a49

Dziesięć Przykazań „religii holocau$tu”. Robert Faurisson

  1. W swojej głowie zakodujesz sobie na pamięć: „nazista” uosabia absolutne zło, a jego żydowskie ofiary to dobro absolutne. Będziesz żyda obsypywać daninami i ofiarami różnorakimi. „Nazistę” oczerniać będziesz ze wszystkich sił i czynić to będziesz aż po kraniec świata, aż po kres czasów. Przytułki dla starców całego świata przeszukiwać będziesz w poszukiwaniu ostatniego schorowanego dziewięćdziesięcioletniego nazisty. A wytropiwszy go, ty i twoje nasienie, będziecie grozić mu nowym procesem. A nazajutrz zostanie on znaleziony martwy wskutek doznanego szoku.

 

faurisson2

 

Następnie zaś, przy dźwiękach trąbki, tudzież fanfar, ogłosisz, aby wszem wiadomym było, a dopilnujesz nadto, żeby wszystkie media zrobiły z tego sensację: „że w przeddzień aresztowania padł trupem, hitlerowski zbrodniarz wojenny, który uniknął kary”. I do dzieci swych przemawiać będziesz, ucząc je: „Kara śmierci to coś złego, za wyjątkiem nazisty; natenczas to dobrym jest, i wołajmy o więcej. Podobnie z  torturami. Chodźcie, naplujemy na groby pokonanych!” Amen.

  1. Dobre słowo nieść będziesz poza próg swego domostwa, rozpowiadając na wszystkie strony świata, że ludzie wybrani przez Yahweh, ponieważ są czymś najlepszym ze wszystkich, zawsze i wszędzie, byli znienawidzeni, ścigani, zgładzano ich bez powodu, a wszystko to działo się z powodu ogólnoplanetarnego spisku, jaki wykluł się od zarania dziejów wśród ludzi zrodzonych jako niegodziwcy wobec ubogich, z natury nieszkodliwych żydów. Powtarzaj za mną: „łono jest płodne dopóty, póki okropna bestia ma w nim swe upodobanie”. W odpowiedzi na krytykę, której celem są żydzi, ty wystąp przemawiając, że antysemitami są głupcy, bowiem wiarę swą pokładają w istnienie spisku żydowskiego. W rzeczy samej, wśród nich najmniej głupi są ci, którzy nie mówią o takich rzeczach, bowiem dobrze znają powiedzenie, że spiski to ucieczka słabych; a przecie żydzi są silni, a więc nie muszą dbać o spiski; mają oni teren odpowiedni i rękę każącą.

We Francji co roku, ich najpotężniejsza organizacja, CRIF („Rada Przedstawicieli Instytucji żydowskich we Francji”), gromadzi prawie tysiąc „gości” we wspaniałym miejscu, wydając kolację, podczas której najwyżsi rangą przywódcy polityczni narodu wysłuchują surowej krytyki i innych połajanek za ich niezdolność do rozwiązania problemu antysemityzmu, jaki określa się jako wszechobecny; zamiast protestować, oskarżony podporządkowuje się, czyni pokutę, daje przyzwolenie chórowi wyjców, potem dziękuje swym oskarżycielom, obiecując poprawę, czyli zrobienie jeszcze więcej lepszych rzeczy dla żydów w nadchodzącym roku. W 2011 roku Prezydent Republiki [Nicolas Sarkozy], premier i piętnastu innych ministrów lub sekretarzy stanu w komplecie pojawili się na kolacji. A prezydent, który sam jest pochodzenia żydowskiego, zakończy swoją kadencję w 2012 roku, wtedy być może zostanie zastąpiony, o ile można sądzić po tym, jak idą sprawy, przez innego bogatego żyda [Dominique Strauss-Kahna] żonatego z niezwykle bogatą żydówką [Anne Sinclair]; a następnie, jeśli to nie będzie możliwe, żeby był nim ten żyd, wówczas będzie to inny żyd, w każdym razie prezydencja Republiki Francuskiej wchodzi  w zakres żydowskiego przywileju. Amen.

