43bdaccb0f6fda3be8ffb6f9cfeb8aaa_L

Karły plują na naszych bohaterów! Ale 30 lat propagandowej młocki nie zabiło w Polakach patriotyzmu!

Ostatnie Święto Żołnierzy Wyklętych zbiegło się z ujawnieniem teczki „Bolka”, podważając zupełnie propagandową legendę o narodzinach III RP. Michnik i całe to towarzystwo dostrzegło po raz pierwszy tak wyraźnie obraz swojej klęski i marne skutki próby zmasowanego wyprania Polakom mózgów. Oni z przerażeniem zauważyli, że młodzi, mimo 30 lat propagandowej młocki, zamiast koszulek z podobiznami Michnika, Kuronia, Wałęsy, Frasyniuka, Bujaka i tramwajarki Krzywonos noszą podobizny „Inki”, „Roja”, „Ognia”, „Zapory” i rotmistrza Pileckiego.

Z wielkim wzruszeniem i dumą przyglądałem się obchodom Narodowego Dnia Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Tak naprawdę trwały one cztery dni – od soboty do wtorku 1 marca, kiedy to odbyły się główne uroczystości państwowe. Jeżeli do tego oficjalnego programu obchodów dodamy wszystkie idące w setki inicjatywy oddolne zorganizowane przez społeczności lokalne, możemy śmiało powiedzieć, że oto na naszych oczach rodzi się święto państwowe, które jednoczy cały naród wokół naszych bohaterów i wielkich patriotów, którym nikt bohaterstwa, poświęcenia i miłości do ojczyzny nie będzie mógł już odebrać. Mimo że to już szóste obchody, to jednak nigdy do tej pory najwyższe władze państwa nie zaangażowały się na tak wielką skalę i z tak wielkim entuzjazmem i przekonaniem co do historycznego, edukacyjnego i wzmacniającego narodowego ducha znaczenia tego jeszcze bardzo młodego święta. Tak jak II Rzeczpospolita w wyjątkowy sposób czciła powstańców styczniowych, tak dzisiejsza Polska składa hołd bohaterskim uczestnikom największego i najdłużej trwającego polskiego powstania narodowo-wyzwoleńczego. Oczywiście pisząc, że nikt naszym bohaterom nie może już odebrać bohaterstwa i zasług, mam na myśli ludzi uczciwych i przyzwoitych.

Nie było zaskoczeniem, że w dniach, kiedy Polacy świętowali, odezwała się jak zwykle antypolska piąta kolumna, która po raz kolejny powielała stare stalinowskie propagandowe kłamstwa i obelgi nawiązujące wprost do „zaplutych karłów reakcji” i „bandytów z reakcyjnego podziemia”. Wcale mnie nie dziwi, że wszystkie te wściekłe ataki na polskich patriotów i bohaterów wyszły z „Gazety Wyborczej”, „Polityki” i „Krytyki Politycznej”, czyli środowisk pompujących propagandowo Komitet Obrony Demokracji dążący do obalenia legalnego polskiego rządu. Chyba najcelniej tych zarażonych antypolską i antykatolicką wścieklizną określił pan sędzia Bogusław Nizieński, były Rzecznik Interesu Publicznego, a w młodości Żołnierz Niezłomny organizacji Wolność i Niezawisłość. W wywiadzie dla portalu wPolityce.pl powiedział: „Niebywałe, że dziennikarze są w stanie tak szkalować tych Niezłomnych. Jeszcze mało zbrodni komuniści na nich dokonali… Jeszcze teraz się mszczą na nich. Niestety w każdym narodzie są orły, ale są i płazy”.

Teraz przejdę do tych płazów i zacznę od profesorka Jasia Hartmana, który w komuszej „Polityce” napisał: Wojenny Disneyland, bez powagi, bez uczciwości, bez szacunku dla śmierci. Ale i bez hamulców w opowiadaniu bajek jak ta, iż rzekomo ten zbrojny ruch oporu trwał do roku 1963. Zamiast opowiedzieć coś w z sensem o tragedii bratobójczych walk lat 1944-47, nacjonalistyczna propaganda (obecnie już rządowa) brzydko się bawi w podsycanie ludowych legend o leśnych bohaterach. Być może za kilka lat będziemy jeździć alejami Łupaszków i chadzać na place Ogniów, mijając po drodze pomniki Burych. Słychać nawet o autostradzie „Pamięci Żołnierzy Wyklętych”. Akcja rehabilitacyjno-propagandowa pod tym zręcznym hasłem „żołnierze wyklęci” rozpoczęła się już za pierwszego PiS-u. Ogień dostał w Zakopanem pomnik, który odsłaniał Lech Kaczyński. […] Mogę wybaczyć nastolatkom, podatnym na każdą propagandę, że wierzą każdemu słowu i widzą w różnych Łupaszkach i Burych niepokalanych bohaterów. Ale Jarosław Kaczyński czy Andrzej Nowak oraz inni historycy dobrze wiedzą, jak wyglądają rozprute brzuchy i ucięte głowy „niewiernych” i „obcych”, jak bieleją zwłoki zgwałconych dzieci na gumnie.

