2bd112b2000e58a04d8b4a26-bell-700x453

Ostatnia faza gnicia „fryzjerów” z PO – żeby wygrać muszą kantować na rympał

Pora uporządkować i przywrócić odwieczny rzeczy porządek. Przez ostatni tydzień byliśmy świadkami klasyki manipulacji i inżynierii społecznej. Macherzy, którzy urządzili ten Neo-PRL nie wysilali się, ale poszli na sprawdzoną łatwiznę. Na początek puszczony wab – wygraliście, a my uznajemy waszą wygraną z godnością, nie kwestionujemy wyników.

Teoretyczni zwycięzcy unieśli ręce w górę, jednak nie dali się załapać w pierwszą pułapkę i zapowiedzieli kwestionowanie wyników wyborów. Jeszcze tego samego dnia zaczyna się „bałagan” i już wyznaczono winnego, to łatwy cel – „leśne dziadki” z PKW.

Skojarzenia nasuwają się same, taki sam peerelowski geriatryk, jak PZPN, nikt poza Komorowskim nie ma odwagi bronić dziadków, bo i też trudno się do takich działań zmotywować. Gdy uwaga jest skupiona na PKW, zaczynają spływać pierwsze niepokojące wyniki i tu pełne zaskoczenie, nie PO robi szwindle, ale PSL i tak miało być.

Po PKW wszyscy walą w PSL, rzecz jasna z wyjątkiem samego PSL i PO. Tydzień mieszania ludziom w głowach, dawkowanie i oswajanie z winnikami od województwa do województwa. Co ciekawe, kolejność podawania wyników nie jest przypadkowa, idziemy ze wschodu na zachód. Dlaczego?

To dość proste, bo łatwiej Polakom wcisnąć kit, że „skrzydło wschodnie” głosowało na chłopów. I nie jest przypadkiem, że na przykład w Wielkopolsce, gdzie PSL wygrało, ogłoszono wyniki jako jedne z ostatnich. Swoją drogą szybciej uznam wybory za genialne i uczciwie przeprowadzone, niż to, że w Wielkopolsce panuje największy bałagan w Polsce. Po drodze wypowiedziały się wszystkie znaczące nazwiska i wybiły ze łba „rozsądnym Polakom” durne pomysły oparte na „podpalaniu Polski” i „anarchizowaniu poprzez terroryzowanie”.

Mimo wszystko w drugą pułapkę, czyli wyprowadzenie ludzi na ulicę pod szyldem PiS „wygrani” też się nie dali wciągnąć.

Całkiem przypadkiem z piątku na sobotę, gdy większość narodu siedzi w barach albo myje okna, odkurza samochody, czy też spędza wolny czas w galeriach handlowych, dopchano resztę wyników i oto – tramtaradam – wszystko na swoim miejscu.

PO wygrywa w większości województw, PiS wiecznie drugie i tak naprawdę, gdyby nie przegięcie z PSL, to właściwie sprawy by nie było. Sęk w tym, że tej akcji nie dało się przeprowadzić inaczej i tak dochodzimy do pierwszej optymistycznej konkluzji.

W ferworze walki i zalewu negatywnych emocji nikt albo prawie nikt nie zauważył arcyważnej rzeczy – ONI MUSZĄ KANTOWAĆ, ŻEBY WYGRAĆ WYBORY.

Co w tym takiego nadzwyczajnego? No proszę nie żartować z podobnymi pytaniami. Przez jakieś 5 lat władza jedyna i ukochana nie musiała kreować wyników wyborów, nie twierdzę, że tego nie robiła, ale głównie bazowała na ogłupianiu narodu, który z własnej woli na ten margines społeczny głosował.

Wybory do PE pokazały, że bez większych kantów się nie obejdzie i tak też się stało. Władza poszła nie żadną białoruską, tylko ruską ścieżką. Przekręt wyborczy miał być duży i miał być widoczny, tak jak to się dzieje w Rosji Radzieckiej, która tym sposobem sprawdza ile jeszcze może z ludzi wycisnąć. Władza Neo-PRL powiedziała wprost – każdy może sobie kupić mundur i przebrać się za zielonego ludzika, proszę nie siać propagandy, że to my, to nie my, to naród głupi.

