3886430-donald-tusk-900-668

Katastrofalne skutki decyzji rządu Tuska. Nasza gospodarka może tego nie wytrzymać!

Okazało się, że Donald Tusk nie zawetował na poziomie Rady Europejskiej patologicznego mechanizmu sprzedaży pozwoleń na emisję CO2. W konsekwencji tego Polskę może czekać gospodarcza katastrofa: znaczne obniżenie tempa wzrostu oraz ostry wzrost cen energii elektrycznej. Nie wykluczone, też że jeszcze mocniej uzależnimy się od dostaw gazu z… Rosji. A może o tym w tym wszystkim chodzi?

Donald Tusk na ostatnim posiedzeniu Rady Europejskiej nie zawetował patologicznego pomysłu eurokratów dotyczącego zastąpienia rynkowego systemu obrotu prawami do emisji CO2 (Emissions Trading System), systemem centralnie planowanej sprzedaży uprawnień (Market Stability Reserve), będącym w istocie swojej para-podatkiem, którego konstrukcja odgórnie ogranicza podaż zezwoleń, radykalnie zwiększając przy tym ich cenę.

Cel Unii Europejskiej jest jasny – doprowadzić do sytuacji, gdzie cena uprawnienia do emisji 1 tony CO2 wzrosła z obecnego poziomu 6-7 euro, do poziomu około 20 euro za tonę. Taka cena gwarantuje, że produkcja energii elektrycznej w elektrowniach węglowych w naszym kraju stanie się całkowicie nieopłacalna (warto podkreślić, że nadal około 90 proc. energii elektrycznej w Polsce produkowana jest przez elektrownie węglowe). Cena prądu musiałaby wzrosnąć o ponad 100 proc., aby elektrownie miały pieniądze na opłacania kosztów emisji wg systemu Market Stability Reserve. To jednak oznacza całkowite wyhamowanie wzrostu gospodarczego w naszym kraju i znaczne zubożenie społeczeństwa (zamiast wydawać pieniądze na dobra trwałe, Polacy musieliby znacznie więcej wydawać na rachunki za prąd). Problem w tym, że Donald Tusk – na ubiegłotygodniowym posiedzeniu Rady Europejskiej – wyraził na to zgodę. Wyraził zgodę na znaczy wzrost cen energii oraz wyhamowanie wzrostu gospodarczego. Co gorsza – zrobił to z całkowitą premedytacją. Wiedział bowiem doskonale, jakie konsekwencje niesie za sobą przyjęcie propozycji forsowanych przez Brukselę. Alternatywą dla Polski jest konieczność poszukiwania innych niż węgiel źródeł energii. Tutaj jednak pojawiają się kolejne problemy. Tzw. „zielona energia” (np. wiatraki, solary itp.) nie dość, że jest nieefektywna, to jeszcze droga w produkcji i utrzymaniu. Energetyka jądrowa – wręcz ekstremalnie droga. A to oznacza, że Polska – zmuszona przez wysokie ceny praw do emisji CO2 do wygaszania swoich elektrowni węglowych – jeszcze mocniej uzależni się od… dostaw gazu ziemnego z Rosji. W Polsce będą musiały powstawać elektrownie opalane gazem, co będzie się równało ze wzrostem popytu na błękitne paliwo z Rosji. To jednak oznacza zwiększenie uzależnienia gospodarczego i politycznego od decyzji naszego niestabilnego wschodniego sąsiada. A może o to właśnie chodzi…?

Komentarze

komentarzy