NWO

Runda Doha – ostatnie starcie

NEOLIBERALNY PORZĄDEK MIĘDZYNARODOWY

Najbardziej spektakularną próbą zaprowadzenia po II wojnie światowej nowego porządku międzynarodowego było powołanie ONZ. Zrzeczenie się przez państwa prawa stosowania siły zbrojnej miało zapewnić trwały pokój i bezpieczeństwo międzynarodowe. Politycy, pomni niepowodzeń wcześniejszych prób gwarantowania pokoju poprzez system kontroli stosowania siły, równocześnie podjęli próbę zapewnienia pokoju przez integrację. Skoro drogą do pokojowego współistnienia nie okazała się równowaga sił, to uznano, że może prowadzi doń wzajemne porozumienie. W tym duchu rozpoczęto integrację w Europie, skutkiem czego było powołanie Unii Europejskiej. Funkcjonalne podejście do gospodarki jako spoiwa społeczności międzynarodowej, niezależnie od wymiernych korzyści zerwania z polityką protekcjonizmu okresu 20-lecia, przyjęto również na arenie globalnej.

Filarami międzynarodowej współpracy gospodarczej miały być polityka monetarna, finansowa i handel międzynarodowy. O ile w pierwszych dwóch obszarach stosunkowo szybko zaczęły funkcjonować tzw. instytucje Breton Woods (Międzynarodowy Bank Odbudowy i Rozwoju oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy), to ambicje koordynacji polityki handlowej rozwiały się wraz z klęską planu powołania Międzynarodowej Organizacji Handlu. Przyjęty prowizoryczne w 1947 r. Układ Ogólny w Sprawie Taryf Celnych i Handlu (GATT) musiał zatem wystarczyć jako platforma międzypaństwowego dialogu przez kolejne półwiecze, do momentu zastąpienia GATT przez Światową Organizację Handlu (WTO).

SYSTEM GATT-WTO

GATT stanowił jedynie wycinek ambitniejszego projektu, wymagającego dalszych prac. Wśród wad stanowiących konsekwencję nieplanowanego, długotrwałego stosowania GATT można wskazać zawężenie zakresu regulacji do handlu towarami, czy liczne możliwości stosowania wyłączeń. Mimo to w bipolarnym świecie zimnowojennym 23 państwa-sygnatariusze doceniły korzyści współpracy w kruchych strukturach GATT (nie będącego organizacją międzynarodową), który stał się ośrodkiem cyklicznych negocjacji handlowych. Próba przeniesienia na to forum konfliktów ideologicznych unicestwiłaby niestabilne forum.

47 lat funkcjonowania GATT to przede wszystkim historia rund negocjacyjnych, w trakcie których państwa dokonywały wzajemnych ustępstw handlowych, kładąc fundamenty multilateralnego systemu handlowego. Efektem tylko pierwszej rundy negocjacyjnej było 45000 ustępstw celnych o wartości obejmujących obrót wartości 10 mld dolarów, czyli ok. 1/5 ówczesnego handlu światowego. Łącznie z Rundą Urugwajską (jej zwieńczeniem było powołanie przez WTO), odbyło osiem rundy negocjacyjnych. Początkowo negocjacje koncentrowały się przede wszystkim na kwestii ograniczania ceł. Z czasem podjęto inne tematy takie jak ograniczenia pozataryfowe, praktyki dumpingowe, czy specjalne traktowanie państw rozwijających się. Począwszy od lat 60. nie tylko rozszerzono zakres tematyczny, ale raptownie rosnąć zaczęła liczba negocjujących. O ile w pierwszej rundzie uczestniczyły 23 państwa, to 15 lat później negocjowało już przeszło 60. W latach 70. liczba ta przekroczyło 100 a w 1994 r. WTO powołało 123 założycieli. Wzrost zainteresowania GATT częściowo stanowił pochodną korzyści płynących z liberalizacji handlu, a po części był konsekwencją postępującej dekolonizacji i dywersyfikacji świata (w tym samym okresie grupa 51 założycieli ONZ w latach 60. przekroczyła 100, w kolejnej dekadzie 150, a obecnie wynosi 192). Wraz ze zwiększającą się liczbą uczestników negocjacji zróżnicowaniu uległy reprezentowane interesy.

