poroszenko

Kim jest Poroszenko?

Nowy prezydent trzyma w ręku przede wszystkim holding Ukrprominvest, w skład którego wchodzą różne firmy (tekstylne, motoryzacyjne, a także przemysł stoczniowy). Jego majątek szacowany jest przez amerykański magazyn „Forbes” na 1,5-2 mld dolarów. Co ciekawe, „tajemnicę poliszynela stanowi wniosek, z jakim biuro prasowe Poroszenki zwróciło się w zeszłym roku do izraelskiej edycji magazynu »Forbes«, aby to usunęło ze stron internetowych informację o jego miejscu na liście najbogatszych żydów świata. I chociaż sama informacja zniknęła z sieci, ślad po niej pozostał”.

Czy Polacy popierający Majdan spodziewali się, że prezydentem tzw. wolnej Ukrainy zostanie były minister z czasów świeżo zdetronizowanego Janukowycza; facet z całą listą podejrzeń o przestępstwa; oligarcha, robiący kasę w kraju Putina, którego historia rodzinna nie należyto do najchlubniejszych? Ukraina nie jest podzielona tylko na putinowców i banderowców, jak wmawiają nam rodzime lewaki. Mylili się adoratorzy ideałów Majdanu, według których rewolucja przynieść miała Ukrainie zerwanie z Rosją, integrację europejską i nowych polityków niezwiązanych z Janukowyczem. Mylili się także ci, którzy przekonywali, że Majdan stworzy stricte banderowskie państwo, które będzie realnie zagrażać niepodległości Rzeczpospolitej. Prawda jest banalna. Dnia 25 maja wybory w pierwszej turze wygrał Petro Poroszenko, ekstremalny konformista, oligarcha, człowiek, który kręcił lody zarówno w Rosji, jak i na Zachodzie. Wszędzie ma przyjaciół, a poprzednią władzę obalał, finansując Majdan, pomimo że sam tę właśnie władzę jeszcze dwa lata wcześniej tworzył! Stery na Ukrainie mieli przejąć nowi ludzie z nowymi ideami… a wyszło jak zawsze. Kim więc jest Poroszenko?

Rodzina pod znakiem przekrętu

Petro Poroszenko jest synem Żyda Aleksieja Walcmana i Eugenii Siergiejewny Poroszenko

Petro Poroszenko jest synem Żyda Aleksieja Walcmana i Eugenii Siergiejewny Poroszenko, którzy pobrali się w 1956 r., przy czym warto zaznaczyć, że Walcman przyjął wówczas nazwisko swojej żony. Z tego związku w 1965 r. pod Odessą urodził się mały Piotruś. Jako nastolatek aż do końca ZSRR wzrastał w cieniu zaradnego ojca, który doskonale wykorzystywał korupcjogenną sytuację lat. 80, kiedy własność państwowa była w ukraińskiej części Związku Radzieckiego zwyczajnie rozkradana. Ojciec przyszłego prezydenta (dawniej Walcman, a później Poroszenko) wykazywał żyłkę do interesów i doskonale odnajdywał się na salonach. Nie wszystkim jego ekonomiczne sukcesy przypadły do gustu. W 1986 r. Aleksiej Poroszenko wyleciał z partii za malwersacje gospodarcze popełniane w czasie, kiedy był dyrektorem naukowo-badawczego zakładu naprawczego (od 26 września 1977 do 9 grudnia 1983 r.). Poroszenkę aresztowano i postawiono mu zarzuty z kilku paragrafów kodeksu karnego. Miał fałszować dokumenty finansowe i nielegalnie przejmować własność państwową, bezprawnie nabywać nieruchomości i posiadać broń bez pozwolenia. Aleksiej miał też epizod w stylu Janusza Palikota. Wzbogacił się na wódce, ta jednak miała być kradziona, a sprzedawany spirytus rozcieńczany z wodą. Poroszenko senior dostał za swoje biznesy dość łagodny wyrok: pięć lat w karnym obozie pracy, utratę posiadłości i pięcioletni zakaz piastowania ważnych stanowisk. Smykałkę do interesów przekazał jednak synowi. Kontakty i układy także. Ukraina przeszła pieriestrojkę, a Poroszenkowie wyszli na niej doskonale.

