37bdb5d8b46a646182d65ba2ae7eaacf_L

CETA i TTIP czyli transatlantyckie niewolnictwo. cz 2

CETA i TTIP, czyli transatlantyckie niewolnictwo Cz 2

Czytajcie TUTAJ pierwszą część

Tworzenie kolejnych stref handlowo-
-inwestycyjnych łączących coraz większe obszary świata jest jednym z etapów procesu, którego ukoronowaniem ma być wprowadzenie globalnej waluty – ta zaś nie może istnieć bez ogólnoświatowego rządu.

Skutkiem będzie pozbawienie państw narodowych prerogatyw w dziedzinie kształtowania własnych gospodarek – czyli ubezwłasnowolnienie. Powyższe zaś oznacza, że wszyscy staniemy się niewolnikami globalnej oligarchii pieniądza.

1. ISDS jako narzędzie kolonizacji

Zacznę tak, jak tydzień temu – od pytania. Czy wiedzą Państwo, co to jest syrop izoglukozowy? I dlaczego w ogóle warto to wiedzieć? Już wyjaśniam. Otóż jest to zastępnik cukru uzyskiwany ze zbóż. Używa się go w pszczelarstwie do dokarmiania pszczół i przemyśle spożywczym. Zbyt zdrowe toto nie jest, toteż Polska kilka lat temu wprowadziła ograniczenia w jego stosowaniu. Miała takie prawo? Okazuje się, że nie – produkujący wspomnianą substancję amerykański koncern Cargill pozwał Polskę przed międzynarodowy arbitraż, co zakończyło się w 2008 r. orzeczeniem nakazującym wypłacenie Cargillowi łącznie 20 mln dolarów odszkodowania. Arbitrzy z paryskiego trybunału uznali ograniczenia za „dyskryminację”, uzasadniając, że limity ustalone przez Polskę… są poniżej możliwości produkcyjnych koncernu, co poskutkowało zmniejszeniem spodziewanych zysków.

Szokujące? Cóż, tak działa mechanizm ISDS (Investor-to-State Dispute Settlement) – czyli system międzynarodowych sądów arbitrażowych, przed które zagraniczna firma może pozwać państwo, w którym prowadzi działalność. Mechanizm ten wbudowany jest zazwyczaj w dwustronne umowy o wzajemnym popieraniu i ochronie inwestycji – czyli tzw. BIT’s (Bilateral Investment Treaties). Polska od schyłku lat 80. zawarła ponad 60 tego typu umów z różnymi państwami, w tym z USA, czego efektem był opisany proces. Jak łatwo zauważyć, takie zapisy stawiają w uprzywilejowanej sytuacji wielkie koncerny kosztem państw, w których funkcjonują – ISDS działa bowiem tylko w jedną stronę: koncern może pozwać państwo-gospodarza o cokolwiek i żądać nieograniczonych odszkodowań, natomiast państwo nie może tą drogą pozwać koncernu np. za działalność szkodliwą dla konsumentów czy środowiska. W efekcie koncern potencjalnie zawsze może wygrać, natomiast państwo może co najwyżej nie przegrać. Do tego procesy podlegają co do zasady utajnieniu, obsługuje je zaś niewielka grupka wyspecjalizowanych prawników, którzy na dodatek w jednych sprawach występują jako pełnomocnicy stron, w innych zaś – jako arbitrzy. Czyni to całą procedurę skrajnie nieprzejrzystą.

Taki właśnie mechanizm ma znaleźć się w umowie TTIP, na co bardzo mocno naciskają Amerykanie. W umowie CETA zastosowano jego modyfikację – ICS (Investment Court System) – nieco bardziej transparentną i przewidującą ścieżkę odwoławczą, jednak trzon pozostanie niezmieniony.

Kilka przykładów. Amerykańska firma Lone Pine Resources pozwała rząd Kanady o 250 mln dolarów kanadyjskich za wprowadzenie w prowincji Quebec moratorium na pozyskiwanie gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego. Koncern Occidental wyprocesował od Ekwadoru 2,5 mld USD za odebranie koncesji na wydobycie ropy z powodu naruszania miejscowego prawa. Jedna z kanadyjskich firm pozwała Salwador za odmowę zezwolenia na uruchomienie kopalni złota, która groziła zanieczyszczeniem wód. Francuski koncern energetyczny Veolia pozwał rząd Egiptu za podniesienie płacy minimalnej, co ugodziło w spodziewane zyski firmy. Z kolei Philip Morris, potentat tytoniowy, pozwał Australię za przepisy antynikotynowe. Ten sam koncern skutecznie zastraszył rząd Togo, który zrezygnował z podobnych regulacji u siebie.

Szczególnie ten ostatni przykład daje do myślenia, ilustruje bowiem zjawisko „chilling effect” – państwa w obawie przed kosztownymi procesami i ewentualnymi odszkodowaniami celowo powstrzymują się od decyzji bądź rozwiązań prawnych mogących ugodzić w interesy inwestorów – nawet jeśli byłyby one korzystne dla obywateli. W efekcie otrzymujemy dyktat korporacji i supremację ich partykularnych interesów nad dobrem ogółu. To ma swoją nazwę: kolonizacja.