  1. Oczyma wiary uwierzysz we wszystkie świadectwa niezliczonych ocalałych z „holocau$tu”; a jeśli jakiś zły los mógłby spotkać je i świadectwo okazałoby się skandalicznie fałszywe, będziesz reagować mówiąc, że to objawienie nie ma znaczenia, ponieważ opowieść przychodzi z serca, a wtedy pojęcia prawdy i fałszu przestają już się liczyć. Powtarzaj za mną: „Wierzę w autentyczność Pamiętnika Anny Frank, wykonanego – ale to ma być zachowane tylko między nami – przez jej ojca, byłego bankiera i handlarza walutą, Otto Heinricha Franka, który stał się małym producentem pism w Amsterdamie, a oryginalna wersja w języku niderlandzkim została wykonana przy współudziale szeregowego holenderskiego pisarza (Isa Cauvern) oraz, w przypadku dwóch wersji niemieckich, z udziałem manipulacji niemieckiego tłumacza (Anneliese Schütz). Wierzę w Martina Graya, dealera fałszywych antyków, a następnie sprzedawcę fałszywych wspomnień, jakie wyszły spod pióra powielacza bzdur, Maxa Gallo, opublikowanych pod tytułem Do tych, których kochałem.

Wierzę w Filipa Müllera, który podał swoje nazwisko do książki Świadectwo Auschwitz: trzy lata w komorach gazowych, mrożących krew w żyłach zeznań napisanych przez Helmuta Freitaga, ponownie wydanych w 1999 r. z przedmową Yehuda Bauera. Wierzę w osobistą relację „Wolf Girl”, jak podano ją w książce, a następnie w filmie, o kobiecie z Belgii, która w czasie wojny, nigdy nie opuściła Belgii. Wierzę w Wiłkomirskiego (prawdziwe nazwisko: Grosjean), który nigdy nie opuścił Szwajcarii. Wierzę w prostolinijność Elie Wiesela, w uczciwość Szymona Wiesenthala. Nie wierzę zaś i przeklinam oraz przeklinać będę wszystkich historyków „holocau$tu”, którzy zamiast potulnie powtarzać, że istnieje wiele dowodów, solidnych jak skała, o istnieniu magicznych „komór gazowych”, robią jakieś dryblingi słowne, jak żydowsko-amerykański profesor, Arno Mayer w 1988 roku, że okazało się, iż te wszystkie twarde dowody są tylko „rzadkimi i mało wiarygodnymi” źródłami. Amen.

