marian_kowalski_bilgoraj

Kto tu rządzi? – żarty się skończyły!

Od legalnych władz oczekuję jednak, by uzurpator z tytułem sędziowskim podnoszący rękę na wolę narodu jak najszybciej został odprowadzony w kajdanach tam, gdzie jego miejsce. Żarty się skończyły.

Serial sensacyjny pt. „Trybunał Konstytucyjny” trwa już tak długo, że mało kto pamięta, o czym był pierwszy odcinek.
Jeszcze rok temu zwykły obywatel nie zauważał istnienia tego sądu. Do czego służy Trybunał Konstytucyjny?

Odpowiedź jest prosta. Jeśli posłom strzeli do głowy coś, co może obalić okrągłostołowe ustalenia, Trybunał, powołując się na mętną niczym wzrok jej współautora Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy zapadł na i lipińską chorobę, konstytucję, naciśnie przycisk STOP. Niby żyjemy w demokracji, ale system wychodzi z założenia, że posłowie to jakaś banda nieodpowiedzialnych idiotów, na których potrzebny jest kaganiec.

Wprawdzie wielu posłów zasługuje na zainteresowanie psychiatrów, ale musimy wyjść z założenia, że ustanowią dobre prawa i naród ich znów wybierze albo coś sknocą i wtedy przegrają kolejne wybory albo naród nieco wcześniej załatwi z nimi porachunki w kryterium ulicznym. Demokracja to spore ryzyko, ale i niejeden monarcha okazał się durniem, dziwkarzem lub zwyczajnym fajtłapą.

Ten wątek tutaj pomijam, bo i pretendenci nie walą jakoś drzwiami i oknami. Trybunał więc jest w Polsce oberwładzą, nadizbą parlamentu złożoną z byłych polityków.  Niejeden obecny sędzia TK był parlamentarzystą, współtwórcą programu jakiejś partii lub osobą jasno deklarującą swe sympatie polityczne. Jest to więc ciało o charakterze politycznym, a obecny przewodniczący walczy z prezydentem Dudą o pierwszeństwo w państwie.

Nie miejmy złudzeń, cokolwiek by obecny Sejm uchwalił – ten Trybunał spuści do kibla legislacyjnego. I tak okaże się, że żadne obietnice wyborcze nie mogą być wcielone w życie, a cała ta gadanina o demokracji sprowadzi się jedynie do wrzucenia karteczki do urny w drodze z kościoła do ciastkarni.
Sędzia Rzepliński jest dziś najmocniejszym ogniwem w walce starego (kodziarze) z nowym (Duda, Szydło).

Przewodniczący Rzepliński już nadużywa swoich uprawnień, uniemożliwiając pracę zaprzysiężonym przez prezydenta sędziom. To jest przestępstwo. Ten uzurpator, podniecany przez kodziarskie spacerki i niemiecką prasę, wkrótce doprowadzi do tego,
że szczyt NATO nie odbędzie się w Polsce. Będzie to jasny sygnał dla Moskwy. Tu przypominam, że niczym wrzód wisi nad nami obwód kaliningradzki, który jako żywo przypomina Wolne Miasto Gdańsk. Rosja już awanturuje się o jakiś korytarz eksterytorialny. Mówię wprost – pan Rzepliński bierze na siebie odpowiedzialność za ośmielenie Rosji w jej roszczeniach terytorialnych. Biorąc pod uwagę jego sympatie polityczne, których nie ukrywa, zadaję tu pytanie, czy gdzieś nie leży teczka, na której okładce widnieje nazwisko tego pana? Trybunał Konstytucyjny dowodzony przez Rzeplińskiego jest zarzewiem konlfiktu, który może doprowadzić Polskę do katastrofy.

Zadaję sobie pytanie, dlaczego z taką agenturą nie mogą sobie poradzić legalne władze?
Czy tylko dlatego, że za pieniądze podatnika idące na subwencje partyjne kodziarze zwożą do Warszawy ludzi, którzy
nienawidzą Polski? Rząd i prezydent nie wykonują swoich obowiązków należycie, co zrobią, gdy jakiś kodowski majdaniarz wykituje na serduszko albo zaszkodzi mu spożywany w drodze do Warszawy alkohol? Przecież wrogowie Polski tylko czekają na jakiegoś męczennika. Już sięgają po najcięższą artylerię w osobie pani Komorowskiej.

W policji i służbach też jest spory rozgardiasz. Jakaś prowokacja, a na Marszu Niepodległości było ich mnóstwo, skompromituje w oczach wrogiego nam świata obecną ekipę rządzącą. Dopuszczenie do kolejnych awantur kodziarzy daje szansę na zrealizowanie takiego scenariusza. Uważam, że ta śmieszna awantura o Trybunał to w istocie ściema mająca ukryć przed Polakami istotę rzeczy. Mianowicie Unia Europejska znalazła się w sytuacji nieodwracalnego regresu. Kto żyw będzie okopywał się na swoich pozycjach interesu, tworząc strefy wpływów.

Kodziarze to opcja proniemiecka dążąca do tego, by po rozpadzie Unii Polska stała się znów Generalną Gubernią. Ma to być prowincja zamieszkiwana przez parobków gotowych do pracy za 300 euro miesięcznie, a zarządzana przez kodziarskich volksdeutschów.
Opcję alternatywną próbuje realizować obecny rząd, angażując się mocno w Grupę Wyszehradzką. Ma to być projekt polityczny oparty na osi Budapeszt–Warszawa, mocno wspierany przez dawną Czechosłowację, z dobrymi widokami na okoliczne kraje. Ta odnowiona koncepcja jagiellońska stanowi zagrożenie dla Berlina i Moskwy. Może być jednak potraktowana poważnie przez jakieś mocarstwa atomowe zainteresowane trzymaniem w karbach resztówki unijnej i rozbrykanego Putina.

Dziś Polacy mogą zadecydować, czy wybrać skromny, ale spokojny i do czasu bezpieczny los fornala, którego jedynym marzeniem jest nabzdryngolenie się berbeluchą w wieczór przed mszą świętą, czy ryzykując nawet życie, wybrać wolność, dumę i dostatek.

Skoro tak chętnie maszerujemy i krzyczymy 1 marca i 11 listopada, to miejmy też odwagę zająć stanowisko dziś, tu i teraz, by kodziarze nie zainstalowali nam majdanu w Warszawie.

Od legalnych władz oczekuję jednak, by uzurpator z tytułem sędziowskim podnoszący rękę na wolę narodu jak najszybciej
został odprowadzony w kajdanach tam, gdzie jego miejsce.

Żarty się skończyły.

Autor: Marian Kowalski

Komentarze

komentarzy