8371af637eb5f616914e19b840292e04_L

Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

Z zażenowaniem wysłuchiwałem wypowiedzi szefa pewnej gazety, który w sposób niebywale megalomański podczas święta Żołnierzy Wyklętych przy każdej okazji dawał do zrozumienia, że pamięć, a przede wszystkim prawda o Żołnierzach Niezłomnych przywrócone zostały w dużej mierze dzięki zaangażowaniu jego redakcyjnego środowiska, które rzekomo niemal w całości wywodzi się wprost od Żołnierzy Wyklętych, co jest oczywistą nieprawdą.

Może już nie powinno mnie to dziwić, bo przecież ci sami ludzie przypisywali sobie także decydujący wpływ nie tylko na wyniki polskich wyborów w 2015 r., ale również uważali, że byli języczkiem u wagi w zwycięskich dla Donalda Trumpa wyborach prezydenckich w USA. Więcej skromności i pokory, mości panowie.

Otóż ogromna siła tego powrotu i wyjścia z mroku oraz dumnego wkroczenia armii Niezłomnych wynika z tego, że siła owa nie pochodzi od polityków lub tej czy innej redakcji, ale od młodego pokolenia Polaków, u których ten niezniszczalny gen polskości znowu się uaktywnił. Chwała wszystkim tym, którzy to zauważyli i dali się ponieść fali kolejnego patriotycznego odrodzenia, ale o jego wielkiej sile i autentyczności zadecydowała tylko i wyłącznie oddolność i masowość tego wspaniałego zjawiska. Można to tłumaczyć jedynie tym niepojętym fenomenem, nazwanym przez prof. Szwagrzyka kodem DNA, który jako Polacy nosimy w sobie od wieków. Można pójść dalej i za św. Pawłem zawołać: Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

Aby z pokorą podchodzić do wyroków opatrzności, trzeba uważnie przyglądać się faktom. Patrząc z przyziemnego ludzkiego punktu widzenia, można powiedzieć, że komunistyczni zdrajcy przez 45 lat mieli wszystko, począwszy od pełni władzy nadzorowanej przez Kreml, po monopol informacyjny i wszelkie ośrodki propagandy. I co się okazało? Przez cały ten czas nie potrafili wykreować i narzucić polskiemu narodowi dosłownie ani jednego bohatera. Podobnie stało się po 1989 r. Okrągłostołowa ferajna mimo usilnych starań i zabiegów nie była w stanie narzucić Polakom żadnego idola pod postacią jakiegoś Kuronia, Geremka, Mazowieckiego, Bujaka, Frasyniuka czy Michnika. Z kolei sam Michnik, jeżeli już miał wskazywać polskich patriotów, to poszukiwał ich wśród zbrodniarzy i zdrajców polskiego narodu. W 2013 r. z okazji 90 urodzin Jaruzelskiego w tekście Dziękujemy, generale pisał: – Patriotyzm generała jawi mi się jako mieszanina idei Polski „szklanych domów” rodem z Żeromskiego z przekonaniem zrodzonym z wojny, że tylko Polska prosowiecka ma szansę istnieć na mapie Europy.
Oni dzisiaj coraz rozpaczliwiej zadają sobie pytanie, dlaczego się nie udało? Odpowiedź jest prosta. Dlatego, że ani ci, którzy narzucali, ani ci, którzy mieli zostać nam narzuceni jako nieskazitelni bohaterowie, mianowani przez centralę na Czerskiej, nie posiadali tego polskiego genu. To dlatego dzisiaj wystraszeni i przerażeni nie rozumieją, co się stało i nie wiedzą, co dalej począć.

Na stronie KOD-ziarzy (koduj.pl) apologetka orła z białej czekolady i propagatorka balonikowego różowego patriotyzmu w odcieniu majtkowym, Magda Jathon pyta jednego z dyżurnych socjologów od Michnika, prof. Ireneusza Krzemińskiego:

– Co się stało, że masy zaczęły gardzić elitami? Właściwie elit już nie ma. Ten z pozycji gadającej mądrej głowy odpowiada: – Elity zostały zdegradowane przez ten rząd. To dlatego socjologowie, mówiąc o populizmie, mówią o takich zmianach społecznych, dążeniach, programach politycznych, które są antyelitarne, antyintelektualne, które budują na obrazie świata uproszczonego, które zawsze mają swojego charyzmatycznego przywódcę. I mamy takiego charyzmatycznego przywódcę, który dla części Polaków, oczywiście mniejszej części, ale dostatecznie dużej, jest tym wodzem, namaszczonym przez świętych ojców kościelnych, który krytykuje elity.