  1. Rewizjonistów będziesz nazywać „zaprzeczaczami” i tchórzami piętnować ich będziesz, bowiem oni „zabijają martwych”, nawet jeżeli ta fraza zupełnie niczego nie oznacza. Jeśli francuski rewizjonista wypowie do ciebie zdanie: „Pokaż mi lub narysuj mi magiczną nazistowską komorę gazową”, ty powiesz: „Nie można zadawać pytania jak to technicznie, takie masowe morderstwa, były możliwe; po prostu to było technicznie możliwe, ponieważ to się stało”. Taką „odpowiedź „, trzydziestu czterech naukowców i historyków, w tym Pierre Vidal-Naquet, Léon Poliakov i Fernand Braudel, uznało za wspaniale wymyśloną w 1979 roku. A kiedy amerykański rewizjonista, Bradley Smith, cię zapyta: „Czy możesz dać mi nazwisko choćby jednej osoby, wraz z dowodem, która zginęła w komorze gazowej w Auschwitz?”, wtedy gdy już zdąży to dodać, że jeśli jego prośba jest źle sformułowana, to wypada, abyś mu odpowiedział – dlaczego, ty odpowiedz na to milczeniem. Powtarzaj za mną: „Ci Francuzi mają rację, którzy mówią, że nie należy stawiać pytań, i że rację mają również te tysiące nauczycieli na całym świecie, którzy milczeli zarówno w chwilach naukowych przełomów, jakie zawdzięczać należy zaprzeczaczom, a także na temat szeregu porażek doznanych przez Rauli Hilbergów, Jean-Claude’ów Pressaców, Robertów Badintersów i różnych innych w sądach”. Amen.
  2. Z gorliwością serca powtarzać będziesz po Amerykaninie, Raulu Hilbergu, naszym historyku Numer Jeden, który jest dokładny tak bardzo, jak nasz własny Leon Poliakov, że w archiwach III Rzeszy nie ma, niestety, nie da się znaleźć najmniejszego dowodu, że władze niemieckie zakładały, rozpatrywały, organizowały lub dopuszczały się zorganizowanej rzezi żydów. I powtarzaj, jak echo, słowa tego samego Raula Hilberga, w jakich będziesz tłumaczyć, że „holokau$t” został przygotowany, opracowany i zrealizowany bez jakiegokolwiek rozkazu (Hitlera lub kogokolwiek innego), planu, agencji specjalnej do wykonania tego zadania, bez pisemnych instrukcji, budżetu, tak po prostu z niczego, ale spontanicznie w porywie serca, poprzez zjawisko kolektywnego creatio ex nihilo, i że to miało miejsce i wydarzyło się, o dziwo, w świecie ogromnej biurokracji niemieckiej. Powtarzaj za mną: „holocau$t” został przygotowany, opracowany i zrealizowany przez ogromną biurokrację niemiecką wskutek “nieprawdopodobnego spotkania się niesamowitej jednomyślności rozproszonych umysłów, jakie zawarły consensus czytania myśli innego człowieka” i nastąpił jako „dzieło ze sfery duchowej, wspólnego zrozumienia, wziął się ze współbrzmienia i synchronizacji”. Nie omieszkaj oddać hołdu profesorowi Raulowi Hilbergowi za tego rodzaju wyjaśnienie, jakie nosi pieczęć dobrego zrozumienia Talmudu. Amen.
  3. W cuda i w miliony cudownie ocalałych żydów masz wierzyć. Gdybyś powiedział, że byłeś w Lourdes pewnego dnia i tam zdarzył się cud, to nazajutrz powiedzieć masz, że odnotowano tam cudów dziesięć, a pojutrze sto cudów tam się dokonało, a gdy uwierzą, wtedy ty parskniesz śmiechem, i słusznie, po czym objaśnisz wszem i wobec, że to żart był tylko; ale jeśli widzisz, że wraz z upływem czasu, liczba cudownie ocalałych, którzy robią pieniądze wzrasta, a popyt na nich wciąż niebywale rośnie, wtedy powtarzaj za mną: „Będziesz strącał ze swych myśli pokusę spierania się, za to iść będziesz, głosząc: „Jeśli żydowski ocaleniec przeżył, to jest to żywy dowód na coś, to jest oczywiste, że nie było eksterminacji żydów; takie mnóstwo cudowności cudów to już nie żaden cud, ale raczej najbardziej oczywisty dowód, że Niemcy nie mieli polityki eksterminacji żydów”. I kiedy te ocalały istoty rodziły się w Auschwitz lub były dziećmi w Auschwitz, podziwiaj te cuda. Amen.
  4. Przed naszymi relikwiami pokłon oddasz, i będziesz zmuszać gojów do oddawania nam pokłonów. Gdy na pielgrzymkę do miejsc świętych się wybierzesz, takich jak Auschwitz, Golgota wielkiej martyrologii żydowskiej przekształconej w miasto z opisu Barnuma, Humbug, twą wolą będzie nie widzieć  ani prawdziwych komór gazowych ani prawdziwych ruin komór gazowych; w Auschwitz – zapragniesz, aby ci pokazano, „komorę gazową”, lecz taką, jak pokazano w „Wszystko, co w środku, jest fałszywe” (Everything in it is false, francuski historyk Eric Conan w 1995 roku). Czyń swoją wolę i zechciej ujrzeć masy butów, okularów i włosów tych, o jakich mówi się „zagazowani”, albo jeszcze, kostki mydła rzekomo wykonane z tłuszczu naszych żydowskich braci i sióstr. Pobożnie powstrzymaj swój umysł przed powstaniem w nim pomysłu, że we wszystkich krajach Europy w czasie wojny, w obozach, jak też poza nimi, był niedostatek, braki w zaopatrzeniu, blokady morskie, niszczenie przez bombardowania aliantów, ale one nie spowodowały zaistnienia konieczności zdobywania  niezbędnych odzyskiwalnych materiałów wszelkiego rodzaju, których zaczynało brakować, ani również potrzeby ich naprawy, regeneracji lub recyklingu, a włosy, na przykład, stosuje się w przemyśle włókienniczym.

