gender1

Filozofia gender – prawdziwe znaczenie

Od pewnego czasu mass-media, szczególnie te ogólnokrajowe i wysokonakładowe, zaśmiecają umysły swoich czytelników nowym wynalazkiem pseudointelektualistów, jakim jest pojęcie gender. Wiadomo, że każde kłamstwo powtarzane 1000 razy, będzie uchodziło za prawdę. W każdym bądź razie, tzw. milcząca większość oswoi się z tym pojęciem i nie będzie sobie zawracała głowy. Ludzie zawsze reagują „ostrożnie” na nowości. Jak czegoś nie znają, to chowają się w skorupie jak ślimak. Gdy jednak się oswoją z tym pojęciem i zobaczą, że to nie gryzie, co najwyżej przyjmą to jako kolejny DOPUST Boży.

Wprowadzanie nowych pojęć powinno zawsze zwrócić uwagę rozumnego PT Czytelnika w kontekście: w jakim celu wprowadza się owo pojęcie do słownictwa i kto je wprowadza. Może zacznijmy od końca. Dziwnym losu zrządzeniem pojęcie gender znajduje największe zainteresowanie w mediach i wśród rozmaitej maści intelektualistów, uchodzących za związanych z Kościołem Katolickim. Budzi to już zdziwienie, ponieważ drugie postawione przez mnie pytanie wskazuje, że zupełnie inna część sceny życia społecznego czerpie korzyści z tego pseudofilozoficznego bełkotu.

Wracając do historii, to w Polsce mamy wyjątkowo trudną sytuację, ponieważ z powodu oporu wszelkiej maści uczelni, nie dokonano dekomunizacji i lustracji w szkolnictwie i oświacie. Pośrednio świadczy to o stopniu penetracji służb. Przypomnę, że tylko w pierwszym roku stanu wojennego gensek Jaruzelski alias Margules, alias Słucki etc. rozdał ponad 1320 nominacji profesorskich. Widzieliśmy ten rozkwit nauki w owym okresie. W tej sytuacji nie mamy pojęcia, co się za czym/kim kryje. Przypomnę, że największy opór przeciwko lustracji obserwowano na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a zdawałoby się, że tam lustracja powinna być przeprowadzona w ciągu 24 godzin. Przecież to był katolicki uniwersytet, na którym nie powinno być agentów i szpicli, lub jak kto woli, „honorowych korespondentów”. Sprawę wyjaśnił IPN, ujawniając, że nie tylko duchowym kierownikiem tego regionu był agent UB biskup Życiński, o pseudonimie „Filozof”. Podobnie wygląda sprawa Uniwersytetu Kardynała Wyszyńskiego. Wiadomo, że w Warszawce brylowali agenci w rodzaju biskupa Dąbrowskiego alias Ignacy. O pozostałych uczelniach nie będę wspominał, wyraźnie było gorzej. Summa summarum lustracja nie została przeprowadzona. Stawiam więc tezę, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że każdy ksiądz występujący często z różnymi rewelacjami w mass-mediach, szczególnie prywatnych, ma odpowiednią teczkę i po prostu realizuje z góry zatwierdzone plany.

Teza druga dotyczy tego, również z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że większość stron internetowych, zawierających rozmaitego rodzaju wypociny na temat gender, prowadzona jest albo przez służbowych pracowników albo intelektualnych eunuchów. Jeżeli bowiem tworzy się nowe pojęcia, to muszą one mieć cel. Nie tworzy się pojęć nowych, jeżeli stare wyjaśniają wszelkie zjawiska otaczającego nas świata. Żeby wyjaśnić w języku praktycznym, o co chodzi z tym całym gender, muszę się cofnąć w czasie. Nieco ponad 100 lat temu, nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, powstał ruch feministyczny. Oczywiście hasła, jak to zwykle bywa, były rewelacyjne: równość kobiet, równouprawnienie, prawa zawodowe, kariera kobiet i podobne bzdury. Obecnie możemy spokojnie obserwować, jakie to kariery przeciętnej kobiecie stworzył ruch feministyczny i te wszystkie organizacje i partyjki feministek. A to siedzenie od ośmiu do dwunastu godzin za kasą supermarketu, a to podbijanie stempli na poczcie, a to przekładanie papierów we wszelkiej maści urzędach. Jeżeli to ma być kariera, to gratuluję białogłowym pomyślunku.

