Polska

Pułapka demokracji, czyli jak nas władza robi w jajo

Gdy ucichnie szum wywołany fałszerstwem wyborczym, a „nasze” i obce media podążą za kolejnymi tematami, gdy upadną projekty opozycji składane w ramach demokracji parlamentarnej i chór niezależnych publicystów wyrazi swój sprzeciw wobec aktów niszczenia demokracji, zostaniemy z pytaniem – co dalej? Pytaniem tak trudnym, a zarazem niebezpiecznym, że nikt nie ma odwagi udzielić nań odpowiedzi, lub zastępuje ją demagogicznym bełkotem.

Czytając ten tekst, będą Państwo w sytuacji lepszej niż autor, który pisząc artykuł nie zna jeszcze wyników tzw. II tury wyborów. Mam jednak prawo sądzić, że nikła frekwencja i kontrolowany przebieg „święta demokracji” sprawią, iż wyniki te nie wniosą nic nowego do obrazu polskiej rzeczywistości i nie wywołają nadmiernego zaskoczenia.

Podobnie, jak zaskakujące nie mogą być wydarzenia z pierwszej tury wyborów, gdy reżim, z godną podziwu precyzją przetestował reakcje społeczne i dokonał bezcennych obserwacji o zachowaniu Polaków i sprawności partii opozycyjnej. Nie mogły one zszokować tych, którzy wyciągnęli wnioski z dynamiki tzw. incydentów wyborczych (regularnie rozgrywanych od 2010 roku) i rosnącego poczucia bezkarności reżimowych graczy. Nie były niespodzianką dla tych, którzy śledzili aktywność legislacyjną środowiska belwederskiego i chcieli dostrzec konsekwencje gier przetargowych PKW.

Suma tych obserwacji musiała prowadzić do konkluzji, że skandale związane z przebiegiem wyborów samorządowych nie były efektem wadliwego funkcjonowania organów państwa lub niewydolności systemu wyborczego, lecz całkowicie rozmyślną, normatywną praktyką, uwidaczniającą intencję kontynuowania fałszerstwa założycielskiego III RP. W trakcie tych wydarzeń nie mieliśmy do czynienia z „błędem ludzkim”, „kryzysem państwa” bądź nadzwyczajnym zaburzeniem w ramach demokracji, lecz z prawidłowością wynikającą z fundamentów dzisiejszej państwowości.

Antoni Macierewicz w referacie wygłoszonym w grudniu 2009 roku, podczas sejmowej konferencji zorganizowanej przez Annę Walentynowicz, niezwykle trafnie zdefiniował przyczyny, dla których fałszerstwo wyborcze stanowi naturalne narzędzie sprawowania władzy przez obecną ekipę:

Dla ludzi Platformy Obywatelskiej wywodzących się z ugrupowania powstałego przy okrągłym stole i z niego czerpiących swoje siły fikcja demokracji u źródeł III RP jest przesłanką usprawiedliwiającą ograniczenie, a nawet likwidację demokracji obecnie. Platforma wychodzi bowiem z założenia, że społeczeństwo, które nie potrafiło wywalczyć demokracji i niepodległości, a następnie pogodziło się z ich fikcją da sobie odebrać istniejące wciąż namiastki demokratycznych instytucji”.

Mitologia założycielska III RP, na którą m.in. składa się fikcja „pierwszych wolnych wyborów” oraz miraży „państwa prawa i demokracji” leży u podstaw wydarzeń rozgrywanych podczas farsy wyborów samorządowych. Nie były one dziełem przypadku, lub systemowej aberracji, bo w państwie powołanym na mocy paktu magdalenkowego nigdy nie istniały fundamenty autentycznej demokracji i niepodległości. Ich erzac podawano Polakom przez ostatnie ćwierćwiecze – tak długo, jak długo można konserwować truchło komunizmu i traktować naród z największą pogardą.

Próba zmierzenia się z pytaniem: „co dalej?” musi zatem prowadzić do wniosku, że nie wolno dłużej podtrzymywać fikcji wolnych wyborów ani kultywować mitologii demokracji. Nie leży to w interesie oszukanych i zniewolonych. To nie demokracja w III RP jest chora, ale państwo, które z tej wartości uczyniło oręż przeciwko obywatelom. Nie demokrację trzeba „naprawiać”, ale obalić system powstały przy Okrągłym Stole. W terapii, która ignoruje źródło choroby i koncentruje na zwalczaniu jej objawów, nie może być mowy o zwycięstwie.

