953ba024ce544abfbb99d6189824e051

Kim są politycy i dziennikarze, których tak oburza obrona Polski przed niemieckim atakiem?

Koniec z mówieniem, że „polskość to nienormalność”!

Zaburzony osobowościowo establishment, który od lat wbija Polaków w kompleks niższości, wkracza w kolejny etap walki o obce interesy. Antyrządowa histeria ma zasłonić prawdziwe intencje salonowców, którzy coraz bardziej drżą, że nie uda im się przeforsować rozwiązań powierzonych przez zachodnich lobbystów. Jak na dłoni widać czyje interesy realizują ci, dla których „polskość to nienormalność”.
Mimo, że przez ostatnie tygodnie to Platforma z Nowoczesną wyprowadzały ludzi na ulice, a antyrządowi dziennikarze nawoływali do „wojny domowej”, grożąc „Majdanem w Warszawie”, to Prawu i Sprawiedliwości zarzuca się dziś wywoływanie wojny. Dlaczego? Bo z podniesioną głową odpowiada na antypolskie ujadanie niemieckich polityków, broni godności Polaków i upomina się o należyte miejsce w Europie.

Skandaliczne słowa Schulza i Oettingera, którzy grozili wprowadzeniem „nadzoru” nad „putinizującą” Polską, spotkały się z jasną odpowiedzią polskiego rządu. Niebywałe, że przedstawiciele polskiego parlamentu i rzekomo polskiej prasy mogli oburzyć się na tę obronę.

Mamy dzikich polityków, którzy się posługują dzikim językiem. I ten dziki język budzi reakcje takie jak w każdym cywilizowanym społeczeństwie na widok dzikich ludzi

— stwierdził z emfazą Jacek Żakowski, atakując polski rząd. Zapytany, co jest takiego dzikiego w postępowaniu polskich polityków, odpowiedział:

Na przykład mówienie ministra Waszczykowskiego o komisarzu Unii Europejskiej – a właściwie jaki on ma tytuł, on nie jest przez nikogo wybrany, przez znajomości czy dzięki kontaktom, czy dzięki jakimś relacjom objął tę funkcję. Otóż tak człowiek cywilizowany nie mówi partnerowi dyplomatycznemu. Kropka

— skwitował. Żadnych pretensji do polityków niemieckich za obrażanie Polski. Żadnych pretensji do niemieckiego rządu i niemieckich mediów, które niczym państwo totalitarne zablokowały informacje o sylwestrowych napaściach na kobiety, jakich dopuścili się imigranci. W tych sprawach establishmentowi dziennikarze nie są już tacy odważni.
Tymczasem groźba Oettinger’a była skandaliczna i podobnie, jak wypowiedzi Schulza, wymagała radykalne reakcji.

Wiele przemawia za uruchomieniem teraz mechanizmu kontroli praworządności i objęciem Warszawy nadzorem

— stwierdził niemiecki komisarz. Na te żałosne wypowiedzi Niemców reagowali nawet ich rodacy. Hans-Olaf Henkel, niemiecki przedsiębiorca i polityk, były prezes Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego (BDI) oraz poseł do Parlamentu Europejskiego z frakcji Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (ECR) w rozmowie z portalem wPolityce. Pl zdecydowanie skrytykowała niemieckie działania na rzecz „obrony demokracji” w Polsce:

Nie ma innego narodu w Europie, który na przestrzeni ostatnich 100 lat tak zajadle walczył o wolność i demokrację, jak Polacy. Niech ci za Odrą, którzy mają czelność pouczać Polaków, zastanowią się co w tym czasie robili Niemcy.

**Gromy posypały się z wielu stron. Lawina listów otwartych zasypała Parlament Europejski. Niezwykle ważny był także list biskupa Meringa. Nie wolno było pozostawić niemieckiego dictum bez odpowiedzi. Niektórzy politycy zaproponowali Niemcom, by przypomnieli sobie własną historię. To także spotkało się z kuriozalnym bojkotem ze strony Platformy Obywatelskiej. Sławimir Neuman stwierdził wprost:

Nie możemy odbierać teraz prawa Niemcom tylko dlatego, że kiedyś była wojna.

Kim są politycy, dla których polskość to nienormalność? Kim są dziennikarze, którzy polskojęzycznych gazetach wydawanych przez niemieckie koncerny medialne piszą to, czego oczekują ich niemieccy pracodawcy? Przez lata formowano opinię publiczną tak, by wyrobiona przez media mentalność Polaków służyła interesom naszych bogatych sąsiadów. Polskość miała być dla nas nienormalnością. Mieliśmy stać się wyznawcami nowoczesnej europejskości, która wprawiając nas w historyczną amnezję, wykorzeni Polaków z katolicko-narodowej tradycji. Nie udało się. Wieloletnia indoktrynacja nie odebrała narodowi na dumy z polskości. Po latach upokarzania obywateli przez rząd, który do tego stopnia wstydził się narodowych symboli, że maszerował z różowymi balonami za czekoladową karykaturą orła, władzę objął biało-czerwony obóz świadomy wielkości i duchowej potęgi Polski. Oburzenie Niemców, którzy tracą swoje biznesowo-polityczne wpływy nad Wisłą, jest więc zrozumiałe. Ale co powiedzieć o Polakach – przedstawicielach polityki i mediów, którzy stają w tym sporze po stronie Niemiec? Historia zna takie przypadki i bezlitośnie nazywa je po imieniu.

Komentarze

komentarzy