ea60166bf70c4a8eac4e81bf15b7158d

Pejzaż drwiny. Moje pokolenie i ja nie zasłużyliśmy na świat półgłówków

Istnieje drwina niewypowiedziana, nie artykułowana do mikrofonów, ale bolesna. Była od zawsze i od zawsze była upokarzająca.

Kiedyś pojmanej księżniczce kazano całować pod ogonem wieprza, ale wówczas gdy się wypróżniał, ubecy z dobrego chowu komunistycznego przesłuchiwali żołnierzy z AK przebranych w mundury SS, we wszystkich nacjach nagość była szczególnym upokorzeniem. Uwielbiali to Niemcy (a nie jacyś naziści-kosmici), stosowali to Rosjanie (będący nadal w dużej części bolszewikami). Ale to była drwina bezpośrednia, fizyczna i prosta.

A dzisiaj?

Dzisiaj czuję się wyśmiany, wyszydzony i upokorzony samym faktem, że jeszcze śmie się pokazywać publicznie Kwaśniewski, Komorowski czy Wałęsa (kapuś transformacji). Ich obecność wyzwala we odruch przeciwny do trawienia. Nie trawię! Nie jestem w stanie dłużej znieść widoku Schetyny. Facet z takim IQ nigdzie nie zrobiłby takiej kariery jak tu. No cóż, jest odbiciem swoich kolesiów. Czuję się oblany fekaliami gdy w TV pokazuje się podstarzałego bigbitowca w roli przywódcy narodu skupionego wokół FJN czyli KOD. Przecież to żulik i cwaniaczek. Z twarzy i gęby wylewa mu się miałkość i ćwierć inteligencja. Przypomina mi ślad po wędrówce ślimaka.

Drwiną jest Petru. Za chwilę będzie to nazwa jednostki chorobowej. Przy tym człowieku Nikodem Dyzma musiałby mieć tytuł profesorski. Tak szeroko zakrojonej ignorancji i nieuctwa dotąd na tym szczeblu chyba nie mieliśmy. Ale to nie koniec. Za Petru poszły „obejmowć uzendy” jakieś dziwne niewiasty. Dla mnie kpiną jest każda z nich, ale w sposób szczególny pani Scheuring-Wielgus. Podwójne nazwisko wszak nobilituje. To niewiasta z grupy tych, o których młodzież mówi „lansiara”. Tak naprawdę nic nie wie, co udowodnili jej onegdaj Andrzej Zybertowicz i Kornel Morawiecki w programie „Kawa na ławę”. Nie dostrzegam też jej kompetencji. Jakichkolwiek. Przypomina wyemancypowane, zakompleksione kobiety z filmów czechosłowackich albo enerdowskich. A tak naprawdę to lewacka karierowiczka z ogromnym parciem na szkło. Chyba tylko aparycja nie pozwala jej tańczyć przy rurze.

Mógłbym tak dalej i dalej. I mam świadomość, że polałem jadem. Ale moja cierpliwość, a nie jestem tu sam, ma swoje granice. Od ponad trzydziestu lat jestem nauczycielem akademickim, napisałem ponad dwadzieścia książek, wypromowałem bodaj trzy setki magistrów, piętnastu doktorów. Całe dotychczasowe życie pracowałem najuczciwiej jak umiałem, nie oszczędzałem się. I w imię czego mam teraz znosić taką drwinę? Moje pokolenie i ja nie zasłużyliśmy na takie upokorzenie, na świat półgłówków.

autor: Aleksander Nalaskowski

Komentarze

komentarzy