Będziesz zapominać o tym, że kostki mydła, po zbadaniu, okazały się być bardzo zwykłymi kostkami mydła. Będziesz łykać to wszystko, jak pelikan. A w Muzeum holokau$tu w Waszyngtonie, będziesz walił czołem w pokłonach przed możliwie najlepszym świadectwem istnienia magicznych komór gazowych: na samym szczycie sterty butów mniej lub bardziej zużytych lub po recyklingu, wielkimi literami przeczytać będziesz mógł: „Jesteśmy ostatnimi świadkami” : tak, buty przemówią do ciebie. Jeśli w tym ogromnym muzeum pozbawionym jakiegokolwiek naukowego dowodu, czy też reprezentacji bądź obecności logiki, nie wyobrazisz sobie nazistowskiej „komory gazowej”, wówczas staniesz przed kanistrami z cyklonem B, i z całym swoim zapasem wytrzymałości, na jaką cię stać, oprzeć się będziesz musiał pokusie, aby sądzić, że Niemcy stosowali je w normalnych warunkach (to produkt wytworzony w oparciu o kwas cyjanowodorowy, wynaleziony przez uczonego żyda Habera około 1922 r. do zabijania szkodników, szczególnie wszy, nosicieli tyfusu); będziesz mieć to w swojej głowie po wsze czasy, że Niemcy używali ich do zabijania żydów, zaiste, gdyż we wszystkich rzeczach wypada czynić sądy jedynie w odniesieniu do tego, co twierdzą  żydzi, konsubstancjalnie skazani na zagładę.

Jak monetę królestwa –  a jest to godne zaiste, aby tak powiedzieć – ty akceptować będziesz fantasmagoryczne opowieści  naszych profesjonalnych handlarzy tandetą, płci męskiej i żeńskiej, którzy robią rundy objazdowe po szkołach, po uczelniach i innych miejscach edukacji gojów. Będziesz wiedzieć bez cienia wątpliwości, że w przywoływaniu tej przeszłości, to Pamięć jest ponad historię, to powieść historyczna ma wyższość nad badaniami naukowymi, o tak zaiste, sztuka dramatu i fikcji lepsza jest niźli pokornie podlejszy dowód materialnej rzeczywistości. Miej w głowie swej zakarbowane: trzewia wierzącego w „holocau$t” są w stanie strawić kamienie. Amen.

  1. Do samego szczytu Świątyni w Jerozolimie zaniesiesz Ojca Patricka Desbois, który stojąc w szeregach stowarzyszenia Yahad-In Unum, złożonego z żydowskich doradców,  opracował najbardziej zdumiewającą operację holocau$tyczną, jaką można sobie wyobrazić. Wyczuwając swą niezmierną wrażliwością, i słusznie, że gaz już przestał pełnić swą pożyteczną wcześniejszą rolę, i w związku z tym nie ma już co upierać się przy sprzedaży magicznych komór, zastąpił on pierwotny „holocau$t za pomocą gazu” super-magicznym wynalazkiem „holocau$tu z użyciem nabojów”, a następnie z ultra-super-magicznym „holocau$tem poprzez zaduszenie”. W ramach koncepcji „holocau$tu kulowego” już w czerwcu 2009 roku, wyszukał on na części dawnego „Frontu Wschodniego” ponad 1200 wspólnych grobów zawierających jakoby ponad milion zwłok żydów zabitych przez niemieckie kule.