Zaprawione w negocjacjach państwa wysoko uprzemysłowione początkowo prowadziły negocjacje zgodnie z własnymi interesami m.in. zastrzegając możliwość ochrony własnych rynków rolnych przed konkurencją ze strony państw rozwijających się, uniemożliwiając tym ostatnim wykorzystanie często jedynego potencjału rozwoju, jakim jest tamtejsza tania siła robocza i lepsze warunki klimatyczne. Jednocześnie znacząco obniżono cła na towary wysoko przetworzone, zapewniając głównie amerykańskim i europejskim producentom dostęp do rynków i uniemożliwiając rozwój konkurencyjnego przemysłu lokalnego. Kolejnym sukcesem negocjacyjnym państw rozwiniętych było wymuszenie na państwach rozwijających się poszanowania praw własności intelektualnej, czego efektem było m.in. pozbawienie milionów chorych w państwach trzeciego świata dostępu do tańszych leków generycznych. Powyższe aspekty globalizacji wzbudziły narastające oburzenie ze strony państw rozwijających się, które czuły się oszukane. Przejawem rozczarowania takim kierunkiem globalizacji były choćby rozruchy w Seattle, które w 1999 roku uniemożliwiły rozpoczęcie handlowej Rundy Milenijnej.

RUNDA ROZWOJOWA DOHA

W obliczu niezadowolenia państw rozwijających się z zasad rządzących handlem międzynarodowym, atmosfery niepewności i utrudnień w handlu po zamachach 11 września, rozpoczętą w 2001 r. Rundę Negocjacji Doha zatytułowano Rundą Rozwojową. Miała ona umożliwić wypracowanie zasad bardziej przyjaznych dla państw rozwijających się. Pierwotnie zakładano zakończenie Rundy po dwóch konferencjach ministerialnych w 2005 roku.

Założenia porozumienia końcowego miały zostać przyjęte podczas konferencji w Cancún w 2003 roku. W przedłożonej w przededniu konferencji propozycji USA i UE ograniczenia subsydiów do rolnictwa (wynoszących wówczas 300 mld USD rocznie, wobec 50 mld USD przeznaczanych na pomoc rozwojową) i zwiększenia dostępu towarów rolnych do rynku brak było jednak konkretów. Ku zaskoczeniu wielu państwa rozwijające się po raz pierwszy stworzyły jednak wspólny front negocjacyjny. W braku porozumienia w „starych” kwestiach Grupa 70 państw rozwijających się – oraz sformowana naprędce Grupa państw producentów bawełny – nie wyraziły zgody na rozszerzenie negocjacji na nowe obszary, tzw. kwestie singapurskie (bezpośrednie inwestycje zagraniczne, reguły konkurencji, zamówienia publicznych i ułatwienia handlowe). Zablokowanie rozmów w jednej sprawie nie ograniczało się jednak do danej kwestii, ponieważ negocjacje prowadzone są według formuły „wszystko albo nic”.

Kolejne lata to negocjacyjna „kolejka górska” – okresy nadziei na zakończenie rundy przeplatane ze zrywaniem pertraktacji – a datę zakończenia Rundy kolejne razy przekładano. Od 2008 roku dyrektor generalny WTO Pascal Lamy wielokrotnie zapowiadał zamknięcie Rundy w nadchodzących miesiącach.

TEST 201 ROKU I NOWY ŁAD ŚWIATOWY

W tym roku minie 10 lat od momentu rozpoczęcia Rundy Rozwojowej. Jednak nie tylko niechlubna rocznica negocjacji pozwala wierzyć w długo oczekiwany koniec rozmów. Od początku tego roku składane są kolejne oświadczenia, w tym ze strony UE i USA, że 2011 rok stanowi ostatnią szansę na zakończenie Rundy (ze względu na kalendarz polityczny w poszczególnych państwach oznacza to de facto wypracowanie kompromisu do połowy roku). Wobec braku wyraźnych sygnałów o woli rezygnacji z subsydiów do rolnictwa i zniesienia istotnej części ograniczeń dostępu do rynku unijnego dla towarów rolnych, rodzi się pytanie, co miałoby przemawiać na rzecz przełomu w negocjacjach.

Być może twórczą destrukcję zainicjuje dogasający kryzys finansowy. Paraliż dotychczasowych negocjacji był w znacznym stopniu pochodną sytuacji krajowej państw członkowskich UE i USA, gdzie brak było politycznej przeciwwagi dla obrońców rodzimych rynków rolnych, mimo postępującej urbanizacji we wszystkich państwach wspierających nieefektywne rynki rolne (we Francji, będącej jednym z najgorętszych przeciwników otwarcia rynków na konkurencję z państwa rozwijających się, współczynnik urbanizacji to ok. 77%). Dopóki Europa i Stany Zjednoczone żyły w przeświadczeniu o własnej przewadze gospodarczej bajońskie sumy wydawane na finansowanie rodzimego rolnictwa uzasadniano ochroną tradycji kulturowych. Niedawne załamanie gospodarcze zachwiało jednak dobrym samopoczuciem, co miało dwojakie skutki w polityce wewnętrznej i zagranicznej.

