tryb-kons

Władza szykuje specjalną ustawę, której celem jest pozbawienie urzędu ewentualnego nowego Prezydenta?

Partia rządząca okopuje się w oczekiwaniu na trudne czasy. Aby zapewnić sobie zdolność do oddziaływania na politykę po ewentualnej przegranej w wyborach prezydenckich kandydata nieakceptowanego przez tak zwane „elity polityczne” rozpoczęto wdrażanie planu B, którym ma być wzmocnienie roli Trybunału Konstytucyjnego w przypadku „niezdolności do sprawowania urzędu”. Definicja ustawowa nowego prawa jest tak niejasna, że już teraz komentatorzy zwracają uwagę, że szykuje się zamach na ustawę zasadniczą – konstytucję i będzie to narzędzie do odwołania prezydenta pod byle pretekstem.

Władza dobrze wie, że ludzie mają już ich rządów dość. Po ośmiu latach zmieniania Polski widać jak na dłoni, że jest to zmiana na gorsze, a partia, która głośno krzyczała o policyjnych zapędach swoich poprzedników rozkręciła szpiegowanie i nękanie obywateli do tego poziomu, że stało się to już legendarne.

Podstawowa różnica jaką widać na pierwszy rzut oka w ostatnich dniach to stosunek mediów do pozostałych kandydatów. Właściwie z wszystkich możliwych przekaźników płynie komunikat, że trzeba głosować na trwający przy władzy układ okrągłostołowy. Wycie mediów jest przejmujące i w myśl zasady „wszelkie ręce na pokład”, można teraz zobaczyć całą plejadę pożytecznych idiotów, lub koniunkturalistów, którzy wspierając kandydata władzy liczą na konkretne synekury.

Władza w Polsce robi się coraz bardziej bezczelna. Wybory wymuszają już tylko nieznaczną wstrzemięźliwość w metodycznym niszczeniu naszego kraju. Dzisiaj ogłoszono na przykład plany powrotu do sześciodniowego tygodnia pracy. Wszystko to dlatego, że w tabelkach excela kilku „ekonomów” wyszło, że wtedy ludzie więcej zarobią, więc będzie wyższy podatek i ZUS. Jednak takie rzeczy są teraz skrzętnie ukrywane. Politycy nie mogą sobie teraz pozwolić na ostentacyjne manifestowanie pogardy dla obywateli, bo pospolici zjadacze chleba mogliby się jeszcze połapać, że formalnie znajdują się pod obcą okupacją.

Niestety poziom otumanienia Polaków jest nadal tak wielki, że właściwie władza nie musi nawet za bardzo fałszować wyborów, aby przetrwać przy korycie. Wystarczy jednolita propaganda i demokracja, jako najgłupszy z systemów politycznych, jest idealna do tego, aby na piedestał wychodzili wszelkiego rodzaju degeneraci. Poza tym nasz pokręcony system wyborczy jest tak niejasny, że tak jak w czasach PRL tak i w III RP, to i tak nie ma większego znaczenia na kogo zagłosujemy, bo zwycięzców delegują wodzowie partii politycznych.

Tygodnik Do Rzeczy opublikował w poniedziałek szokujące nagranie świadczące o skrajnym cynizmie naszej władzy. Wynika z niego, że najprawdopodobniej rządzący prowokowali celowo polsko-rosyjski międzynarodowy incydent dyplomatyczny poprzez spalenie budki wartowniczej pod rosyjską ambasadą, co miało miejsce 11 listopada 2013 roku. W mediach głównego ścieku zapanowała oczywiście na ten temat cisza. Dzisiaj zmuszono tylko pana Pawła Wojtunika, aby szedł w zaparte i przyznawał, że nie powiedział tego co powiedział. Uczynił to dzisiaj na specjalnej konferencji prasowej.

Takich „cudów” było jeszcze pewnie bardzo wiele i o kilku jeszcze się dowiemy w trakcie parlamenrtarrnej kampanii wyborczej. Aby się zabezpieczyć, w myśl zasady „sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”, partia rządząca widząc, że nadciąga wiatr przemian, który może ich zmieść ze sceny politycznej, zaczyna majstrować przy ustawach, które pozwolą im na uzyskanie jakiejś przewagi na wypadek bardzo obecnie prawdopodobnej przegranej w drugiej turze wyborów prezydenckich. Teflonowa władza, po której wszystkie afery spływają jak woda po kaczce, ma świadomość, że ich przegrana to nieuchronne rozpoczęcie czasu rozliczeń. Na to zgody być nie może.

Artykuł właściwy:

Przepychany w Sejmie w wielkim ostatnio pośpiechu, z inicjatywy Prezydenta B. Komorowskiego, projekt nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (druk 1590), obok wielu zasadniczych sprzeczności z obowiązującą Konstytucją i regułami demokracji przewiduje też wykraczającą poza ramy Ustawy Zasadniczej procedurę „stwierdzenia przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej”.

