generalowie

GRU jednak nam zagraża. Co z „Dukaczewskimi”, „Makowskimi” i innymi promotorami WSI?

Absurdy w polskich mediach nie mają granic. W ostatnich dniach media koncentrują się na jednym temacie: sukcesie polskich służb i zatrzymaniu osób podejrzanych o szpiegowanie na rzecz Rosji. Co do sukcesów można mieć podejrzenia, jednak nie tylko to zaskakuje…

Media głównego nurtu, które do tej pory przekonywały Polaków, że do Rosji można mieć zaufanie, czuć przyjaźń i spokojnie patrzeć na jej poczynania, sieją strach. Nagle okazało się, że szerzona przez lata propaganda pacyfizmu w Polsce okazała się zakłamaniem i zaklinaniem rzeczywistości. Nagle okazało się, że Rosja jednak nam zagraża, a Polska jest na celowniku GRU i Rosji. Przed poczynaniami Kremla jednak musimy się bronić.

Paradoks widoczny w przekazie polityczno-medialnym ma swoje konkretne twarze. W studiach telewizyjnych przy tej okazji brylują „eksperci ds. służb”. Dochodzi do tego, że o zagrożeniach związanych z rosyjskimi służbami, m.in. GRU mówią ludzie… szkoleni przez GRU.

Jednym z najaktywniejszych jest jak zwykle gen. Dukaczewski, który przekonuje, że mamy sukces. Szef WSI, które nigdy żadnego szpiega nie złapały, przekonywał przez lata, że to dlatego, że sukcesem jest przewerbowanie agentów. Przekonywał on również, że powiązania kadry WSI z GRU nie miały znaczenia!

Dziś tłumaczy, że GRU jest groźne, a złapanie szpiega jest wielkim sukcesem. Szkolony w Moskwie generał zaznacza jasno, że ludzie związani z rosyjskim wywiadem są dla Polski zagrożeniem. Paradne!

Świat oszukańczej propagandy tkanej misternie m.in. przez takich ludzi, jak Czempiński, Dukaczewski, Makowski czy inni propagatorzy WSI, pokroju posła Dębskiego legł w gruzach. Nagle okazało się, że GRU jest groźne, że Polska jest zagrożona przez Rosję. Tego oczywistego wniosku nie da się już zamazać.

A jeśli tak, to co zrobić z takimi „Dukaczewskimi”, „Czempińskimi”, „Makowskimi”, czy „Dębskimi”? Co zrobić z ludźmi, którzy przez lata budowali kłamliwą narrację mydląc oczy Polakom i narażając tym samym kraj na poważne zagrożenie? Co zrobić z ludźmi, którzy swoimi powiązaniami z Rosją i rosyjskimi służbami zagrażają Polsce? Co zrobić z ludźmi, którzy tworzą prorosyjską V kolumnę? Należy ich uznać, za agenturę wpływu czy coś więcej?

Dziś wielu z tych „ekspertów” nie wychodzi ze studiów telewizyjnych, licząc na to, że Polacy nie pamiętają, co nie tak dawno mówili, jakie przesłanie o Rosji i rosyjskich służbach tworzyli, jak zbijali wszelkie uwagi o zagrożeniach.

Eksperci o komunistycznym rodowodzie, ludzie kształtowani przez GRU, czy sowieckie komunistyczne służby PRL, promotorzy współtworzonej przez GRU WSI w taki dzień jak dziś powinni siedzieć głęboko schowani, powinni nie mieć czelności wystąpić z jakimkolwiek przesłaniem do Polaków.

Jednak w III RP takie postaci mogą z dnia na dzień zmienić swoją narrację. I licząc na medialną zasłonę dymną podważać to, co sami mówili, ujawniając mimochodem zagrożenie jakie płynie z ich własnej medialnej działalności.

Co stoi za ich zmianą narracji? Czyżby znów realizowali jakąś misję? I na koniec – parafrazując słowa Tuska – jakim alfabetem jest napisany scenariusz tej misji?

Komentarze

komentarzy