Nie powinieneś pytać o to, ile wspólnych mogił rozkopał on, aby dojść do tych wniosków, bowiem nie rozkopał żadnego. Nie będziesz nalegać na to, aby się  dowiedzieć, jak sprawił on ów obrachunek, bowiem nie mógł zająć się liczeniem zwłok, gdyż żadnego ciała nie ekshumowano. Użyć tutaj musisz szkolnej talmudycznej arytmetyki, zgodnie z którą, nic + zero = więcej niż milion. Nie wolno tobie pytać go, jak uczynił on tę rachubę ciał, ciał, jakich nikt, począwszy od niego samego, ani nie widział ani nie stwierdził ich obecności. Ale wierzyć będziesz w jego słowa bez zająknienia. Bowiem jest to cholernie święty człowiek; tak zaiste, nawet wśród samych historyków, którzy mogliby przybyć, aby poddać go  krytyce, nie znajdzie się nawet jeden, jaki miałby czelność powiedzieć, że cesarz nie jest ubrany, że jest nagi jak robak, i że Ojciec Desbois ma na poparcie swoich twierdzeń dokładnie zero odkryć masowych grobów, dokładnie zero odkrytych ciał żydowskich czy też nie-żydowskich (za wyjątkiem kilku normalnie pochowanych, jak na przykład na cmentarzu żydowskim ukraińskiego miasta Busk).

W Londynie, w 2006 roku, „rabin Schlesinger, bardzo stary” nauczał Ojca Desbois, że „żydzi zamordowani przez III Rzeszę byli tsadiqim, byli „święci” i że zstąpiła na nich pełnia życia wiecznego. W związku z tym, ich miejsca pochówku, gdziekolwiek by się znajdowały – pod autostradą czy też w ogrodzie – należy pozostawić w stanie nienaruszonym tak, aby nie zakłócać ich spoczynku” (holocau$t nabojowy: ksiądz w podróży w celu odkrycia prawdy o mordzie na 1,5 mln żydów). Na Ukrainie i w Galicji, ziemiach niezliczonych walk między Niemcami a Rosjanami w czasie II wojny światowej, Ojciec Desboi ku swemu wielkiemu zdziwieniu dokonał odkrycia niemieckich łusek po pociskach. Zatem szybko wyrozumował, że jest to tak bardzo materialny dowód na to, że żydowscy cywile, tak zaiste, tylko i wyłącznie żydzi, zostali zabici przez te kule. W mądrości swojej objawił: „Niemcy nie używali więcej niż jednego naboju do zabicia żyda. Trzysta nabojów, 300 pocisków, wykonano tu egzekucję 300 osób”. W świątobliwych bajdurzeniach Ojca Desbois objawiło się coś, co przekracza najbardziej śmiałe proroctwa apostolskie wszech czasów na całej ziemi: hołdu domaga się zatem jego odkrycie. Wyrzekł on nam te oto słowa: ponad sześć milionów żydów zginęło.

