0S3G4380-640x416

Bezprawie polskiej milicji powala na kolana…

Dopisywanie zeznań, dołek, wreszcie pełna nagłych zwrotów akcji bajka policjantów przedstawiona przed Sądem – tak wyglądało spotkanie Radomiaka z Polonią Warszawa dla dziewięciu kibiców zespołu gości. Tuż po meczu furorę w Internecie zrobił filmik, na którym policjanci wlepiają mandaty za przeklinanie całej grupie wyjazdowej. Pytanie „sąd czy mandat”, które otrzymywał każdy opuszczający trybuny z miejsca wylądowało na głównej YouTube’a. Okazuje się jednak, że wyzyskani przez policję kibice byli tak naprawdę w gronie szczęśliwców.

Oto ten film:

Otrzymaliśmy od jednego z bardziej pechowych wyjazdowiczów wstrząsający list opisujący to, co spotkało dziewięciu fanów Polonii, którzy nie weszli na stadion…

- Po sprawdzeniu biletu i dowodu osobistego, niektóre osoby (w tym ja) były kierowane przez ochronę na badanie alkomatem. Po dmuchnięciu w alkomat, nie poinformowano mnie o wyniku, tylko powiedziano, iż w celu bardziej szczegółowego badania mam się udać z policjantem na kolejną próbę. Policja najpierw spisała dane z mojego dowodu osobistego, a następnie odprowadziła mnie do samochodu policyjnego, którym zostałem przewieziony na komendę – relacjonuje nasz rozmówca, który dość bliski wyjazd do Radomia zakończył dzień później. „Skoro był pijany, to dobrze, że zgarnęła go policja”? Cóż, powtórne badanie alkomatem na komendzie przyniosło zaskakujący wynik: 0,14 mg/l w wydychanym powietrzu. Kibic został więc przez policję uznany za trzeźwego.

Nie do końca rozumiemy, co wydarzyło się później. Policji głupio było odwieźć niesłusznie oskarżonego o próbę wejścia na imprezę masową pod wpływem alkoholu z powrotem na stadion? Tak czy owak, okazało się, że nagle zarzutem wobec kibica nie jest sam fakt bycia pijanym (bo przecież alkomat wykazał coś innego), ale… „wejście na stadion pod wpływem alkoholu, bycie agresywnym wobec Policji, używanie słów wulgarnych, zakłócanie ładu i porządku oraz czyn z art. 54 Ustawa z dnia 20 marca 2009 roku o bezpieczeństwie imprez masowych”. Co więcej, kibicowi nakazano podpisać protokół zatrzymania, a tuż po tym… dopisano jeszcze adnotację, że „zatrzymany nie wnosi zażalenia do sądu ani prokuratury na zatrzymanie” oraz „zachodzi groźba mataczenia”. Protest wobec dopisywania czegokolwiek do protokołu po podpisaniu go przez zatrzymanego? „Spierdalaj, już podpisałeś”.

- Następnie wszystkie rzeczy poza ubraniami, kazano mi złożyć w depozycie oraz rozebrać się do naga. Po tym zostałem zaprowadzony do aresztu, gdzie spędziłem około doby. Następnego dnia, policja przewiozła mnie na komisariat w celu złożenia wyjaśnień, a potem do sądu gdzie miała odbyć się rozprawa w trybie przyspieszonym – kontynuuje kibic Polonii. Postawiono mu zarzuty: „W dniu 9 listopada 2014r. około godziny 13:00 w Radomiu na ul. Struga 63 na stadionie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w czasie trwania imprezy masowej o charakterze sportowym meczu piłki nożnej pomiędzy drużynami RKS Radomiak Radom, a drużyną Polonii Warszawa będąc pod wpływem alkoholu (0,14 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu) nie wykonał polecenia porządkowego wzywającego go do opuszczenia obiektu w związku z zakazem zabraniającym wstępu na imprezy masowe osobom będącym pod wpływem alkoholu”. Zniknęła agresja wobec policji, pojawiło się za to polecenie porządkowego.

Okazało się, że owym porządkowym był szef ochrony, który pod bramami zaapelował do kibiców, by osoby pod wpływem alkoholu nie wchodziły na stadion. Oczywiście bez nagłośnienia. Oczywiście przed tym, gdy do bram dotarli wszyscy kibice gości.

- Złożyłem sędziemu obszerne wyjaśnienia, że nie słyszałem takiego komunikatu (szef ochrony zeznał, iż ten komunikat ten był ogłoszony, gdy jeszcze nie wszystkie osoby podeszły pod bramę stadionu, i był nadawany bez urządzeń nagłośniających), że stosowałem się bez oporu do wszystkich poleceń ochrony i policji, że byłem spokojny, że wydawało mi się że jestem trzeźwy ( na policji zostałem uznany za trzeźwego), że byłem na setkach meczów, i gdy ktoś był pod wpływem alkoholu to po prostu nie był wpuszczany na mecz, a nie zatrzymywany przez policję, że regulamin stadionu był niewidoczny i zasłonięty przez pracowników ochrony, że sami policjanci na komendzie się dziwili, że za coś takiego jestem zatrzymany, że chętnie zobaczę zapis z monitoringu – tłumaczy fan „Czarnych Koszul”. Policja zaproponowała karę trzech lat zakazu stadionowego oraz 3 tysiące złotych grzywny, sąd – biorąc pod uwagę wyjaśnienia oskarżonego – zdecydował się przełożyć ogłoszenie wyroku na piątek.

Jakakolwiek jednak będzie decyzja sądu – już teraz sprawa wydaje się skandaliczna. Zatrzymanie na dołek za TAKĄ dawkę alkoholu w wydychanym powietrzu, dopisywanie czegokolwiek do protokołu zatrzymania już po jego podpisaniu, tradycyjna arogancja i buta policjantów, wreszcie mocno wydumane zarzuty – to wszystko, szczególnie w świetle ostatnich wyczynów funkcjonariuszy policji, wygląda przerażająco.

Nawet bowiem zakładając, że kibic przedstawia nam wygładzoną wersję zdarzeń – wyniki z alkomatu nie kłamią. Szef ochrony zeznający przed sądem również. Mamy do czynienia z kolejnym przekroczeniem uprawnień, z kolejnym przykładem traktowania kibiców jako wyjętych spod prawa, z kolejnym przykładem policyjnej samowoli, z kolejnym przypadkiem, w którym obrońcy prawa sami wszelkie prawa łamią.

Pozostaje wierzyć w Sąd. W policję coraz częściej nie ma sensu.

Komentarze

komentarzy