Konstytucja w art. 131 ust. 1 stwierdza, że: „Jeżeli Prezydent Rzeczypospolitej nie może przejściowo sprawować urzędu, zawiadamia o tym Marszałka Sejmu, który tymczasowo przejmuje obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej. Gdy Prezydent Rzeczypospolitej nie jest w stanie zawiadomić Marszałka Sejmu o niemożności sprawowania urzędu, wówczas o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej rozstrzyga Trybunał Konstytucyjny na wniosek Marszałka Sejmu. W razie uznania przejściowej niemożności sprawowania urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej, Trybunał Konstytucyjny powierza Marszałkowi Sejmu tymczasowe wykonywanie obowiązków Prezydenta Rzeczypospolitej”.

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego (dalej TK), którzy napisali projekt oraz Prezydent B. Komorowski inicjujący w Sejmie prace na nową ustawą o Trybunale, powołując się na art. 197 Konstytucji upoważniający uregulowanie ustawą organizacji i trybu postępowania przed TK, oraz na art. 131 Konstytucji, przewidujący dla TK kompetencję wydania na wniosek Marszałka Sejmu postanowienia o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta RP, przygotowali cały nowy rozdział 10 (zobacz aktualną wersję projektu po pracach w komisjach przy druku 3397), którego regulacja – poza uprawnionymi elementami proceduralnymi – zawiera też elementy, które nie mogą być przesądzone ustawą lecz tylko Konstytucją.

Cytowany art. 131 Konstytucji przewiduje ogólną procedurę czasowego „zawieszenia” Prezydenta RP na urzędzie. Nie wskazuje on jednak, jakie mogą być te „przejściowe” przyczyny niemożności sprawowania urzędu przez Prezydenta, w oparciu o które Marszałek Sejmu mógłby wystąpić do TK z wnioskiem o „uznanie przejściowej niemożności” wykonywania funkcji przez Prezydenta RP, które TK następnie analizowałby. Art. 116 projektu ustawy o TK nie zważając na ten istotny brak przyznaje Marszałkowi Sejmu prawo – by w zasadzie uznaniowo, bo konstytucyjnie jest to niedookreślone – samodzielnie określił co, jaka konkretnie okoliczność, przyczyna, powód uzasadniają wniosek do TK o „stwierdzenie przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta RP”.

Czyli, mimo braku jasnego przepisu konstytucyjnego precyzującego okoliczności przejściowego „zawieszenia” Prezydenta RP w jego urzędowaniu, projekt ustawy o TK (tj. aktu niższego rzędu), nawet nie doprecyzowuje tych przyczyn, ale gorzej, przekazuje to do dyskrecjonalnej, samodzielnej decyzji aktualnego Marszałka Sejmu. Zezwala, by to on sam te powody, na użytek swego doraźnego wniosku do TK sprecyzował i wskazał jako powód „zawieszenia” Prezydenta. Marszałek Sejmu uzyska tym samym bardzo poważną kompetencję, która wykorzystywana dowolnie może mieć bardzo różne skutki polityczno–prawne. Ewentualna kontrola tych okoliczności przez TK pozbawiona byłaby tzw. wzorca konstytucyjnego, tj. konstytucyjnego punktu odniesienia, przy badaniu legalności stanu wskazanego przez Marszałka Sejmu jako „przeszkoda”, i to „przeszkoda przejściowa” wystarczająca do czasowego „zawieszenia” Prezydenta w jego funkcjach.

Przekazanie przez projekt ustawy o TK Marszałkowi Sejmu kompetencji skonkretyzowania powodu czasowego „zawieszenia” Prezydenta RP na urzędzie wykracza poza konstytucyjne upoważnienie do ustawowego uregulowania „organizacji i trybu postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym”. Nie jest to bowiem regulacja „procedury” przed TK, lecz – o bardzo daleko idących skutkach konstytucyjno–politycznych – regulacja o charakterze materialnym, która pozakonstytucyjnie niejako „zalegalizuje” nową, ważną kompetencję Marszałka Sejmu, który będzie mógł uznaniowo określić przyczynę złożenia wniosku do TK o czasowe odsunięcie urzędującego Prezydenta RP od władzy.

Przyczyny te, powody – winna jak wspomniałam – choćby w kierunkowy sposób – wskazać np. w art. 131 sama Konstytucja, by uniknąć ew. nadużyć i dowolności wobec urzędującego Prezydenta ze strony nie zawsze życzliwej mu parlamentarnej większości.