Co najgorsze macherzy mają już za sobą albo też przed sobą, to zależy. Od czego? Od narodu. I to dobry moment, aby sobie coś wyjaśnić.

Proszę mnie nie nagabywać z rozmaitymi pomysłami typu: „Kurka, poprowadź ludzi na barykady”. Gdybym się nawet do tego nadawał, a nie nadaje się kompletnie, i tak nie widzę cienia szansy, tu i teraz, na sensowny, czyli masowy bunt społeczny. Władza testuje odporność narodu i póki co odpowiedź jest może niezbyt łagodna, ale na poziomie bluzgów i pyskowania do telewizora. Bardzo dobrze i oby tak dalej, to lepsze od schematycznego darcia się na ulicy „precz z komuną”.

Mam nadzieję i w pewnym stopniu przekonanie, że niecierpliwi doczekają się tłumów na ulicy, który nie będzie się zachowywał grzecznie, ale to jeszcze potrwa. W tej chwili zorganizowanie buntu na zasadzie racjonalnego wyjaśniania, że taki bunt jest potrzeby, to komedia z punktu widzenia kogoś takiego, jak socjolog amator. Na tym właśnie polega cały urok rewolucji, że nie ma w niej nic racjonalnego, poza odpowiednim ukierunkowaniem emocji.

Gdy w narodzie nie ma odpowiedniej temperatury krwi, koniecznej do wyjścia na ulicę, można sobie popierdywać po forach i racjonalizować potrzebę protestu do usranej śmierci. Dlatego nie mam żadnej litości dla ignorantów i pajaców, którzy organizują jakieś partyzanckie wiece złożone z zawodowych rewolucjonistów, z czego połowa to mniejsi lub więksi prowokatorzy, dorobkiewicze, poszukiwacze swojego miejsca na antenie i scenie politycznej.

Naród musi przekroczyć próg bólu, wtedy babcia klozetowa rzuci szmatą, krzyknie do boju i nikt ludzi nie powstrzyma.

Ten proces na mój łeb trwa, ale jest na etapie „zbiera nam się pod samo gardło”, głupawymi akcjami tylko się rozładowuje kumulowane w ludziach napięcie. Niech się zbiera, po takim numerze, który nie pozostawia myślącym żadnych złudzeń, a i średni rozgarnięci zaczynają łączyć fakty, ta władza doskonale wie, w co się wpakowała i jak to się musi skończyć.

Polakowi można zrobić wiele, ale wariata Polak z siebie robić nie pozwoli. Poczekajmy na pierwsze sondaże dotyczące wiarygodności „wyborów”, jak ludzie odbierają wielki kant i pamiętajmy, że to nie afera taśmowa, czy hazardowa, to pierwsza afera, która dotyczy każdego Polaka i przy każdych wyborach Polak będzie miał z tyłu głowy, kto Polaka przerobił na wariata.

Sitwa osiągnęła swój cel, bo grała o miliardy i gdyby trzeba było, czołgami rozjechałaby wszystkich zagrażających przejęciu takiej kasy. Cenę za to zapłacą potężną, jestem tego pewien. Teraz najważniejsza jest nie rewolucja, ale budowanie pamięci i satyry. PO i PSL musi być największym obciachem trzeba wymyślić kota prezesom POPSL, trzeba im wstawić spróchniałe zęby, brak konta i prawa jazdy albo inne „j..ać PZPN”. Tym się właśnie zajmuję i będę zajmował, bo każdy powinien przykładać rękę tam, gdzie jest coś w stanie naprawić, a nie spieprzyć.

Konkluzja.

Oni muszą kantować i to bez kamuflażu, bo skala na to nie pozwala, żeby wygrywać. Siłą rzeczy Polacy widzą gołym okiem, co się dzieje i kumulują w sobie napięcie, którego ta sitwa nie jest w stanie rozładować.

Komentarze

komentarzy