A gdy zaczytywać się będziesz zawartością ostatniego rozdziału „holocau$tu przez zaduszenie„, przeprowadzonego po nocy przy pomocy kołdry i poduszki, i gdy wzrok twój zatopi się w poznawaniu tego nieznanego holocau$tu, który jest wierzchołkiem spontanicznej rzezi żydów, powstrzymywać się masz od chichotów i będziesz mówić do siebie samego: „To jest olbrzymi kubeł pomyj zaczerpniętych wprost z chlewa. On nakazuje nam przełknąć to wszystko z wielką łatwością. Zauważ, jakże wartościowym jest mówić tak do Chrześcijan, tych gołębi, o gołębim sercu, skazanym na rwanie im piór na żywca (w dzieciństwie, u swego dziadka, on kradł mu je, a potem sprzedawał jako drób we francuskiej krainie Bresse). Czyż nie zasłużył on sobie na Legię Honorową, jaką Sarkozy-Mallah go udekorował, a także na żółty dywan, jaki rozwijają przed nim wszędzie na całym świecie, i na synagogi wypełnione po brzegi kapelusznikami, o tak zaiste, na honory i chwałę Sorbony zarobił sobie przy wsparciu profesora Edouarda Husson. Nagroda debilnego-żartu-i-sztuczek-poniżej-pasa Nobla należy się Ojcu Desbois”. Amen.

  1. W imię Pamięci, zawsze żądać będziesz coraz więcej pieniędzy i coraz więcej nowych wojowniczych wypraw krzyżowych przeciwko nowym Hitlerom, którzy są legionem wyposażonym w broń – z blachy ocynkowanej – masowego rażenia. Holocaustów żądać będziesz, tak zaiste, ofiar całopalenia Gojów. Powtarzaj za mną: „Potrzebujemy pieniędzy, jeszcze więcej pieniędzy.” Albo: „Im bardziej wyć będę, tym więcej dostanę, żebym się zamknął; im bardziej ryczeć będę i rzewnych łez wylewać, tym więcej mi dadzą, abym się uciszył; im głośniej będę zawodzić!” Albo: „Wojny, wojny zawsze i ciągle jeszcze więcej wojen! To jest dobre dla biznesu Shoah i Przemysłu holokau$tu”. Jehowa, po twoich modlitwach, zatrzyma bieg słońca wokół ziemi, aby ubój Gojów mógł trwać przez cały dzień. Jehowa zna swą mądrość. Jak piękna jest przyszłość, którą rozkazał dla nas!

Niech żyje obowiązkowe nauczanie o holokau$cie, począwszy od małych dzieci i ich „przypadku szkolnego Simone Weil!”. Niech żyje specjalna indoktrynacja żandarmów, policjantów, sędziów, żołnierzy, nauczycieli, dziennikarzy! Niech żyje namnażanie shoatycznych tablic na budynkach, na frontowych ścianach szkół, na pomnikach! Niech żyją pielgrzymki do Auschwitz pełne samolotów czarterowych i trenerów od shoaicznych nauk! Niech żyje szantaż, któremu uległo tak wiele instytucji, jak francuskie koleje państwowe, w tak wielu krajach, takich jak Szwajcaria! Najpierw chcieli stawiać opór, niektóre z nich poprosiły o uzasadnienie. I na koniec okazali za to żal i skruchę! Całkiem sprawiedliwą replikę otrzymali oni, że takie odruchy antysemickie mogą tylko pogorszyć ich sprawy, i że warto jednak niezwłocznie wykonać polecenia, bez gadania, i dać szantażystom tyle, ile zażądali. Oni oddali pokłon. Przygwożdżeni zapłacili co do grosza. A to oznacza tylko, że znowu do nich wrócimy w przyszłości i domagać się będziemy nadwyżki opłat „restytucyjnych, odszkodowań, rekompensat i kompensat”. I Niemcy, których rodzice nie narodzili się nawet w 1945 r. dadzą nam, przynajmniej do roku 2030, miliardy dla żydów, nawet tym, którzy jeszcze nawet nie przyszli na ten świat. „zażydzaj się albo giń”: to hasło musi dyktować wszystkie kierunki postępowania. Toć to tak szlachetny ideał, że warto mu poświęcić wszystko, a potem, gdy będą oni oddawać wszystko, wtedy ich rząd otrzyma rozkaz dawania, tak zaiste, dawania jeszcze więcej. A niektórzy z tych Gojów może pomyślą: „To niemożliwe: tak będzie – nie chyba nie? – zatrzymaj się wtedy na jeden dzień, bowiem posiądą oni prawdę – czyż nie? – uświadomić sobie, że oni zaszli już za daleko”. Ten dzień nadejdzie, gdy w swej mądrości ogarniemy, iż „zaszliśmy już dalej niż za daleko”. I przy pomocy naszej bezczelnej hucpy, tak zaiste, naszego niczym nie wzruszonego tupetu, musimy ogłupić Goja… Weź wtedy przykład Francji, gdzie, dzięki zrozumieniu tej kwestii przez Mr Guillaume Pepy, przewodniczącego SNCF, każdy podróżnik, który zapłacił cenę biletu kolejowego, dostarczył w ten sposób, nieświadomie, swej ofiary na rzecz najbogatszego barona Erica Rothschilda, akredytowanego opiekuna Pamięci Shoah. Amen.

