kit25lat

Zachowanie władz Australii i Holandii w/s MH17 pokazuje jak amatorsko działała ekipa Tuska w/s Smoleńska

Odłóżmy na bok dyskusję czy w Smoleńsku mieliśmy do czynienia z błędem pilotów, błędem kontrolerów lotu czy zamachem. Zwróćmy uwagę na trzy podstawowe kwestię: odzyskanie czarnych skrzynek, sposób zabezpieczenia miejsca katastrofy oraz proces identyfikacji ofiar. W każdej z tych kwestii, w odróżnieniu od rządów Holandii i Australii, administracja Tuska poniosła sromotną klęskę.

Właścicielowi zestrzelonego we wschodniej Ukrainie przez rosyjskich terrorystów Boeinga 777, czarne skrzynki zostały zwrócone już w kilka dni po katastrofie. Jak to było w przypadku Smoleńska? – Donald Tusk pozwolił zabrać czarne skrzynki rządowego Tu154M Putinowi, a ten przetrzymuje je już od ponad 4 lat i zwrócić nie zamierza. Uległość i słabość polskiego premiera została wykorzystana przez byłego agenta KGB także w kwestii identyfikacji ofiar. Rodziny zmarłych musiały udawać się osobiście do Moskwy na identyfikacje. Po zamknięciu trumien strona rosyjska zakazała ich ponownego otwierania w Polsce. To niestety przyczyniło się do kilku makabrycznych pomyłek. Jak do tej kwestii podszedł rząd Holandii? Zażądał wydania ciał od rosyjskich separatystów, a następnie przewiózł je do Holandii, gdzie sekcje zwłok zostaną dokonane przez własnych patologów, a pogrążone w żałobie rodziny nie muszą przemierzać tysięcy kilometrów, aby zidentyfikować swoich bliskich. Wreszcie trzecia kwestia, czyli zabezpieczenie miejsca katastrofy. Rządy Australii i Holandii na wieść o tym, że wrak MH17 jest plądrowany, a rzeczy osobiste zmarłych kradzione, wysyłają na miejsce katastrofy swoich komandosów. Co zrobił rząd Tuska w analogicznej sytuacji cztery lata temu? – Wysłał na miejsce tragedii Ewę Kopacz, Tomasza Arabskiego i Edmunda Klicha, którzy stwierdzili, że współpraca z Rosjanami przebiega wzorowo…

Komentarze

komentarzy