2. Przemoc ekonomiczna

ISDS oraz ICS to jednak dalece nie wszystkie zagrożenia. Zniesienie „barier pozataryfowych”, do czego dążą CETA i TTIP, będzie oznaczać w praktyce równanie w dół, jeśli chodzi np. o normy bezpieczeństwa czy jakości żywności – tak stało się już w Kanadzie po przystąpieniu do NAFTA (Północnoamerykańskiej Strefy Wolnego Handlu). Obecnie w Europie obowiązuje tzw. zasada ostrożnościowa, zakładająca, że produkt można dopuścić do obrotu dopiero po wykazaniu jego nieszkodliwości. Za oceanem odwrotnie – by wycofać towar ze sprzedaży, należy wykazać jego szkodliwość, co wiąże się z uciążliwą batalią sądową. CETA wprowadza tylnymi drzwiami możliwość „częściowego wzajemnego uznania norm”, co przekłada się na dopuszczenie do obrotu towarów niespełniających europejskich wymogów. Do tego dochodzą kontyngenty np. wieprzowiny i wołowiny produkowanych wg standardów amerykańskich (w USA i Kanadzie nie ma zasadniczych różnic, jeśli chodzi o regulacje produkcji żywności). Jak twierdzą badający umowę specjaliści cytowani m.in. przez „Dziennik Gazetę Prawną”, w umowie CETA mimo zachowania formalnie „zasady ostrożnościowej” ukryte jest mnóstwo szczegółowych zapisów de facto podważających jej traktatowe umocowanie. Dotyczy to chociażby stosowania pestycydów, hormonów wzrostu, GMO, oznaczeń na opakowaniach itd.

Nade wszystko jednak otwarcie rynku na produkcję gigantów rolno-spożywczych może zmieść z powierzchni ziemi polskie rolnictwo. Pouczający jest tu przykład Meksyku, w którym – podobnie jak w Polsce – dominowało rolnictwo rodzinne i tradycyjne metody upraw. Po przystąpieniu do NAFTA branżę tę spotkało prawdziwie tornado, które wymiotło w ciągu 10 lat z rynku rolnego 1,3 mln pracowników (spadek zatrudnienia o 16 proc.), z czym współgrał wzrost importu żywności – z 13 proc. do prawie 50 proc. Wyrugowani z ziemi Meksykanie znaleźli częściowo zatrudnienie w tzw. maquiladoras, czyli przygranicznych strefach przemysłowych, gdzie ulokowały się filie amerykańskich koncernów, co jako żywo przypomina nasze „specjalne strefy ekonomiczne” z zagranicznymi montowniami zatrudniającymi tanią siłę roboczą na „śmieciówkach”. Prócz rolnictwa znaczący spadek zatrudnienia nastąpił również w meksykańskim przemyśle. Efektem obu tych czynników była masowa nielegalna imigracja Meksykanów do USA, z czym amerykańscy politycy mają dziś taki ból głowy – można powiedzieć, że jest to swoista zemsta Meksyku. Wyobraźmy sobie jednak podobne procesy w Polsce – czy stać nas na kolejną wielką falę emigracyjną i dalsze miliony Polaków wyjeżdżające za chlebem? Nawiasem – doświadczenie NAFTA poucza nas o znikających miejscach pracy, szczególnie tych stosunkowo lepiej płatnych. W ich miejsce powstają miejsca gorsze jakościowo – niżej płatne, czasowe, bez zabezpieczeń socjalnych. O skali wystawienia na przemoc ekonomiczną ze strony wielkich koncernów może świadczyć to, że w Kanadzie przed przystąpieniem do NAFTA mały i średni biznes wytwarzał 26 proc. PKB – w kolejnych latach wskaźnik ten spadł do 11 proc.

Trzeba również wspomnieć o zniesieniu ograniczeń dotyczących działalności instytucji finansowych. Przełoży się to na niekontrolowane przepływy kapitału spekulacyjnego, liczbę zagranicznych podmiotów finansowych, ilość i rodzaj dokonywanych przez nie transakcji, wielkość działających podmiotów, udział kapitału zagranicznego w krajowych instytucjach finansowych – słowem, pełna spekulacyjna wolnoamerykanka. Oznacza to również drastyczne ograniczenie uprawnień nadzorczych krajowych władz co do rodzaju i skali oferowanych konsumentom produktów finansowych. Warto zwrócić uwagę, że już obecnie mamy problem z opcjami walutowymi, polisolokatami czy niby-kredytami walutowymi. Banki niemal otwarcie straszą Polskę pozwami na bazie umów BIT’s w przypadku przewalutowania łże-kredytów frankowych. Po przyjęciu CETA nie będziemy mieli w zasadzie możliwości manewru. Jeśli jakiś zagraniczny bank wprowadzi na rynek toksyczny produkt finansowy, a państwo zechce temu przeciwdziałać, narazi się na pozew w ramach ICS-ISDS. Wystarczy, że bank przed trybunałem pokaże swój biznesplan i zyski, jakie planował osiągnąć, by wydębić od państwa miliardowe odszkodowanie. Zważmy, że branża bankowa prognozowała „straty” rzędu 65 100 mld zł, gdyby doszło do przewalutowania kredytów frankowych – uświadamia nam to, o jakich kwotach tu mowa.

3. Ku globalnemu niewolnictwu

Na koniec proponuję szersze spojrzenie na sprawę. W książce „Wojna o pieniądz. Świat władzy pieniądza” chiński analityk finansowy Song Hongbing przewiduje, że tworzenie kolejnych stref handlowo-inwestycyjnych łączących coraz większe obszary świata jest jednym z etapów procesu, którego ukoronowaniem ma być wprowadzenie globalnej waluty – ta zaś nie może istnieć bez ogólnoświatowego rządu. Skutkiem będzie pozbawienie państw narodowych prerogatyw w dziedzinie kształtowania własnych gospodarek – czyli ubezwłasnowolnienie. Powyższe zaś oznacza, że wszyscy staniemy się niewolnikami globalnej oligarchii pieniądza. I to – niezależnie od zasygnalizowanych wyżej niebezpieczeństw – jest najważniejszym powodem, by nie dopuścić do zawarcia umów ustanawiających w swej istocie ekonomiczny i polityczny dyktat transnarodowych korporacji. Potem będzie za późno.

Komentarze

komentarzy