  1. Takim oto sposobem, stać się możesz godnym tych z nas, którzy w roku 1900, odnaleźli recepturę na znoszenie przez kurę złotych jajek poprzez cudowne walnięcie obuchem mitu Sześciu Milionów. Najwyższy czas, aby ujawnić ten fakt: już od roku 1900, a może nawet jeszcze przed tym rokiem, niektórzy żydzi z Nowego Jorku posiedli, wraz z rabinem Stephenem Wisem, genialny pomysł kampanii reklamowej z niezmiennym i wysoce opłacalnym refrenem: „Dla naszych sześciu milionów braci umierających w Europie, dajcie, co możecie!” Robiąc specjalną kolumnę do drukowania takich ogłoszeń reklamowych, New York Times przez całe lata 1900-tne, 1910-te, 1920-te, 1930-te nieprzerwanie powtarzał ten refren. Początkowo krwiożerczymi złoczyńcami wyznaczonymi przez amerykańskich żydów byli Rosjanie, Ukraińcy, Carowie Rosji. W drugim etapie, złoczyńcami byli Polacy i ich generałowie. W trzecim etapie, w latach 30-tych, stali się nimi Niemcy i Hitler. A nieustanne przypływy pieniędzy nasycały przepływ karmienia propaganda, co z czasem przyniosło wspaniałe wymiary. Nienawiść do zabójców żyda rosła. Wielka krucjata przeciwko Hitlerowi zamajaczyła w świątobliwych głowach. Znowu jeden wysiłek propagandowy, jeszcze więcej pieniędzy na szerzenie wiary w demokrację, tak zaiste, również w demokrację radziecką, a oto w końcu w 1941 roku wybuchła nowa wojna, tym razem na całym świecie. I wiele widoków na wielki biznes już pojawiło się na horyzoncie.

