b7dff58584b5bf13f0846ab43581ce18

Prof. Nowak: Zgoda na ten wynik wyborczy, jest zgodą na kolejne fałszerstwa.

Wiele osób zaskoczyła procedura liczenia głosów, jaką widać po wyborach samorządowych. Mówiąc najbardziej delikatnie, powszechne jest przekonanie, że coś tu nie gra. Pan też tak sądzi?

Prof. Andrzej Nowak: Miałem wrażenie, że dzieją się rzeczy bardzo nie w porządku już cztery lata temu. Wtedy na północnym Mazowszu doszło do tego, do czego dziś doszło w całym kraju. Mamy obecnie takie standardy głosowania, jakie zaakceptowaliśmy dla północnego Mazowsza w 2010 roku. Na razie mamy niepełne wyniki głosowania, ale widać już dużą liczbę głosów nieważnych. Dotychczasowe wyniki mówią o około 20 proc. głosów nieważnych. To jest rzecz potworna, rzecz, którą można zrozumieć i zaakceptować tylko, jeśli uznajemy, iż jesteśmy narodem kretynów, którymi mają prawo rządzić łajdacy.

Mocne słowa. Dlaczego stawia Pan tę sprawę w taki sposób?

Tylko tak można zaakceptować biernie tego rodzaju scenariusz. Nie umiemy głosować, a więc pozwalamy, by rządzili nami ci, którzy przymykają oczu na tego typu procedury, ponieważ oni chcą czerpać korzyści finansowe ze sprawowania władzy w samorządzie.

Skoro obecnie mamy do czynienia z czymś podobnym, jak w 2010 roku na Mazowszu, popełniliśmy błędy nie zabezpieczając odpowiednio tych wyborów?

Straszną lekcją, jaką obecnie odbieram, jest zlekceważenie przez PiS tego zagrożenia. Jestem głęboko rozczarowany postawą głównej partii opozycyjnej. Faktem, że zlekceważyła tylekroć zgłaszane pod jej adresem prośby, sugestie, by dopilnować prawdziwości tych wyborów i ustalonych wyników. Widać było brak aktywności.

Co konkretnie PiS miałby jednak zrobić?

Zabrakło choćby sondażowego obsadzenia kilkuset komisji, na zasadzie monitorowania np. sytuacji na Mazowszu. Skoro wiadomo, że cztery lata temu na północy tego województwa doszło do oddania szczególnie dużej liczby głosów nieważnych, to PiS mógł do co drugiej tamtejszej komisji wysłać obserwatorów. Tak, by nie dało się sfałszować w tej komisji wyników.

Tak, ale co by to dało? Jak zabezpieczyłoby to głosowanie w całym obszarze?

Można byłoby wtedy porównywać wyniki z takiej komisji z innymi komisjami. Jeśli obsadzono by w ten sposób 100, czy 200 komisji na Mazowszu, to byłby sprawdzian, czy rzeczywiście Polacy nie potrafią głosować, że oddają 20 procent głosów nieważnych, czy też w niektórych komisjach dopisuje się krzyżyki, fałszuje. Wiem, że prośba o takie działanie wpłynęła do władz PiS-u, ale została zlekceważona. To jest dramatyczna nauczka pod adresem partii opozycyjnej. Jeśli nie wyciągnie ona lekcji z tym wyborów, to przyszłe wybory na pewno zostaną sfałszowane.

Skąd taka pewność?

Zgoda na to, byśmy zaakceptowali ten wynik wyborczy, jest zgodą na kolejne fałszerstwa, manipulacje, a co najmniej na straszliwą bylejakość polskiego życia politycznego, polskiej demokracji. Albo zejdziemy z tej równi pochyłej, albo znajdziemy się… nie wiem nawet czy to Białoruś, czy jakie standardy. Na pewno nie kierujemy się w stronę realiów cywilizowanego świata.

Wiele osób ma przekonanie o masowym fałszowaniu wyborów. Jednak jak o tym mówić, skoro nikt nikogo za rękę nie złapał?

Ale dlaczego nie złapał? Dlatego, że nawet nie próbował. Partia opozycyjna nie próbowała, chociaż mogła. Jeśli dziś prezes Kaczyński mówi, że wybory były pełne nieprawidłowości, to czemu nie zmobilizował swoje partii, by sprawdzić, co się dzieje choćby w kilkuset komisjach? Gdyby partia miała stuprocentowy dowód, jak Polacy głosowali w tych komisjach, to można byłoby porównywać, jakie są różnice w głosowaniu w tej komisji i w innych komisjach. Wtedy można byłoby z pełną odpowiedzialnością rzucić karty na stół i powiedzieć: „druga strona fałszuje”. Powiedzieć „druga strona fałszuje” i nie mieć dowodów, to niestety nie jest skuteczne zachowanie.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Komentarze

komentarzy