wybory-parlamentarne-2011

To nie ja mam udowodnić fałszerstwa, tylko WY macie mi udowodnić, że wybory były uczciwe

Zaufanie. Jeśli chodzi o złożone struktury społeczne słowo – klucz. Wymieniając się kolorowymi papierkami w pracy, w sklepie, u rzemieślnika, wierzymy w to, że banki, które je produkują gwarantują nam ich wartość, bo przecież same w sobie wartość przedstawiają wielkiej wartości. Nie jest to zaufanie absolutne, ale jakieś jest. Płacąc podatki wierzymy (choć jest to zaufanie jeszcze mniej absolutne), że państwo przynajmniej większą część tych podatków zagospodaruje efektywnie i dla naszego dobra (ja wiem jak to brzmi, ale skoro ciągle te podatki płacimy i jeszcze nie palimy urzędów skarbowych, to przecież nie tylko ze strachu). Mimo wszystko jakoś wierzymy w to, że policja złapie złodzieja, lekarz nas wyleczy, a a fryzjer nie poderżnie gardła. Wierzymy również w to, że co jak co, ale proces wyborczy w XXI wieku, po „25 latach wolności”, w środku średniej wielkości europejskiego państwa, jest uczciwy, że jest prawdziwym odbiciem woli narodu.

A ściślej rzecz biorąc wierzyliśmy. Ci którzy wnikliwie przyglądali się scenie politycznej, od dawna mieli wątpliwości, większość mogła zobaczyć na czym to polega w ostatnim, czarnym dla polskiej demokracji, tygodniu. Oczywiście są też tacy, którzy nie dostrzegą tego nigdy. Beneficjenci systemu fasadowej demokracji, ich poplecznicy i zwykłe umysłowe ciemięgi. Kto jednak był w stanie zrozumieć co się wokół niego dzieje, ten w ostatnim tygodniu zrozumiał. Ta demokracja jest tylko potiomkinowską wioską, za którą kryją się te same mechanizmy co w PRL, może tylko ładniej upudrowane i otoczone delikatną błękitną poświatą rzekomo światowego blichtru.

I to pudrowane buractwo mówi do mnie tak: „Jakie sfałszowane wybory? Udowodnij!”. W tym żądaniu kryje się jednak głęboka manipulacja, ponieważ w normalnym państwie, to nie obywatel ma być zmuszany do udowadniania czegokolwiek władzy, tylko władza stara się działać tak, żeby zaufania obywatela nie tracić, ponieważ zaufanie obywatela, jako jej suwerena jest jej potrzebne do działania. Naszej władzy jednak nie obywatel jest suwerenem (kto? nie mam pojęcia), W związku z czym traktuje ona obywatela wyłącznie jako swojego fornala, który ma dostarczać kasy w formie podatków i nie sprawiać kłopotów zajętej równaniem do wielkiego świata władzy. Takiemu uprzedmiotowionemu obywatelowi mówi się byle co, np. „Niewiarygodne śledztwo smoleńskie? Udowodnij!”, „Kradniemy ci kasę dla twojego dobra głupi fornalu”, „Będziesz teraz więcej pracował i morda w kubeł”, „Sfałszowane wybory? Udowodnij, albo zamknij swoją fornalską twarz”. Mówiąc to doskonale sobie zdają sprawę z tego, że mając miażdżącą przewagę instytucjonalną, sami są  stanie udowodnić i utrwalić w powszechnej świadomości, że ziemia jest płaska, słońce wschodzi na zachodzie, z kranów leci wódka a kiełbasa rośnie na dębach wolności. Czyż nie robią tego codziennie?

Mam tylko jedną prośbę. Ode mnie wara. Ja waszym fornalem nie jestem i niczego nie będę wam udowadniał. Straciliście moje zaufanie i nie odzyskacie go ani za pomocą ciskania we mnie Bronkiem i jego „odmętami szaleństwa”, ani za pomocą chamskich uwag Rzeplińskiego, ani nawet wielkopańskiego naburmuszenia Stasińskiego. Ja te sztuczki mam gdzieś. Mówicie, że chcecie stabilizacji? I, że ja jestem dla niej zagrożeniem? To również mam gdzieś, ale możemy się dogadać.

Ja wam dam stabilizację, a wy wiarygodne wybory.

Stoi?

Nie?

To won !

 

 

 

 

Komentarze

komentarzy