uniaaaa

Irlandczycy mieli głosować aż do skutku – jak Unia Europejska nie liczy się z wolą Europejczyków

W czwartek 2 października przypadła 5. rocznica jednej z jak dotąd najczarniejszych kart historii Unii Europejskiej – powtórnego referendum w Irlandii.

Irlandia była jedynym europejskim krajem, który zdecydował się rozstrzygnąć decyzję o ratyfikowaniu Traktatu Lizbońskiego w ogólnokrajowym referendum. Rządy wszystkich innych krajów pamiętając wcześniejsze doświadczenia związane z wprowadzaniem Konstytucji Unii Europejskiej, wolały nie ryzykować i odważyły się na ten krok.

Stało się tak, gdyż Francuzi oraz Holendrzy w referendach dotyczących wprowadzeniu Traktatu ustanawiającego konstytucję dla Europy zagłosowali wbrew woli unijnych urzędników. Ci jednak nie odpuścili. Zapisy unijnej konstytucji przepisano i nadano jej inną formę prawną, dzięki czemu rządy mogły samodzielnie podejmować decyzję o jej wprowadzeniu.

Jako jedyne wyłamały się irlandzkie władze, które postanowiły decyzję oddać obywatelom. Ci jednak zagłosowali na „nie”, co sprawiło, że wprowadzenie Traktatu Lizbońskiego było niemożliwe, gdyż wymagana była jednomyślność całej UE.

Tym razem nie skończyło się tak jak w przypadku Konstytucji UE. Komisja Europejska wymusiła na irlandzkim rządzie powtórne głosowanie oraz dała liczne gwarancje, które zmniejszyły obawy mieszkańców „zielonej wyspy”.

W rezultacie 2 października 2009 roku odbyło się drugie referendum, którego wynik był już po myśli Brukseli – 67% głosujących zagłosowało na „tak”.

Pomimo ostatecznego zaakceptowania Traktatu Lizbońskiego przez Irlandczyków, postępowanie UE wywołało liczne kontrowersje. Na szczególną uwagę zasługuje nie liczenia się z wolą wyborców. Gdy ci odrzucili Konstytucję UE, politycy zdecydowali się po prostu nie pytać ich o zdanie i „przepchnąć” ją inaczej. Natomiast kraj, który się na to zdecydował, musiał przeprowadzać referenda aż do pożądanego skutku.

Komentarze

komentarzy