Stany Zjednoczone musiały oczywiście odczuć potrzebę przyłączyć się do tańca z Wujkiem Joe. Amerykanie wysłali za obydwa oceany swych chłopców i ich latające fortece, aby dokonywać fosforyzowania cywilów, i atomizowania japońskich miast (i od tego momentu, w ostatnich czasach, wyszła jawna koncepcja leczenia różnych innych narodów w najbardziej demokratyczny sposób, to jest napalmem, Agent Orange, zubożonym uranem). A Święte Przymierze Roosevelta, Churchilla i Stalina namnożyło różnych wielce pobożnych i krwistoczerwonych kłamstw. Oto mamy rok 1945: wojna jest wygrana. Opadła kurtyna. I na rozprawie w Norymberdze objawia się ostateczne objawienie, coś, co będzie kulminacyjną sceną pokazu godnego Hollywood i Broadwayu: tym razem Six Million już „nie umierają w Europie”, ale owe 6 mln po prostu uznane zostaje za martwe, zabite, unicestwione. Mimo to, w jaki sposób przekonać sędziów z Norymbergi, aby uznali tę liczbę sześciu milionów żydów? Tę wstrząsającą liczbę, delegacja USA, której 75 % członków to żydzi (tak stwierdził Thomas J. Dodd, prokurator w Norymberdze w prywatnym liście z 2007 roku), naturalnie miała na uwadze, od zawsze. I zrządzeniem opatrzności rozwiązanie samo objawiło się poprzez postawienie przed sądem osoby niemieckiego więźnia, któremu grożono zesłaniem do obozu węgierskich komunistów, a który potem był nadal szantażowany. W ostatnich miesiącach wojny, ppłk Wilhelm Höttl, który miał być wykluczony z szeregów SS za malwersacje, wszedł w kontakt z aliantami. I został zabrany w ręce „amerykańskiego” zespołu w Norymberdze, który zaczął go rozpieszczać. I wykazał się on niezwykłą gorliwością. Pewnego pięknego dnia, 7 listopada 1945 r., podpisał oświadczenie stwierdzające, że jego kolega Eichmann powiedział mu w któryś inny piękny dzień w Budapeszcie, w sierpniu 1944 roku, że prawie na dziewięć miesięcy przed końcem wojny, już zgładzono dwa miliony żydów na Wschodzie, a cztery inne miliony w „obozach zagłady” (Vernichtungslagern). Słowa Höttla – ale niech to pozostanie między nami – to zwykły absurd: zawierają bowiem – znak rażącego fałszu – anachronizm, tak zaiste, bowiem „Vernichtungslagern” jest to tylko tłumaczenie amerykańskiego neologizmu „obozy zagłady”, pochodzącego z listopada 1944 roku.

W Jerozolimie, w 1961 roku, Eichmann, zapytany o to oświadczenie przez sędziego śledczego z izrahella, Avnera Lessa, miał odrzec, że jest to „miszmasz poplątanego bełkotu” (ein von Sammelsurium Durcheinander) wynaleziony przez Höttla, a Höttl z kolei, w 1987 roku w końcu sam przyznał, że nie wolno przywiązywać wagi do podobnego steku nonsensów: powiedział, że Eichmann mówił coś do niego pod wpływem pijaństwa, i czuł wobec Höttla rodzaj kompleksu niższości, który doprowadził go do wyolbrzymiania i podawania dowolnych danych liczbowych. Na całe szczęście, sędziowie w Norymberdze kontynuowali rozprawę, że nigdy nie pozwolono obronie zbadać zeznań Höttla, a na koniec, ci sędziowie poszli sobie tak dalece, aby orzec w ostatecznym wyroku, że Niemcy dopuścili się eksterminacji sześciu milionów żydów, tak jak zostało to dowiedzione … przez Eichmanna w własnej osobie! Dobry wierny, jakim jesteś, będzie zaszczycony uhonorować tysiące falsyfikatów popełnionych przez sędziów i historyków. Chwała niech im będzie dana. Bo bez nich cały gmach Wielkiego i Pobożnego kłamstwa „holocau$tu” mógłby się zawalić. Uczynisz to obowiązkiem swoim do końca dni twoich: zaiste, idąc wzorem i przykładem tych historyków i tych sędziów, za godne uznasz mówić to wszystko, robić to wszystko, wymyślać to wszystko, aby gmach naszego najdroższego i świętego „holocau$tu”, jaki już pękać zaczyna i drżeć w posadach, nie szczeznął na wieki. Jehowa dziękuję ci za to z góry; w przeciwnym razie, jak stoi w słowach Dawida, ukarze cię on „strzałami ostrymi potęgą, spali ciebie węglami jałowca”.

Może być azali i zaprawdę, że owo delirium kłamstwa i wierzeń jest jak łowienie pcheł. I co z tego?! Załóżmy się zatem o te pchły. Pozwól nam skazić nimi, dla celów teraźniejszości, sześć tysięcy milionów ludzi, oraz przyszłe pokolenia, wiele innych tysięcy milionów. Pozwól nam działać tak, abyśmy obdzierali skorupę ziemską ze skóry w ten sposób, aż do końca czasów. Amen.

Esej z 1 kwietnia 2011 r.

źródło:Robert Faurisson

Komentarze

komentarzy