Szanowny panie Krzemiński, gdyby Polski nie oddano po wojnie Stalinowi, który przy pomocy miejscowych sprzedawczyków kończył „dożynanie watahy”, czyli likwidację polskich elit, dokonywaną wcześniej do spółki z Niemcami, to mielibyśmy prawdziwe elity. Żołnierze Wyklęci i ich potomkowie byliby dzisiaj profesorami, politykami, generałami, inżynierami, prawnikami, pisarzami, redaktorami naczelnymi, dziennikarzami i socjologami. Musicie wbić sobie w tępe łby, że elitą nigdy nie byliście i nie będziecie, bo pozbawieni jesteście tego kodu DNA, o którym mówił prof. Szwagrzyk. Tak jak komuniści nie potrafili wyprodukować ani jednego bohatera, tak wy nie jesteście w stanie choćby przez chwilę uchodzić za prawdziwe elity. Ludzie wami gardzą nie tylko dlatego, że podszywacie się pod kogoś, kim nie jesteście. Gardzą, bo widzą wasze zakłamanie i obłudę. Twierdzi pan, że to rząd was zdegradował, a to wy zdegradowaliście się i zdegenerowaliście sami. Przypomnę, co pisał pan o „elitach” zdemaskowanych dzięki „taśmom kelnerów” z restauracji Sowa & Przyjaciele:
– Ludzie poczuli się dotknięci. Czym? Tymi pieniędzmi wydawanymi na wina, tymi ośmiorniczkami, które znowu nie takie najdroższe są, mówiąc szczerze. (…) Ludzie poczuli się dotknięci tym, co jest skutkiem polskiego sukcesu. To tylko kolejny przykład na to, jak w obronie swoich politycznych kolesiów, niczym król anty-Midas, g***o próbowaliście nie tyle zamieniać, ile przedstawiać jako złoto. A teraz z minami nierozgarniętych matołów rzucacie te debilne pytania typu: Co się stało, że masy zaczęły gardzić elitami?

I to słowo „masy”, kryjące zarówno pogardę, jak i strach przed Polakami, u których znowu uaktywnił się ten niezniszczalny gen. Strach, którego nie potrafią już ukryć. Oto co pisał inny dyżurny socjolog z michnikowej stajni, prof. Janusz Czapiński: – Rośnie fundamentalistyczny radykalizm w młodym pokoleniu Polaków. Módlmy się, by jak najszybciej wyemigrowali, dzięki czemu ochronimy porządek. Skoro nie można ich dzisiaj zabić, nocą wywieźć na Łączkę i przysypać wapnem w bezimiennym dole, to niech przynajmniej wyemigrują, co zapewni utrzymanie okrągłostołowego porządku – zdaje się mówić Czapiński.

Bardziej otwarty i szczery był Krzysztof Pacewicz, synalek Piotra Pacewicza z „Gazety Wyborczej”, pisząc: – Błagam, niech ktoś pozbędzie się młodzieży w wieku 13–19 lat metodą dowolną, nawet przypominającą ludobójstwo lub obóz śmierci!

To są te pseudoelity, według których Polska nie należy się spadkobiercom Żołnierzy Niezłomnych, ale potomkom ich oprawców. Nie sukcesorzy Pileckiego i Dekutowskiego „Zapory” mają decydować, jaka będzie Polska, ale pogrobowcy półanalfabety i kata Mokotowa, sierżanta Śmietańskiego, który strzelał im w tył głowy, otrzymując po tysiąc złotych za każdego zamordowanego polskiego patriotę.

Prof. Krzysztof Szwagrzyk przekazał wam – pseudoelity – bardzo złą wiadomość. My, Polacy, czyli wasz przeciwnik i wróg, mamy w sobie ten niezniszczalny gen, który pozwala nam trwać i odradzać się jak mityczny Feniks z popiołów, a paradoksalnie wielką siłę daje nam to, co według ludzkich i zdroworozsądkowych kategorii powinno nas już dawno temu zabić.

Ojczyzna moja tam, jak łańcuch martwych ciał
i leży na niej głaz, spod niego zieleń tryska.
O ziemio, tyś jest obraz ciosany z krwawych skał,
ty jesteś duchom grób i duchom jak kołyska.
Kto ciałem, temu kat obcina głowy taran,
kto duchem, temu kat nie zetnie głów płomienia,
bo gdzie się kończy zbrodnia, tam się zaczyna kara,
i tam zaczyna niebo, gdzie się kończy ziemia.

Krzysztof Kamil Baczyński, Ojczyzna (Prolog)

źródło: polskaniepodległa.pl

Komentarze

komentarzy