Przez ok. 2000 lat historii najnowszej, kobiety zajmowały się prowadzeniem domu, gospodarstwa, wychowywaniem dzieci. Obecnie udowodniono, że dzieci wychowywane w domach, a nie kołchozach, czy to państwowych, czy prywatnych, są bardziej inteligentne, obdarzone większą empatią, no i co tu dużo mówić, mniej chorują, są zadbane, szczęśliwsze. Otóż stwarzanie „karier” dla kobiet, w pierwszym rzędzie wprowadziło je do szkół. Były to bowiem najtańsze miejsca pracy.I obecnie kobieta – najemnik może uczyć dzieci, a kobieta matka nie. Logiczne?

W dawnych pensjach dla dziewcząt uczono prowadzenia gospodarstwa domowego, czyli jak prowadzić budżet rodzinny, co można kupić, a z czego należy rezygnować i to w taki sposób, aby nikt w rodzinie nie czuł się pokrzywdzony. Kobiety uczono prowadzenia folwarku, sklepu itd. Były kobiety, które prowadziły i kierowały majątkami wielkości połowy województwa i to bez pomocy 1000 urzędników, jakich dzisiaj potrzebuje wojewoda. O ile to było tańsze? Kobiety, w związku z tym, że mąż bywał na wojnach przez kilka lat, musiały prowadzić nie tylko dom, ale całe gospodarstwa, hodowle itd. Więc pomimo, że nie było „równouprawnienia”, było wspaniale równo. Jak widać z historii, kobiety wcale nie czuły się uciskane. Miało to jednak istotną wadę dla banksterów. Nie kupowały byle czego i umiały liczyć. Tworzone ruchy feministyczne pojawiły się nagle i nie zadawano pytań podstawowych: kto finansuje te wszelkiej maści transparenty, dlaczego prasa na pierwszych stronach o tym pisze? I czyje były gazety? Otóż jest podstawowa różnica w podejściu do zakupów kobiet i mężczyzn. Facet kupi sobie nowe spodnie, jak stare mu się rozpadają. A kobieta kupi wszystko, co jej zabłyśnie w oczach. Już sto lat temu chyba Zula Pogorzelska śpiewała: „A ja nie mam co na siebie włożyć” itd… Na tej podstawie bankierzy doszli do wniosku, że jedynym sposobem wzrostu sprzedaży nikomu niepotrzebnych śmieci jest spowodowanie wzrostu liczby kupujących. Był problem z facetami, którzy nie byli skorzy do wydawania ciężko zarobionych pieniędzy na bzdury. Badania psychologiczne i zastosowanie komputerów w latach 1948-52 udowodniły, że stosunkowo łatwo można przekonać kobiety do zwiększenia zakupów. Musimy cały czas pamiętać, że banki nie mają pieniędzy, ale je tworzą z sufitu. Drukują kartki, a my wierzymy, że posiadają one wartość. Natomiast banksterzy żądają od nas już prawdziwych pieniędzy. Czyli pożyczasz 100 złotych, a musisz oddać np. 120 zł. I te 20 złotych są już prawdziwym pieniądzem wypracowanym przez Ciebie, Szanowny Czytelniku. CO ROBI BANKSTER? Kupuje za twoje pieniądze prawdziwe dobra, to jest ziemię, kopalnię, fabryki. I koło się zamyka. Aby cały ten interes się kręcił zatrudnia się specjalistów od propagandy, zwanych humanistami, tj. politologów, socjologów kobietologów… Nie, nie, kobietolodzy, to dopiero będzie.