Nie wiem, czy Hartman w tym swoim antypolskim amoku zdawał sobie sprawę, że przemawia, a właściwie ślini się z wściekłości niczym oskarżający biskupa Kaczmarka w sfingowanym procesie krakowskiej kurii stalinowski krwawy prokurator Stanisław Zarako-Zarakowski. Hartman z premedytacją przemyca kłamstwa o „bratobójczej walce”, czyli wojnie domowej, choć doskonale wie, że o żadnej wojnie domowej nie może być mowy w kraju, w którym stacjonowało kilkaset tysięcy stalinowskich wojsk okupacyjnych, a specjalne pułki NKWD liczyły ponad 30 tys. oficerów, podoficerów i żołdaków. Gdyby to była rzeczywiście wojna domowa, a w Polsce nie było sowieckich bagnetów, to te komunistyczne płazy zostałyby przez polskie społeczeństwo rozdeptane w ciągu kilku dni. Wiedzieli o tym doskonale komunistyczni zdrajcy na czele z Bierutem – agentem gestapo i NKWD, którego Kreml namaścił na prezydenta Polski Ludowej. To do delegatów PKWN Stalin mówił: „Jak tak patrzę na waszą pracę, to – gdyby nie było Czerwonej Armii – to przez tydzień i was by nie było. Wystrzelaliby was jak kuropatwy”.

Teraz przejdźmy do Michnika i „Gazety Wyborczej”, która w dniu wielkiego święta Polaków zorganizowała „debatę” pod tytułem: „Wyklęci – Pogubieni bohaterowie. Męczennicy wolnej Polski czy zdemoralizowane wyrzutki?”. Z kolei Wojciech Gadomski na łamach „Wyborczej” napisał: „Stopniowo zacierała się różnica między tymi, którzy walczyli o niepodległą Polskę, a zwykłymi bandytami. Propaganda IV RP próbuje z »leśnych« zrobić niezłomnych bohaterów, przykład dla obecnej młodzieży. Ma to niewiele wspólnego z rzeczywistością”.

Cyngiel Michnika Wojciech Czuchnowski nazwał święto Żołnierzy Wyklętych „mitem założycielskim IV RP”, a jak wiemy, mit to opowieść w dużej mierze wymyślona, ubarwiona i uznawana na wiarę bez żadnych dowodów.

Tylko czemu tu się dziwić, skoro w gabinecie redaktora naczelnego Adama Michnika, pryncypała tych płatnych dziennikarskich cyngli, na honorowym miejscu stoi portret stalinowskiej kanalii Zygmunta Baumana, który w mundurze majora KBW zwalczał polskich Żołnierzy Niezłomnych? Jak można od nich wymagać szacunku dla polskich bohaterów, skoro brat Michnika Stefan był sądowym mordercą skazującym na śmierć i wieloletnie wyroki polskich patriotów? Dodajmy, że ojciec Michnika siedział przed wojną za przynależność do agenturalnej Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy dążącej do oderwania od Polski Wołynia i Galicji Wschodniej, zaś matka, Helena Michnik, już przed wojną była zakochaną w Leninie i Stalinie zajadłą komunistką. Śmiało można powiedzieć, że całe to towarzystwo antypolonizm wyssało z mlekiem swoich matek.

A teraz czas na Piotra Szumlewicza, jednego z założycieli „Krytyki Politycznej”, współpracującego z Fundacją im. Róży Luksemburg – komunistki zwalczającej dążenia niepodległościowe Polaków. Szumlewicz na Twitterze napisał: „Dzisiaj narodowy dzień wstydu, czyli z bandytów czyni się bohaterów, a z mordów i kradzieży czyni się wzorzec patriotyzmu”. OPZZ gratulujemy takiego doradcy, a telewizji publicznej gratulujemy Szumlewicza jako często zapraszanego gościa. Już bardziej przyzwoicie i misyjnie byłoby zaprosić jakiegoś bezdomnego – przynajmniej by się ogrzał w telewizyjnym studiu.

Wracając do Michnika i „Gazety Wyborczej”, trzeba powiedzieć, że ich wściekłość ma jeszcze inne podłoże. Święto Żołnierzy Wyklętych zbiegło się z ujawnieniem teczki „Bolka”, podważając zupełnie propagandową legendę o narodzinach III RP. Michnik i całe to towarzystwo dostrzegło po raz pierwszy tak wyraźnie obraz swojej klęski i marne skutki próby zmasowanego wyprania Polakom mózgów. Oni z przerażeniem zauważyli, że młodzi mimo 30 lat propagandowej młocki zamiast koszulek z podobiznami Michnika, Kuronia, Wałęsy, Frasyniuka, Bujaka i tramwajarki Krzywonos noszą podobizny „Inki”, „Roja”, „Ognia”, „Zapory” i rotmistrza Pileckiego. Młodzież całkowicie odrzuciła fałszywe legendy i stręczonych jej na siłę pseudobohaterów. Redaktorze Czuchnowski, to były właśnie tandetne i załgane mity założycielskie III RP. Były tak obce i niestrawne dla Polaków, że przeszczep się nie przyjął i został odrzucony, a III RP zalicza właśnie zgon.

I jeszcze na koniec taka już mniej optymistyczna uwaga. Pojawiło się wiele jak gdyby z ulgą wypowiadanych uspokajających głosów, że nam w Polsce na szczęście nie grozi wojna hybrydowa i najazd zielonych ludzików, gdyż szczęśliwym zrządzeniem losu nie ma u nas mniejszości rosyjskiej. Przestrzegam przed nadmiernym optymizmem, gdyż wszystkie środowiska, które opisałem przy okazji festiwalu plucia na naszych bohaterów, czyli KOD oraz wpierający go czerscy, „Polityka” i „Krytyka Polityczna”, za grosz nie zasługują na zaufanie i przy każdej nadążającej się okazji gotowi są wbić nam nóż w plecy. Pamiętajmy mądre słowa sędziego Nizieńskiego: „Niestety w każdym narodzie są orły, ale są i płazy”.

źródło: polskaniepodlegla.pl

Komentarze

komentarzy