Po tym, co zobaczyliśmy podczas wyborów samorządowych, nie ma sensu dłużej ubolewać nad stanem III RP lub rozdzierać szat nad „pogwałceniem zasad demokracji”. Rozstanie ze zgubną mitologią to punkt wyjścia każdej racjonalnej analizy.

Gdy Jarosław Kaczyński mówi „wybory zostały sfałszowane”, mam prawo oczekiwać, że po tych słowach nastąpi istotna zmiana w narracji partii opozycyjnej i usłyszymy stwierdzenie, iż nie da się obalić reżimu na drodze wyborów powszechnych. Bo co jeszcze musielibyśmy wiedzieć o funkcjonowaniu tego państwa i jakich doświadczyć upokorzeń, aby odrzucić taką konkluzję?

Nie ma powodów wierzyć, że przyszłoroczne wybory prezydenckie i parlamentarne nie zostaną sfałszowane. Przeciwnie – logika dotychczasowych praktyk wskazuje, że mamy do czynienia ze stałą tendencją i zapowiedzią kolejnych, coraz bardziej zuchwałych fałszerstw. Nie powstrzymają ich sądowe protesty ani działania „w ramach demokracji parlamentarnej”.

Na ludziach tego reżimu ciąży ogrom odpowiedzialności za zbrodnię smoleńską i za setki najpoważniejszych afer. Nie da się pogodzić tej wiedzy z wiarą w moc karty wyborczej i perspektywą dobrowolnej rezygnacji z władzy.

Tym bardziej, że reżim nigdy nie ukrywał swoich intencji i wciąż udowadnia, że gotów jest bronić „zdobyczy III RP” za cenę represji i ograniczenia wolności obywatelskich. Centrum decyzyjne ulokowane w Pałacu Prezydenckim od dawna przygotowuje się na takie rozstrzygnięcia. Jeśli jedną z pierwszych inicjatyw legislacyjnych lokatora Belwederu była nowelizacja ustawy o stanie wojennym, a kolejne akty prawne (m.in. rozporządzenie RM w sprawie zasad użycia oddziałów i pododdziałów wojska w czasie stanu wyjątkowego) rozszerzają uprawnienia prezydenckie – zasadne jest domniemanie, że narzędzia te mogą być użyte w przypadku zagrożenia interesów reżimu.

Taka sytuacja może mieć miejsce po sfałszowanych wyborach 2015 roku, gdy protesty społeczne zostaną odebrane jako „rokosz” i „zamach na demokrację” i spacyfikowane przy użyciu rozwiązań siłowych. Można uniknąć takiego scenariusza tylko wówczas, jeśli Polacy poznają oblicze reżimu i odrzucą mrzonki o „potędze karty wyborczej”.

Prawdziwy potencjał opozycji to cztery miliony wyborców i odwołanie do demokracji bezpośredniej. To prawo do organizowania manifestacji i ulicznych protestów oraz wezwanie do obywatelskiego nieposłuszeństwa. Jest to prawo do odrzucenia fałszu III RP – z jej ośrodkami propagandy, establishmentem i samozwańczymi elitami.

Rezygnacja z takiego potencjału i podtrzymywanie mitologii demokracji oznacza działanie wbrew narodowym interesom, stanowi formę uwierzytelnienia bezprawia, wiedzie do legalizacji oszustw i współuczestnictwa w zniewoleniu Polaków. Każdy dzień uprawiania tej fikcji oddala nas od perspektywy zwycięstwa. Od nas zależy, czy opinia ludzi Platformy o społeczeństwie, które nie potrafił wywalczyć demokracji i niepodległości i godzi się z ich namiastką, będzie prawdziwa.

Niezależnie od tego, jakie intencje przyświecają dziś opozycyjnym „obrońcom demokracji” i jak „wolne” są środowiska powielające taką narrację – wiodą nas w pułapkę, z której wkrótce nie będzie wyjścia.

źródło: http://bezdekretu.blogspot.com

Komentarze

komentarzy