mid-epa05387534.ashx

Narody na celowniku Brukseli. Czeka nas „odnowa moralna UE” po niemiecku

Po historycznym referendum, w którym Brytyjczycy zadecydowali o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, można było się spodziewać, że decyzja Wyspiarzy będzie jak zimny prysznic dla brukselskich biurokratów. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że kurs na jeszcze większą integrację, będzie jeszcze mocniejszy. Świadczą o tym wypowiedzi „szefów” Unii Europejskiej, m.in. Junckera, Schulza, Tuska, czy w końcu Angeli Merkel.

W komentarzu dla portalu wPolityce.pl Adama Sosnowskiego pt. „Niemieccy politycy przedstawili szokujący plan nowej Europy: rząd europejski, przyjmowanie uchodźców i koniec państw narodowych” autor zwraca uwagę, że Brexit podziałał na niemieckich polityków na czerwona płachta na Byka.

„Najwyżsi rangą politycy UE tymczasem wydają się mocno obrażeni, że może istnieć naród (już to samo w sobie im przeszkadza), który nie chce wszechobecnych, lewackich regulacji unijnych, ani nie pochwala wymuszonej przez kanclerz Angelę Merkel „Willkommenskultur”. Przewodniczący Komisji Jean-Claude Juncker zapytany na konferencji prasowej, czy Brexit oznacza równocześnie koniec UE szczeknął tylko jedno słówko do mikrofonu: „Nie!” I opuścił salę” – piszę Sosnowski.

Liczni komentatorzy analizując reakcje czołowych europejskich mówili o niesamowitej bucie i arogancji. Na lidera pośród „najbardziej obrażonych” bez dwóch zdań wysunął się Martin Schulz.

„Schulz przekornie stwierdził, że jego „Brexit w ogóle nie zaskoczył. Od tygodni przygotowywaliśmy się na to.” I ze swoją zwyczajną butą oraz arogancją dodał, iż „z pewnością nie będzie żadnej reakcji łańcuchowej”, gdyż wyjście z UE jest „przecież bardzo niebezpieczną drogą”. Szefowie Unii zdają się w ogóle nie rozumieć, że dostali czerwoną kartkę, a ta oznacza opuszczenie boiska. Dla nich winne są „narody”. Tymczasem to Juncker, Schulz i Tusk przejdą do historii jako ci, którzy rozłożyli Unię Europejską na łopatki. I nie chodzi tutaj tylko o Brexit, ale także o totalną bezradność połączoną z zaślepieniem ideologicznym w sprawie uchodźców czy np. kryzys finansowy w Grecji” – podkreśla Sosnowski.

Sosnowski w swoim komentarzu zwraca uwagę na szalony plan, który opracowali wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel wspólnie z Martinem Schulzem mający być remedium na wszelkie bolączki Unii Europejskiej.

„Wspomniany już wicekanclerz Niemiec Sigmar Gabriel wspólnie z Martinem Schulzem na prędko opracowali i przedstawili dzisiaj „Plan 10 punktów”, który prezentują jako antidotum na Brexit. Słowem kluczem w planie niemieckich polityków jest transnarodowość. Z całego opracowania bije bowiem myśl, że należy raz na zawsze skończyć z państwem narodowym oraz zastąpić jego instytucje sterowaniem centralnym z Brukseli (czytaj: z Berlina). Schulz i Gabriel twierdzą, że to przez państwa narodowe (sic!) dzisiaj na naszym kontynencie jest tak niebezpiecznie. Postulują, że „trzeba zakończyć to skupianie się na małych, pojedynczych państwach.” I dodają: „W średniej perspektywie czasu doprowadzi to do utworzenia europejskiego FBI.” – czytamy na portalu wPolityce.pl.

Obok słowa „Brexit”, drugim najpopularniejszym słowem wydaje się być „wspólnota” i „integracja”, a także przymiotniki „więcej” i… „więcej”. Zauważa to w swoim tekście Sosnowski:

„Podobnie dwaj panowie domagają się „wspólnej, europejskiej polityki społecznej”, a także „jednego głosu Europy w sprawach międzynarodowych”. Mówią wręcz o tym, aby „uwspólnotowić” (piękny przykład nowomowy) europejską polityką zewnętrzną. Chodzi więc o to, aby także tę prerogatywę zabrać poszczególnym państwom członkowskim. I oczywiście w tekście programowym znalazł się także postulat „prawdziwego, europejskiego rządu.” Jak widać niemieccy politycy brną na całego w bagnie ideologii, która spotyka się z coraz bardziej masowym protestem” – pisze Sosnowski.

Wczytując się w biurokratyczno-brukselską narrację można odnieść wrażenie, że Brexit był jednak na rękę wszystkim entuzjastom coraz większej integracji europejskiej.

„Wielka Brytania torpedowała jak dotąd każdą próbę po wołania do życia samodzielnej armii UE i skutecznych misji wojskowych bez udziału NATO. Bez brytyjskich hamulcowych stratedzy UE mogliby się tylko cieszyć” — napisał Bernd Riegert, korespondent DW w Brukseli, o czym czytamy w artykule Sławomira Sieradzkiego pt. „Niemiecka telewizja publiczna ZDF wezwała po Brexit do unijnego „resetu”. Czyli do… zwalczania tendencji rasistowskich w Polsce” na portalu wPolityce.pl.

Dziennikarz zwraca uwagę, że za Brexit oberwie się najmocniej państwom narodowym, do których niewątpliwie należą państwa Europie Środkowo-Wschodniej na czele z Polską.

„Jak zwykle Niemcy czują nieodpartą chęć „naprawiania” nas; 75 lat temu przeszkadzał im brak rasizmu, więc go narzucili. Dziś chcą zwalczać rasizm, choć go nie ma.

Wiceszef ZDF (to ta telewizja, która „rasizm” Armii Krajowej pokazała w wyprodukowanym przez siebie serialu „Nasze matki, nasi ojcowie), przedstawiciel niemieckiego establishmentu, ogłosił coś w rodzaju „odnowy moralnej UE”. Cała Europa, ale zwłaszcza my i cały nasz region będziemy celem tych tradycyjnych niemieckich zabiegów o „polepszenie doli ludzkości” – pisze dziennikarz.

kk/wPolityce.pl

Komentarze

komentarzy