzą pani największy sprzeciw?

Cały rozdział o informatyzacji sądów jest wątpliwy. Narusza konstytucyjną zasadę trójpodziału władz.

Mocne słowa. Dlaczego?

Minister sprawiedliwości, który ma sprawować zewnętrzny nadzór administracyjny nad sądami, nie może mieć dostępu do akt wszystkich spraw sądowych, i to bez żądanych ograniczeń. Wtedy cały ten bój o to, czy minister może zażądać sprowadzenia każdych akt sądowych do resortu, traci rację bytu. Bo minister miałby wszystko u siebie i to online. A przecież u.s.p. stanowi, że minister sprawuje jedynie zewnętrzny nadzór nad działalnością sądów.

Ależ autorzy projektu powołują się na granice nadzoru, ustalone przez Trybunał Konstytucyjny. Niesłusznie?

Próbują usprawiedliwić w ten sposób swe propozycje. Ale przywołanie wyroku Trybunału jest absolutnie niestosowne. Bo TK powiedział przecież, że władza wykonawcza jest zobowiązana do zapewnienia sędziom warunków do racjonalnego funkcjonowania i do zapewnienia środków niezbędnych do należytego wykonywania ich zadań. Funkcje nadzorcze ministra nie wymagają tak ogromnej wiedzy, jaką chce on zgromadzić. Tym samym taką wiedzę – a są w aktach spraw również dane o stanie zdrowia, stanie rodzinnym, majątkowym, preferencjach seksualnych – będzie miała władza wykonawcza. Strach pomyśleć, co można z tym zrobić i w jakim celu.„

Komentarze

komentarzy