z17214515Q,Adam-Michnik-u-Tomasza-Lisa

Michnik z Lisem pod ścianą

Panowie Tomasz Lis, Jacek Żakowski, Adam Michnik oraz pani Janina Paradowska – szpica rdzawej propagandy – mają problem. I to podwójny.
Pierwszym jest brak strachu Polaków przed prezesem-potworem. Polacy nie kupują już tego wulgarnego przekazu, który uprawia na przykład tygodnik Lisa, prezentując Jarosława Kaczyńskiego, który stracił w Smoleńsku brata, z tytułem „Zamachowiec”. Rodacy, zwłaszcza młodzi, odesłali ten przekaz na śmietnik historii.

Nadzieją dla platformerskich towarzyszy był zatem przekaz pod tytułem: nieodpowiedzialne za państwo, rujnujące finanse publiczne Prawo i Sprawiedliwość kontra przewidywalna i kochana przez tzw. rynki Platforma Obywatelska. Szyki popsuł tu jednak nowy prezydent Andrzej Duda. Otóż ogłosił on w ubiegłym tygodniu, że nie ma powrotu do wieku emerytalnego 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn. Mówi o tym, że reforma emerytalna będzie zmieniona, ale w kierunku uzależnienia możliwości odejścia na świadczenie od długości stażu pracy. – To nie jest prosty powrót do poprzedniego rozwiązania, bo to jest połączenie wieku z długością okresu składkowego. To jest proponowane przez Solidarność 40 lat składkowych i wiek. Raczej w tym kierunku będzie zmierzało to rozwiązanie (…) – powiedział w RMF FM Andrzej Duda. Tego rodzaju kierunek reformy jest uzgodniony z Solidarnością i jej szefem Piotrem Dudą.

To niezwykle ważna deklaracja, co najmniej z dwóch powodów. Pierwszym jest odpowiedzialność za państwo. Już pod koniec kampanii, przed drugą turą wyborów, widać było, że PiS i sam Andrzej Duda przestraszyli się nieco składania obietnic na wyrost. I Duda zaczął je tonować. Dlaczego? Bo na przykład twarda obietnica powrotu do wieku 60/65 lat zdemolowałaby finanse państwa. Wystarczy powiedzieć, że tylko w ciągu najbliższych lat kosztowałoby to ponad 40 mld zł. Co więcej najbardziej uderzyłoby to w młodych, którzy musieliby zapłacić wyższe składki, by sfinansować świadczenia. Sami nie mając chyba szczególnych szans na sowite emerytury w przyszłości. PiS uderzałby tym samym w swoje najcenniejsze aktywa – czyli poparcie młodych ludzi. To w grupie wyborców mających 18-29 lat Andrzej Duda o ponad 20 pkt proc. wyprzedził Bronisława Komorowskiego. W pozostałych ta różnica wynosi zaledwie kilka punktów.

Drugi powód, dla którego ta deklaracja jest niezwykle ważna, to plasowanie się PiS jako partii poważnej, odpowiedzialnej za państwo, potrafiącej nawet wycofywać się ze składanych obietnic, jeśli leży to w interesie wspólnoty. Duda, który deklaruje dziś, po wygranych wyborach, nie tylko spokojne podeście do wieku emerytalnego, ale również odejście od propozycji 500 zł na każde dziecko na rzecz pomocy uboższym, daje wyraz odpowiedzialności za państwo. Dzięki temu uspokaja też rynki, które nie panikują w obawie przed dojściem do władzy populistów, którzy na prawo i lewo będą rozdawać pieniądze.

Paradoksalnie to Platforma jest teraz większym zagrożeniem dla stanu naszych finansów. Dociśnięta do muru, spanikowana będzie zapewne chciała rozdawać wyborczą kiełbasę. Spodziewam się w najbliższym czasie festiwalu obietnic. Może to robić, bo ma pieniądze, po tym jak ukradła je Polakom z otwartych funduszy emerytalnych, a Komisja Europejska zapowiada zdjęcie z naszego kraju procedury nadmiernego deficytu.

Jak poradzą sobie z tym dylematem apologeci PO? Na logikę wydawać by się mogło, że powinni krytykować ją za rozdawnictwo. Nie mam jednak złudzeń, że ich nienawiść do PiS jest tak ślepa, że tego nie zrobią. Jaką narrację teraz znajdą? Cieszę się, że to ich, a nie mój problem.

Komentarze

komentarzy