Potem to już było proste, odpowiednio finansowane przez baksterów grupy przodujących i nowoczesnych kobiet, szeroko nagłaśniane przez media, narzucały styl życia. Zmiany edukacji dzieci i młodzieży, wprowadzenie przymusu szkolnego, czyli indoktrynacji totalnej, prowadzonej poprawnie politycznie, dopełniło reszty. Sprawa ta była i jest na rękę zarówno bankom jak i wybranym przez nich aktorom, zwanym politykami. To dzięki tym ludziom z pierwszych stron gazet powstają najbzdurniejsze przepisy prawne, gwarantujące zysk. Vide ustawa sejmowa o chorobach zakaźnych sprzed roku. Wprowadzenie VAT-u właśnie temu celowi służyło. Bank zwiększa obroty, a politycy mają więcej do podziału. Proszę zauważyć, że ŻADNA ORGANIZACJA KOBIECA NIE DBA O ZDROWIE SWOICH CZŁONKIŃ. Przykład pierwszy lepszy – podpaski, zwane higienicznymi. W celu potaniania produkcji, zamiast z długiej nitki bawełnianej, obecnie robi się je z tworzywa sztucznego. Tworzywo to zwiększa powierzchnię wchłaniania, ale się kruszy. Czy spotkałyście się, Szanowne Czytelniczki, z tym, by jakakolwiek Pani Dochtor ostrzegła was, że to jest szkodliwe dla waszego zdrowia? Proszę spojrzeć tylko na ostatnie 15 lat. Mamy panią Marszałek – dochtor, która przekopuje ziemię na metr głębokości, mamy panią wicemarszałek, też walcząca feministka – o płody dla przemysłu, czy chociaż jeden raz w czasie zasiadania w sejmie poruszyły one sprawę jakości zdrowia kobiet, zatruwanych nie tylko podpaskami (dezodoranty, kremy, szminki etc.)? A przecież, żeby to sztuczne włókno było białe, jest przepuszczane przez silny wybielacz, jakim jest chlor. Jak toksyczny to jest gaz, mówić nie trzeba. Nie da się chloru całkowicie wypłukać z podpaski.

Zróbmy więc prosty eksperyment, włóżmy na 3-4 godziny taką podpaskę do słoika z ciepłą wodą. Już po godzinie woda staje się mleczna. To znaczy, że te igiełki wydostały się z opakowania. W warunkach naturalnych wbijają się one w wasze słodkie ciałka warg sromowych. Oczywiście takie mikro rany, podrażnione chlorem, powodują stany zapalne, dyskomfort, a nawet częste zapalenia dróg rodnych i moczowych. Czy jakakolwiek pani dochtor zwracała wam uwagę, żeby nie używać tych podpasek, że zdrowsza jest zwykła wata? A przecież większość z pośród nich, to kobiety robiące kariery. Jeżeli mi nie wierzycie, Szanowne Panie, to włóżcie sobie do ust taką podpaskę i potrzymajcie parę pacierzy. Zobaczycie jak długo będziecie wypluwały to świństwo. A przecież śluzówka warg jest podobna. Aby to sprawdzić, nie trzeba mieć wyższego wykształcenia. Niestety, każdy dobry okres ma swój koniec. Przekabacenie kobiet w maszynki do zakupów doprowadziło do istotnego zwiększenia sprzedaży. Proszę przejść się po supermarkecie, 80% powierzchni wystawowej jest przeznaczonej dla kobiet. Dla facetów, tylko jakieś tam stoiska. Ale, po 60-70 latach takiego prania mózgów, rynek się wysycił. Nawet najbardziej łapczywe kobitki, z różnych względów, nie kupią więcej. To co trzeba zrobić? No oczywiście wychować nowe pokolenia babochłopów i ustawić je „na zakupy”. Stąd już w przedszkolu feministki owe ubierają przysłowiowego Jacusia w peruki, czy spódniczki. Wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Już od kilku lat w magazynach dla panów pojawia się cała seria reklam, zachęcająca do kupna gadżetów nikomu do niczego niepotrzebnych. To jest przygotowanie. Dlatego powstają takie głupiutkie filmy, przedstawiające panów, jako manekiny wystawowe. Trzeba ludzi przyzwyczaić. Opisała te zmiany bardzo dobrze p. Iza Falzmann.

I teraz chyba staje się zrozumiałe, dlaczego niektórzy słudzy Kościoła zajmują się rozpowszechnianiem tego szajsu intelektualnego, zwanego gender. Od sługi Kościoła społeczeństwo szybciej to przyjmie. A jak się przyzwyczai do pojęcia, to reszta pójdzie łatwo. Mamy doświadczenie. Przećwiczyliśmy ten numer na babach przed laty, och przepraszam, na nowoczesnych kobietach, zwanych feministkami. Tylko dlaczego są one takie smutne, zapracowane i bez chęci do życia?

Autor: dr Jerzy Jaśkowski

Komentarze

komentarzy