Po pierwsze w polityce krajowej okazało się, że nadchodzi czas niezbędnych reform dla wprowadzenia większej dyscypliny finansowej. Burzliwy przebieg debaty nad koniecznością poczynienia daleko posuniętych oszczędności w Grecji i Irlandii, czy przykład planów przebudowy systemów emerytalnych w Polsce i związane z nią wielotygodniowe strajki we Francji, pokazują, jak wielki sprzeciw budzą reformy. Skoro jednak politycy kolejnych państw, najmniej zainteresowani niepopularnymi cięciami, podejmują takie kroki, świadczy to dobitnie o ich niezbędności. W sytuacji w której wszyscy będą zmuszeni do oszczędzania, może się okazać, że brak zgody na utrzymanie przysługujących nielicznym przywilejów. Warto w tym kontekście zauważyć, że zarówno nowa polityka handlowa UE, jak i zaproponowany niedawno przez Francję i Niemcy pakt na rzecz konkurencyjności jednoznacznie wskazują, że dla zachowania dotychczasowych wysokich standardów życia niezbędna jest rywalizacja z wychodzącymi z kryzysu znacznie dynamiczniej gospodarkami państw rozwijających się. Zwrócenie uwagi opinii publicznej na kwestie konkurencji rynkowej może doprowadzić do zmiany rozkładu sił politycznych.

Dalej należy zakładać, że zmuszeni do przeprowadzenia kosztownych politycznie reform przywódcy szukać będą innych możliwości gromadzenia kapitału poparcia niezbędnego do przedłużenia okresu sprawowania rządów. Spektakularny sukces jakim byłoby zakończenie żmudnych dziesięcioletnich negocjacji (prowadzonych przez politycznych poprzedników, wywodzących się zazwyczaj z opozycyjnych ugrupowań) byłby w tej sytuacji nie do przecenienia. Znowu ostatnie miesiące pozwalają odczuć powiew nowych trendów. Francuska prezydencja G20 (mająca jednocześnie stanowić odskocznię dla krajowych wyborów prezydenckich) za priorytet obrała przebudowę zasad międzynarodowej współpracy gospodarczej, akcentując konieczność zaprowadzenia bardziej sprawiedliwego ładu międzynarodowego. Interesy wielohektarowych właścicieli rolnych przeciwstawiono zatem krzywdom ofiar globalizacji. Również w USA Prezydent Obama, po początkowym okresie lekceważenia wobec WTO, po trudnych bojach m.in. w sprawie reformy ubezpieczeń zdrowotnych wykazuje rosnące zainteresowanie polityką zagraniczną, w tym negocjacjami handlowymi.

Po drugie kryzys uświadomił zachodnim społeczeństwom konieczność współpracy dla własnego dobra. Jak dotąd jedną z osi konfliktów negocjacyjnych były relacje UE ze Stanami Zjednoczonymi. Mozolna walka z kryzysem, wobec prężnego rozwoju krajów Azji i Ameryki Łacińskiej, roztrzaskały jednak przekonanie wielu o gospodarczej supremacji. Powrót do amerykańsko-europejskiego dialogu okazuje się zaskakująco szybki. Konieczność współpracy dla ochrony konkurencyjności może przeważyć nad dawnymi różnicami interesów.

Wreszcie obietnice zakończenia rozmów i groźby „ostatniej szansy” dyrektora generalnego WTO Lamy’ego uległy dewaluacji. Spodziewano się, że w razie klęski rundy negocjacyjnej dotychczasowy multilateralny ład międzynarodowy zostanie zastąpiony mozaiką dwustronnych umów handlowych, co samo w sobie nie stanowiło wystarczającej zachęty dla ochrony tego porządku. Również tu kryzys może stać się katalizatorem niezbędnych przemian. Jak dotąd brak powszechnie akceptowanej alternatywny dla neoliberalnego ładu międzynarodowego. Z kolei przed powrotem kryzysu o równie wielkiej skali obecnie uchronić może tylko szeroka współpraca międzynarodowa. W wielobiegunowym świecie o tę bardzo trudno. Jednak i tym razem brak innych możliwości. Wiadomo już że dawny porządek ma się ku schyłkowi, zatem niezbędnym jest wypracowanie porozumienia, zanim zniechęcone 10 letnim złym traktowaniem nowe potęgi gospodarcze okopią się na swoich stanowiskach. Oby się zatem nie okazało, że 2011 był ostatnią niewykorzystaną szansą na ratowanie systemu multioplarnego. Należy zatem mieć nadzieję, że niedawne amerykańsko-brazylijskie rozmowy o wspólnym podejściu do kwestii międzynarodowych przepływów kapitału (różnym od stanowiska Chin) to zapowiedź zakończenia drugiego rozdzierającego WTO konfliktu na linii Północ-Południe.

Autor: dr Marcin Menkes (analityk z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych)
Źródło: Le Monde diplomatique

Komentarze

komentarzy