tusk-atom-466

W 2009 r. twierdzili, że elektrownia atomowa będzie dziś w ostatniej fazie realizacji. Po 7 latach i przelewach na 200 milionów nie wybrali nawet jej lokalizacji

Przypomnijmy – 13 stycznia 2009 roku rząd Tuska przyjął uchwałę, zgodnie z którą do 2020 roku wybuduje pierwszą polską elektrownie atomową. W tym celu ówczesne władze powołały specjalne spółki wraz z zarządami i radami nadzorczymi oraz utworzyły stanowisko pełnomocnika rządu ds. budowy elektrowni atomowej. Po upływie 7 lat Tusk zwiał do Brukseli, platformiany rząd przepadł, na pensje i inne wydatki poszło ok. 200 mln zł, a elektrowni atomowej jak nie było, tak nie ma.

Ponad 7 lat temu, rząd Tuska w blasku fleszy i kamer przyjął uchwałę o budowie pierwszej polskiej elektrowni atomowej. Miała ona powstać do 2020 r. na zlecenie kontrolowanej przez Skarb Państwa Polskiej Grupy Energetycznej (PGE). W 2016 r. realizacja projektu miała wejść w końcową fazę. Tymczasem rzeczywistość okazała się być zupełnie inna…

Tzw. „pierwsza polska elektrownia atomowa” zmaterializowała się jako wymysł czysto polityczny, dający ciepłe posadki i wymierne korzyści dla wąskiej grupy członków związanej z platformianą władzą, nie mającym jednak z ekonomicznego punktu widzenia najmniejszego sensu. Mimo upływu wielu lat od ogłoszenia przez Donalda Tuska uchwały o budowie elektrowni jądrowej w Polsce i potoku kasy płynącej na ten cel szerokim strumieniem (tylko w latach 2009 – 2014 wydano 182,5 mln zł) żadnych efektów nadal nie widać. Przez ponad 7 lat atomowi eksperci nie potrafili nawet wybrać lokalizacji, w której budowa elektrowni miałaby się rozpocząć. Specjalnie w tym celu stworzone spółki (PGE Energia Jądrowa i PGE EJ1) stały się skupiskiem ciepłych i dobrze płatnych posadek. Zatrudniani w nich platformiani kolesie zarabiali naprawdę gigantyczne pieniądze.

W ubiegłym roku Polskie Sieci Elektroenergetyczne ujawniły korespondencję techniczną z PGE, z której wynikało, że pierwsza polska elektrownia atomowa miałaby zostać ukończona w 2029 roku, czyli z 9 letnim poślizgiem uwzględniając pierwotny harmonogram prac. Te informacje szybko się jednak zdezaktualizowały. Greenpeace ujawnił ukrywany do tej pory harmonogram prac spółki PGE EJ 1 (specjalnej spółki powołanej do budowy i eksploatacji elektrowni atomowej w Polsce). Okazało się, że budowa siłowni jądrowej zostanie ukończona nie w 2029, lecz dopiero w 2031 roku! To oznacza 11 letnie opóźnienie w porównaniu z pierwotnym harmonogramem prac. To trochę tak, jakbyśmy nadal byli w 2009 roku, a to że na „budowę” elektrowni wydano już ok. 200 mln zł nie miało absolutnie żadnego znaczenia.

Z perspektywy czasu można zaryzykować stwierdzenie, że temat „atomu” okazał się być jedynie kolorowym wabikiem dla mediów i platformianego elektoratu, pustą narracją, która miała odwrócić uwagę od nieudolności rządu Platformy i PSL-u w sferze bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. Przy okazji zaś pozwolono napchać kieszenie kolesiom poustawianym we władzach i radach nadzorczych spółek zarządzających nieistniejącą elektrownią.

Komentarze

komentarzy