Król czekolady
Polskojęzyczne media nie ukrywają, że odrodzenie się Ukrainy szło w parze z gigantyczną korupcją, złodziejską prywatyzacją i przenikaniem mafii do polityki. Źródła większości dużych fortun w tym kraju do dzisiaj usłane są tajemnicą. Tymczasem, jak zapewnia „Gazeta Wyborcza”, Poroszenko „nie jest oligarchą typowym”. Dlaczego? Bo „opowiada otwarcie, jak doszedł do pierwszego miliona”. I to, zdaniem „Wyborczej”, wystarczający gwarant owej wyjątkowości… Obecny prezydent wyssał z mlekiem matki, a raczej – chociaż nie wiem z czym – od ojca, umiejętność dobierania sobie wpływowych znajomych. Już w 1986 r. jego pierwsza duża firma, Centrum Serwisu, zajmowała się lobbowaniem, czy mówiąc wprost, załatwianiem różnym podmiotom gospodarczym zezwoleń na import i eksport. Poroszenko tłumaczy to m.in. tożsamym kierunkiem działań na rynku z własną edukacją, ponieważ studiował wówczas na wydziale stosunków międzynarodowych Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki w Kijowie. Jak widać, inni elewi tak zdolni jak on nie byli i nie potrafili skutecznie załatwiać kontaktów i różnych decyzji w ośrodkach ówczesnej władzy… Tyle, że jego koledzy z uniwerku nie mieli takiego taty i takiego startu. Poroszenko znany jest głównie jako „król czekolady”, szef koncernu Roshen, czyli 18. co do wielkości firmy cukierniczej na świecie. Ale na tym nie koniec. Nowy prezydent trzyma w ręku przede wszystkim holding Ukrprominvest, w skład którego wchodzą różne firmy (tekstylne, motoryzacyjne, a także przemysł stoczniowy). Jego majątek szacowany jest przez magazyn „Forbes” na 1,5-2 mld dolarów. Co ciekawe, jak pisze Anna Wiejak, „tajemnicę poliszynela stanowi wniosek, z jakim biuro prasowe Poroszenki zwróciło się w zeszłym roku do izraelskiej edycji magazynu »Forbes«, aby to usunęło ze stron internetowych informację o jego miejscu na liście najbogatszych Żydów świata. I chociaż sama informacja zniknęła z sieci, ślad po niej pozostał”.

Elastyczny Piotruś
„Petro Poroszenko pójdzie z każdym”. Tak mogłaby brzmieć jego dewiza polityczna. Najlepiej obrazuje to aktualny układ sił na Ukrainie. Dawny współpracownik obalonego przez Majdan premiera Janukowycza, późniejszy jego wróg, dogada się z każdym, byle do żłobu. Poroszenko 16 lat temu został posłem jako socjaldemokrata. Później był posłem Partii Regionów Janukowycza. Odszedł z niej i poparł dochodzącą do władzy „pomarańczową rewolucję”, w wyniku której prezydentem został Juszczenko, a liderzy nowych władz, Julia Tymoszenko i Petro Poroszenko zaczęli się bić między sobą o wojenne łupy. Bez wątpliwości konflikt ten przyczynił się do rozpadu pomarańczowej koalicji i przywrócił na „tron” zdegradowanego Janukowycza, który praktycznie zamienił jedynie stołek premiera na prezydenta. Wcześniej Petro zdążył pełnić funkcję ministra spraw zagranicznych i – zdaniem części mediów – wykorzystywał stanowisko do promocji za granicą swoich cukierków… Po dymisji został oskarżony o korupcję i płatną protekcję. A więc prześledźmy to konsekwentnie jeszcze raz. Poroszenko zdążył być w partii Janukowycza, zdradzić go i nolens volens pomóc mu wrócić do władzy. Mało tego, oswojony na nowo z Janukowyczem, już w 2012 r. piastował stanowisko ministra ds. rozwoju gospodarczego! Jakby zapominając o tym fakcie, stwierdził niedawno, że ostatnie lata rządów na Ukrainie doprowadziły kraj do ruiny gospodarczej…
Widząc dla siebie szansę, Petro został jednym z głównych sponsorów Majdanu. Doskonale mógł promować się na obrońcę wolności i zwolennika integracji europejskiej dzięki popularnej stacji telewizyjnej 5. Kanał, która także należy do niego. Z takim wsparciem Poroszenko wygrał wybory prezydenckie w pierwszej turze, zmiatając z powierzchni konkurentów z Julią Tymoszenko na czele. Powtórzmy więc jeszcze raz i do bólu. Prezydentem Ukrainy po rewolucji na Majdanie i obaleniu prezydenta Janukowycza został minister z czasów rządów tego samego Janukowycza! Jak to możliwe? Wystarczy mieć media i pieniądze.

Rosyjskojęzyczny człowiek Zachodu
Prezydent Ukrainy uważany jest za prawosławnego i rosyjskojęzycznego oligarchę, którego część interesów ulokowanych jest w Rosji. Tam Poroszenko może liczyć na wielu przyjaciół, chociaż jego fabryki w kraju Putina były ostatnio blokowane przez rosyjską administrację. Co ciekawe, Poroszenkę wspiera pracujący na rzecz Rosji inny oligarcha, Dymitr Firtasz, pomimo że obecny prezydent opowiedział się za integracją Ukrainy z Unią Europejską. Może dlatego, że dla równowagi zachowawczo zdystansował się od idei szybkiego wejścia Ukrainy do NATO. Nie zadrażniając Rosji, wykluczył także siłowe próby odzyskania Krymu. W sprawie Donbasu i wojny pomiędzy ukraińskim wojskiem a separatystami zapowiedział w pierwszej kolejności rozmowy ze stroną rosyjską. Pytanie brzmi, kto zaoferuje „królowi czekolady” większy kawałek tortu. Ukraina ma więc jako prezydenta typowego konformistę, ugodowca, biznesmana, który jest u władzy niezależnie od wiejącego wiatru. I pozostaje tylko postawić pytanie: czy warto było umierać za Majdan? Poroszenko na pewno odpowie, że było warto…

Robert Wit Wyrostkiewicz

Komentarze

komentarzy