Dopiero więc po konstytucyjnym, materialnym, doprecyzowaniu w art. 131 Konstytucji powodów „przejściowego” zawieszenia Prezydenta RP w sprawowaniu jego urzędu, postępowanie przed TK mogłoby się toczyć zgodnie z Konstytucją, gdyż Marszałek Sejmu nie miałby już swobody w wyborze decyzji przy podejmowaniu działań wobec Prezydenta. Marszałek Sejmu byłby związany przyczynami wskazanymi konstytucyjnie.

Obowiązująca ciągle ustawa o TK nie zawiera odrębnych postanowień dotyczących procedury, o której mówi art. 131 Konstytucji. Jedynie w art. 28 wymienia kto byłby ew. uczestnikiem postępowania w takiej sprawie. Zaś projekt ustawy o TK tworząc, nowy rozbudowany rozdział o procedurze dotyczącej art. 131 ust. 1 Konstytucji dokonuje bardzo subtelnego, niewidocznego na pierwszy rzut oka, materialnego naruszenia Konstytucji. Projekt bowiem bezpodstawnie zezwala, milcząco uznaje pozakonstytucyjną kompetencję Marszałka Sejmu do samodzielnego określenia, decydowania „co” stanowi przejściową przeszkodę w sprawowaniu urzędu Prezydenta RP, mimo milczenia Konstytucji w tej sprawie.

Tu trzeba przypomnieć podstawową zasadę ustroju RP wyrażoną w art. 7 Konstytucji iż: „Organy władzy publicznej działają [tylko – przyp. K.P.] na podstawie i w granicach prawa”. Ta tzw. zasada legalizmu działania władz publicznych oznacza, że żaden organ władzy publicznej nie może wykonywać żadnych kompetencji, które nie zostały mu wyraźnie przypisane w Konstytucji lub ustawach. W stosunkach publicznych nie działa wolnościowa zasada, że „ co nie jest zabronione jest dozwolone”. Organy władzy mogą podejmować działania WYŁĄCZNIE „na podstawie i granicach prawa”. W omawianej sytuacji Marszałek Sejmu nie ma dla wniosku do TK w sprawie „zawieszenia” Prezydenta materialnej podstawy prawnej w Konstytucji, która takie powody wskazywałaby. Bez takiej podstawy wniosek Marszałka Sejmu do TK będzie nadużyciem Konstytucji.

Projekt ustawy o TK przekazuje więc bezprawnie Marszałkowi Sejmu prawo decydowania co stanowi „przejściową” przeszkodę w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta RP.

Nadto TK będzie rozpatrywał wniosek Marszałka Sejmu z wyłączeniem jawności. W pierwszej wersji projekt nie przewidywał uczestnictwa w tym postępowaniu żadnego przedstawiciela Prezydenta RP, np. kogoś z jego bliskich. Dopiero po moim proteście dopisano jako reprezentanta interesów Prezydenta w tym postępowaniu Szefa Kancelarii Prezydenta RP, który jak się zdaje, w takiej sprawie wcale nie musi być odpowiednim reprezentantem rzeczywistych interesów Prezydenta, np. chorego lub w inny sposób niedysponowanej Głowy Państwa. Nieobecność przedstawiciela Prezydenta RP na rozprawie nie wstrzyma rozpatrzenia wniosku Marszałka Sejmu.

Po rozpatrzeniu wniosku Marszałka Sejmu TK wyda „postanowienie o stwierdzeniu przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz o powierzeniu Marszałkowi Sejmu, nie dłużej niż na 3 miesiące, tymczasowego wykonywania obowiązków Prezydenta RP”, z możliwością przedłużenia tego czasu na jeszcze kolejne 3 miesiące, jeśli przeszkody te nie ustaną.

Po uchwaleniu tej ustawy i po ewentualnym wyborze Andrzeja Dudy na prezydenta, może więc teoretycznie zdarzyć się sytuacja, że Marszałek Sejmu złoży do TK wniosek o stwierdzenie „czasowej niemożności sprawowania urzędu Prezydenta RP” przez Andrzeja Dudę, uzasadniając to (bo tak mu akurat przyjdzie na myśl) np. chorobą psychiczną prezydenta, przejawiającą się np. w jego działaniach na arenie międzynarodowej i realizowaniu interesów Polski odmiennie od linii realizowanej przez dotychczasowy układ władzy. Np. w sprawach klimatycznych, energetycznych lub też w działaniach Prezydenta w obronie „frankowiczów” przed bankami, itp. Takie działanie (zamach?) Marszałka Sejmu nie jest w świetle nowej, szykowanej przez obecny układ władzy ustawy o TK całkowicie wykluczone.

II czytanie projektu nowej ustawy o TK zaplanowano w Sejmie już na wtorek 26 maja ok. godziny 11.00. ALARMUJĘ!

Komentarze

komentarzy